Zaczytane toruńskie anioły..

..czyli garstka wspomnień i szczypta wiary z sierpniowej pielgrzymki do miasta gotyku..

*

Na ołtarzu w kościele.. w wielobarwnym witrażu.. w galerii z ceramiką.. na straganie.. a nawet w sklepie z piernikami..

Co anioły – i to w takiej liczbie! – robią w Toruniu?

..chyba najprostsza odpowiedź brzmi: są.

I to wszędzie!

Małe, duże, ceramiczne i drewniane, gipsowe, ze szkła, masy solnej i z ..piernika.

Zerkają z wystaw galerii i ulicznych straganów, unoszą się w powietrzu, spoglądają ze ścian budynków..

Ubrane zgodnie z modą secesyjnych detali architektonicznych siedzą w oknach, czytają książki..

*

Przed rokiem przyleciał..

Tak zamyślony i zaczytany, 
że o mało swym skrzydłem nie przewrócił
kwiatka w doniczce..

Dalej czyta – jakby nigdy nic..

Moją drogę poznał
wcześniej ode mnie


Jak to Anioł…


*

..czekają też w sklepach z pamiątkami, gdzie przybierają najrozmaitszą postać: od drewnianych płaskorzeźb po pękate od mąki figury..

Rzeczywiście Toruń lubi anioły… A może to anioły polubiły to miasto…? 

*

Już na samym początku, w Sanktuarium Maryi Gwiazdy Nowej Ewangelizacji przywitał nas nie kto inny, jak Michał Archanioł u boku Matki Bożej Anielskiej, i to w ukrytym otoczeniu anielskich chórów..!!

Ceramiczny wizerunek Matki Bożej Anielskiej zachwyca! To spotkanie wywołuje tyle myśli i wrażeń, że koniecznym jest stanąć na chwilę, by móc je wszystkie ogarnąć w sobie..

Chórów Anielskich przepiękne hymny
Na chwałę Bożą brzmią nieustannie
I Magnificat na cześć swej Pani,
Królowej Nieba Maryi Pannie.

Bądź pozdrowiona, zdrowaś Maryjo, Anielska Królowa!
Naucz nas słuchać – szeptu Anioła -Świętego Ducha – w tej ciszy kościoła.
.

*

Z kolei Anielskie Chóry ukryte w kutych poręczach nieustannie towarzyszą modlitwie zebranych..

Niesamowita, zdumiewająca wizja artysty, który w tak niepozornym przedmiocie, jak poręcz – ukrył najważniejsze przymioty istot duchowych – naszych Aniołów Stróżów.

*

Nie pukają. Porywają serca w Bożej Miłości.
Są tutaj. Niedostrzegalne. Klęczą.

Wchodzą w moich słów szczeliny.
Przepraszają Boga, uwielbiają Pana, ze mną
– wszędzie ich pełno.


*

*

Aniele Boży, który nie śpisz wcale,
a serce Twoje czuwa jak płomyk lampki wiecznej..

za chwilę modlitwę jak świecę zapalę
by było jaśniej i bezpieczniej..

*

Pod krzyżem Zbawcy, gdy wiara i miłość
Rzuciły w żalu Golgoty pochyłość,
Kiedy odchodził setnik do bram miasta,
Gdy włos stargany wiązała niewiasta,
Gdy noc zgłuszyła żołnierstwa okrzyki..

Jam został jeden i słyszałem z drżeniem
Jęk Boga… Ziemio! módlmy się milczeniem! 

*


*

Aniele Boży, który nie śpisz wcale..

Przypomnij mi proszę starca Symeona,
co nazwał Jezusa światłem Niegasnącym..
gdy moja wiara, jak lampa zgaszona
zapomni o Bogu jaśniejszym niż słońce.

*

*

Pomóż się nie bać tych z sercem zgaszonym..
co chcą złym śmiechem zgasić mi nadzieję..
Rozkołysz w mym sercu wielkanocne dzwony,
I powtarzaj: ten zwycięża, kto się ostatni śmieje!


*

Przed wejściem spoglądamy na Kościół. Wyróżnia go wielka ażurowa, 320-tonowa kopuła zwieńczona koroną, widoczną z odległej przestrzeni miasta..

