Nad wodami Jordanu..

***

..noszę w sobie  głos z pustyni
człowieka odzianego w bydlęcą skórę
cierpliwego jak wody Jordanu

nie jest to głos Eliasza
ani też proroka
raczej głos Tego który sprasza na ucztę

bezcenną pamiątkę
której próżno szukać w zgiełku
nadmorskich deptaków

zostałem zaproszony
więc szukam
swojego miejsca przy stole..


***

Niedziela Chrztu Pańskiego kończy liturgiczny okres Narodzenia Pańskiego, chociaż w naszej polskiej tradycji kolędy śpiewamy jeszcze prawie przez miesiąc – do 2 lutego.

Może się wydawać dziwnym połączenie wydarzeń związanych bezpośrednio z narodzeniem Jezusa oraz wydarzenia, które dokonało się jakieś trzydzieści lat później, kiedy był już dorosły. Jest jednak coś, co je łączy.

Święto to ma duży związek z uroczystością Objawienia Pańskiego. Wieść o narodzeniu Odkupiciela na cały świat zanieśli Mędrcy. Przyjmując chrzest z wody od Jana, Jezus rozpoczął swoją działalność publiczną, a o tym, że jest Synem Bożym, zaświadczył sam Bóg.

Jest taka pieśń żydowska śpiewana podczas Paschy, która nazywa się „Dayenu”: „to już by nam wystarczyło”.

To już by nam wystarczyło, żeby zobaczyć, że On naprawdę jest Bogiem z nami.
To już by nam wystarczyło..

A jednak On poszedł dalej..

Chrzest, który przyjmowali ludzie od Jana był chrztem nawrócenia. Ludzie wchodząc do Jordanu uznawali się publicznie za grzeszników. Wśród przyjmujących chrzest od Jana nie było jednak faryzeuszów. Ich nazwa bierze się od hebrajskiego słowa: „perusza”, czyli „ten, kto się oddziela”. Oddzielali się od wszystkiego, co było „nieczyste” według Prawa. Faryzeusze nie byli w stanie stanąć w tej samej wodzie z grzesznikami. Ich „czystość” oddzielała ich od reszty społeczeństwa.

To, co robi Jezus, jest szokujące. List do Hebrajczyków podkreśla, że Jezus stał się podobny do nas we wszystkim oprócz grzechu. A jednak nie będąc grzesznikiem stanął w wodach Jordanu – jako jeden z nich. To znaczy jako jeden z nas. Emmanuel – Bóg z nami.

Tak bardzo z nami, że nie mając grzechu stawia się na równi z grzesznikami. Mesjasz, który się nie oddziela, nie boi się ubrudzić, nie boi się tych, którzy są brudni. Wiedział doskonale, że ryzykuje bardzo dużo i daje faryzeuszom argument przeciwko sobie. Przecież Mesjasz przychodzi jako święty, a nie jako grzesznik. A oni widzieli Go jak publicznie uznał się jednym z grzeszników przyjmujących chrzest od Jana. Jednak On jest tak bardzo Bogiem z nami, że nie boi się stracić twarzy, zaryzykować swój autorytet, narazić się na zniesławienie.

I oto dzieje się coś dziwnego. Z nieba słychać głos: „Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie”. Pośród nieczystych wód Jordanu, zanieczyszczonych przez grzeszników, Bóg czyni wyznanie miłości. Ojciec, który jak mówi św. Paweł, „dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu” w Nim także wyznaje swoją miłość do grzeszników.

Bóg jest Emmanuelem – Bogiem z nami. I wcale nie z nami grzecznymi, świętymi, poukładanymi, ale także z nami grzesznymi. Nie ma upodobania w grzechu, ale chrzest Jezusa w Jordanie pokazuje wyraźnie, że także grzesznik jest Jego dzieckiem, w którym ma upodobanie, to znaczy, do którego się przyznaje i którego kocha.

Scenę Chrztu Pańskiego w niezwykle wymowny sposób przedstawiają ikony wschodnie. Widzimy na nich stojącego w wodach Jordanu Jezusa, który przyjmując od Jana chrzest, zdaje się zanurzać w ciemnej otchłani przypominającej grobową pieczarę. Chrzest Jezusa w Jordanie jest bowiem nie tylko znakiem solidarności z grzesznikami czy potwierdzeniem, że Mesjasz dzieli we wszystkim los swojego ludu. Jest przede wszystkim zapowiedzią innego chrztu, którego Jezus pragnie i który przyjmie.

Stanie się to w dniu, gdy Baranek Boży, dźwigając na sobie grzech świata, da się zanurzyć w otchłań cierpienia i męki. Syn Boży pozwoli się ogarnąć śmierci, zstępując aż na dno szeolu.
Wynurzy się jednak z mrocznych głębin, w chwale zmartwychwstania, dając – w mocy Ducha Świętego – wieczne życie tym, którzy w Niego będą wierzyć.

„Wszystkie rzeczy w stworzeniu z czasem się psują, tylko wino z wiekiem nabiera bogatszego smaku, z każdym dniem tracąc gorycz. Tak samo jest z chrześcijaninem. Im więcej czasu upływa od jego chrztu, tym więcej gubi goryczy swego grzesznego życia, przyswaja sobie mądrość i zjednuje względy Boskiej Trójcy” – pięknie to ujął Maksym Wyznawca.

Im dalej od Jordanu, im dalej od wód chrztu, tym bliżej Jerozolimy, bliżej poranka zmartwychwstania, bliżej nieba… Mniej w nas goryczy, śmierci grzechu, więcej mądrości, więcej miłosierdzia..

..a więc

„Przyjdź Duchu Święty!
Dmuchaj na nas –
nie tyle o ile, ale na całego!”

🙂


Opublikowano