Nic dodać, nic ująć.. nie trzeba zbyt długo się zastanawiać, komu dedykowana jest ta świątynia..

W Królowej nieba koronie..
uśmiecha się w słońcu, zda się
i w zorzy zachodniej płonie..


*

Ale zaraz, zaraz.. czy to szum skrzydeł nad nami..?

..co prawda umknęło nam to wizualnie, stojąc fizycznie przed kopułą.. jednak teraz widać dokładnie na płatach korony.. ..srebrne płaskorzeźby aniołów!

Na placu kościelnym znajduje się brama, w której umieszczono wielki krucyfiks z cytatem Cypriana Kamila Norwida 'Krzyż stał się nam bramą.’

 Dalej na mostku prowadzącym do świątyni, znajdującym się nad fontanną, pozdrawia św. Jan Paweł II.

Sanktuarium to jest również pewnym wotum wdzięczności za Jego pontyfikat.

Bardzo wymownym dopełnieniem tego wizerunku jest rzeźba zatytułowana Święty Piotr Rybak: „Ostatni połów”, znajdująca się po drugiej stronie świątyni, również nad fontanną w tym samym stylu..

To piękne artystyczne dzieło skłania do postrzegania tych dwóch odrębnych obiektów, jako jednej całości.

*

Wchodzimy na pierwsze piętro.. droga pokutna kieruje nas do prezbiterium, gdzie znajduje się relikwia krwi świętego Jana Pawła II..

Ołtarz jest wierną repliką prywatnej kaplicy Jana Pawła II w Watykanie. Sufit wypełnia piękny witraż, zaś centralne miejsce zajmuje duży krucyfiks, przy którym umieszczono obraz Matki Bożej Częstochowskiej.


W czasie swojego pontyfikatu Ojciec Święty zawierzał Jasnogórskiej Pani wszystkie sprawy Kościoła i świata. Teraz również, z brewiarzem otwartym na stronie z Uroczystości Matki Bożej Królowej Polski – wskazuje na tabernakulum i obraz Maryi..

*

Wiele do powiedzenia mają tu dwie mozaiki umieszczone po obu stronach krucyfiksu: ścięcie św. Pawła po prawej i ukrzyżowanie św. Piotra po lewej stronie..

Jest chwila, by się zatrzymać..

..zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, którego kamieniem węgielnym jest Jezus Chrystus – właśnie patrzymy na nasz początek, tj. początek Kościoła..

*

Losy dwunastu uczniów, jak ślady zasypywane latami piaskiem – giną w mrokach historii. Nowy Testament nie zajmuje się szczególnie ich dziejami, ale z pism wczesnochrześcijańskich i źródeł pozakanonicznych mniej więcej wiemy, co się z nimi stało..

Piotr został ukrzyżowany głową w dół w cyrku Nerona na zboczu Wzgórza Watykańskiego..

Andrzeja rozciągnięto na krzyżu w kształcie litery X, która w języku greckim jest pierwszą literą imienia „Chrystus” (nawiasem mówiąc ta forma została nazwana „krzyżem świętego Andrzeja” i obecnie jest ustawiana przed przejazdami kolejowymi jako drogowy znak ostrzegawczy, dlatego warto wspomnieć sobie o tym fakcie czekając np. na przejeżdżający pociąg)..

Śmiercią męczeńską poprzez ukrzyżowanie zginęli też Jakub, Filip i być może Szymon oraz Juda Tadeusz..

Mateusz i Jakub ponieśli śmierć przez ścięcie mieczem..

Bartłomiej został obdarty ze skóry, a Tomasz przebity włócznią..

Jan jako jedyny zmarł śmiercią naturalną, a po wydaniu Chrystusa Judasz popełnił samobójstwo.

Straszną śmiercią zginął również ten, który zajął jego miejsce – Maciej – został ukamienowany.

*

Dziś, kiedy świadczenie o Jezusie nie grozi torturami i śmiercią (przynajmniej na terenie współczesnej Europy) – ze smutkiem patrzymy, jak w Niemczech wierni masowo występują z Kościoła, a włoskie bazyliki świecą pustkami.. płaczemy nad płonącymi katedrami we Francji i rozdzieramy szaty czytając o statystykach Kościoła skandynawskiego..

Jak to się dzieje, że w Polsce mniej ludzi straciło wiarę w czasie wojny, niż po 1989 roku?

I czy to już zawsze tak musi być, że bogactwo, dobrobyt i poczucie bezpieczeństwa wprost oddalają nas od Boga sprawiając, że staje się nam mniej potrzebny?

Może tu i teraz, w cieniu tej prywatnej papieskiej kaplicy, w otoczeniu tych, a nie innych postaci świętych męczenników – łatwiej dostrzec impuls tych wszystkich podróży papieża Polaka w jego pontyfikacie bez granic..

..skąd u niego ten nacisk na tożsamość, dbałość o silne korzenie wiary i wciąż niekończące się wołanie: co zrobiliśmy z naszym chrztem..

*

Wychodząc z prezbiterium, zabieramy te myśli ze sobą.. w domu będzie więcej czasu, by móc je poukładać w swym wnętrzu..

Idziemy dalej..

Marmurowa posadzka z cierniową koroną pod stacjami drogi krzyżowej przypomina:

„Zostaw w sobie wszystkie dobre relacje i przyjaźnie, byś umiał bez rozpaczy przeżyć odejścia i zdrady tych, którzy mieli iść z tobą przez życie”

*

Stacja XII..!

– krzyk przejmującej ciszy Jego miłości do nas..

..za horyzontem krzyża schowała się nadzieja
zamknięta w maleńkim ziarenku gorczycy
naszej wiary..


*

Tu też czuwają niebieskie duchy..

..są zawsze obok –

jak obłok na górskim szczycie..

*


Wychodzimy na taras, który otacza kościół.. podziwiając okolicę próbujemy zatrzymać czas..

Ja wędrowcem – Tyś mi drogą.
Ja jeziorem – Tyś mi wodą.
Ja obłokiem – Tyś mi niebem.
Ja ustami – Tyś mi chlebem.
Ty latarnią – ja Ci statkiem.
Ty ogrodem – ja Ci kwiatkiem.
Ja Ci światłem – Tyś mi Słońcem.
Ty początkiem – Tyś jest końcem.

*

Wokół kościoła, na jego zewnętrznych ścianach, mijamy płaskorzeźbione stacje drogi maryjnej z przedstawieniem 14 sanktuariów Polski i świata..

Poza dobrze nam znaną Madonną z Jasnej Góry, spotkać tu można m.in. tulącą nagie zwłoki żołnierza zamordowanego strzałem w tył głowy Matkę Boską Katyńską..

..afrykańską Matkę Słowa z Kibeho w Rwandzie..

..wietnamską Opiekunkę Pielgrzymów z sanktuarium w dżungli La Vang..

..płaczącą Matkę Bożą Japońską z Akity..

..a nawet Matkę Bożą Dobrego Zdrowia z Vailankanni w Indiach..

..czy Śliczną Gwiazdę Miasta Lwów..

..oraz Matkę Bożą z Guadalupe, Loreto, Fatimy, Lourdes i Tuchowa..

Czy istnieje na świecie kraj, w którym nie byłoby chociaż jednego sanktuarium poświęconego Matce Bożej? Z pewnością nie, gdyż jak widać – Maryja wypełnia świat na wszystkich kontynentach.. 

*

Matka Boża Królowa świata
w zakątkach ziemi
ze spokojem nabrzmiałym wiekami
czujna i czysta
bliska i daleka..

*

Jest jeszcze jeden ważny szczegół tego miejsca – nasz patron..:)

..i radość, bo właśnie odkryliśmy jego kolejny ślad..

*


Z sanktuarium udajemy się do centrum miasta..

Aleją Solidarności rozpoczynamy zwiedzanie Torunia..

Znajduje się tutaj Centrum Kulturalno -Kongresowe Jordanki, w którym organizowane są różnego rodzaju wydarzenia kulturalne.

„Toruński gotyk na dotyk” to hasło, które w bardzo trafny i plastyczny sposób opisuje średniowieczne skarby rozsiane po całym mieście.

Na przykład za nami w tle – „Okrąglak” – neogotycki areszt śledczy.. właściwie przetrwał do czasów współczesnych w niezmienionej formie architektonicznej..

Gród Kopernika właściwie nie ucierpiał w czasach wojennych, dzięki czemu dziś może pochwalić się gotyckimi budowlami najwyższych lotów.

A poniżej Uniwersytet Mikołaja Kopernika – jedna z największych uczelni w Polsce, zarówno pod względem liczby studentów, jak i oferowanych kierunków studiów..

Spacerując uliczkami Starego Miasta podziwiamy piękną architekturę..

Naszą uwagę przyciąga anioł na szczycie jednej z kamienic..

Co on tam robi..?

– strzeże fortecy sumień..?

– zapala pochodnie wiary..?

– gasi zajadłość pychy..?

..może gra w kości o dusze..?

Podchodzimy bliżej..

.. przecież to święty Michał..!

*

No tak.. kamienica pod Aniołem..

Każdego dnia tysiące ludzi przemierza tym przejściem kierując się do lub z przystanku na pobliskim placu.. przechodzą nie myśląc o tym, że ponad sto lat temu ten szeroki tunel służył nie tylko pieszym czy tramwajom, ale i samochodom, które powoli turlały się po Starówce..

..że ta przeciętna, niewielka część obszaru jest bohaterem licznych pocztówek i pamiątkowych zdjęć, jako jednego z symboli miasta..

..że zamiast Łuku Cezara była tu pachnąca pieczywem piekarnia pana Sztuczko..

..dziś możemy sobie tylko wyobrazić roznoszący się po całej ulicy zapach świeżego chleba i dzieci wychodzące z parującym bochenkiem w jednej ręce i oderwaną kromką w drugiej, pochłaniające je z apetytem w drodze do domu..

Lecz czy to właśnie dla tej słynnej piekarni święty Archanioł obrał sobie to miejsce, by swym światłem i pokojem prowadzić dialogi rajskie..?

..pewnie trzeba byłoby zajrzeć tu głębiej w przeszłość, aby to sprawdzić..

Tymczasem my kierujemy się dalej..

*

Miasto ma swój niepowtarzalny urok.. Bogato zdobione, kolorowe kamienice sąsiadują z monumentalnymi kościołami..

Jednym z przykładów wybitnej klasy XIV-wiecznej architektury gotyckiej jest Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny..

Wchodzimy do wewnątrz..

Z ołtarza głównego – w scenie Zwiastowania – pozdrawia Archanioł Gabriel w promienistej Glorii..

..w tryptyku godzin
kołysze dzwonem nieba..

a na świetlistej strunie ciszy
odsłania się
Tajemnica Zwiastowania..


szumią serca
Ave Maria
w pokornym uniżeniu


szary dzień
staje się
po trzykroć święty


*

Ponad kolumnami unosi się ogromna korona – symbol królewskiej godności Maryi – którą podtrzymują cztery anioły ze słowami Pozdrowienia Anielskiego.

Bogactwo wyposażenia i ciekawa historia świątyni stwarzają niepowtarzalny nastrój, który dopełniają refleksy światła wpadającego do wnętrza przez dziewiętnastowieczne witraże..

*

Słowa Pańskie
spacerują po deptaku dusz..

*

*

Z półmroku wyłania się nadzieja..
świeża woń modlitwy..
nieskończonej pełni blask..

*

Mimo swej monumentalności kościół ten – dzięki wielu pięknym zdobieniom – jest delikatny i pełen wdzięku..


Nad wejściem do prezbiterium uwagę zwraca bogato rzeźbiony łuk tęczowy, na którego szczycie wznosi się wysoki krzyż..

 Wybitnym dziełem rzeźbiarskim są również wysokiej klasy artystyczne prospekty organowe z początku XVII w. To najstarszy taki zabytek w Polsce..

Promieniami swej łaski
dotykasz
pustynnego dna duszy..



W anielskim akordzie
poisz
muzyką istnienia..


*

Wychodząc z kościoła – nie można przejść obojętnie pośród malowideł ściennych zdobiących nawę południową..

Święty Andrzej

.. tym bardziej, że to polichromie pochodzące z 1380 roku..!

*

Zachwycającą architekturą upakowaną ciasno na historycznej starówce, uroczymi brukowanymi uliczkami, starymi spichlerzami i tajemniczymi podwórkami Toruń trafia nawet w te najbardziej wybredne gusta.

Jest jednak jeden punkt, który sprawia, że można też krzywo spojrzeć na to miasto..

To słynna Krzywa Wieża..

Dlaczego jest przechylona..?

Baszta z końca XIII w. pochyliła się najprawdopodobniej dwa wieki później na skutek niestabilnego gruntu.

Jednak według legendy stała się symbolem odejścia od reguły zakonnej pewnego rycerza. Dlatego dziś jest miejscem, w którym chętni sprawdzają swoją niewinność. Ten, kto zdoła utrzymać równowagę opierając się plecami o ścianę wieży – ma nieskazitelnie czyste sumienie.

*

Idąc dalej wzdłuż fragmentu murów miejskich szybko dotarliśmy nad Bulwar Filadelfijski..

Fale wiślane wspominając dawne kogi kupieckie – przywołują w wyobraźni ruchliwe i pachnące korzennymi przyprawami, pełne gwaru różnojęzycznego, bogate miasto portowe..

Tutaj przy Bramie Klasztornej poznaliśmy historię toruńskich katarzynek.. bo jak się tak głębiej zastanowić, to Toruń w zasadzie jest… mocno piernikowy.

Tak jak słodkimi pysznościami – trudno się Toruniem nasycić, a ceglana zabudowa nawet barwą przywodzi na myśl słynne wypieki..

Sama historia piernika (już prawie 700-letnia) jest pełna tajemniczych bajań. Powstawały one z powodu niepowtarzalnego korzennego smaku i wymyślnych kształtów..

Nie ulega wątpliwości, że nazwa toruńskich katarzynek musi pochodzić od jakiejś Katarzyny.

Najpierw była nią święta Katarzyna, bo już od średniowiecza wywodzi się jedna z najstarszych tradycji toruńskich tj. wypiek dużej ilości pierników na 25 listopada, kiedy to przypada dzień patronki piekarzy – św. Katarzyny Aleksandryjskiej.

A wszystko po to, by wypieczone pierniki mogły spokojnie dojrzeć do Świąt Bożego Narodzenia..

W legendach toruńskich tę świętą zastąpiła toruńska mniszka benedyktyńska o tym samym imieniu.

Miała ona żyć w klasztorze, położonym na toruńskich Rybakach i odkryć przepis na ciasto, wykorzystując korzenne przyprawy, które do Torunia i do całego państwa krzyżackiego sprowadzali kupcy toruńscy utrzymujący od XIII w. bezpośrednie kontakty handlowe ze Lwowem..

*

Kierując się w stronę Domu Kopernika, odkrywamy kolejne oblicza Starego Miasta..

..przy ulicy Rabiańskiej unosi się słodki zapach goździków, miodu i cynamonu.. zmysły nas nie oszukują.. mijamy Galerię Piernika..

Piękno i zamożność Torunia zachwyca nie tylko aurą dawnego wielkiego emporium handlowego, ale także nastrojowymi, brukowanymi zaułkami, takimi jak ten..

Spokój uliczek wokół rynku zachęca, bo jeśli dobrze nadstawić ucha i zamknąć oczy – można tu jeszcze usłyszeć szepty wiekowych murów opowiadających niewiarygodne legendy i historie..

*

Zespół dwóch kamienic tworzących dziś muzeum – Dom Kopernika, to miejsce niezwykłe..

Klimat czasów astronoma tworzą tu właśnie te budowle – przykład mieszczańskiej architektury gotyckiej (jeden z najlepiej zachowanych w Toruniu).

Rzeczywiście zachwycają swym pięknem i dają świadectwo tego, jak kiedyś wyglądało to miasto.

Wielu historyków wskazuje, że to właśnie tutaj w 1473 roku przyszedł na świat Mikołaj Kopernik.

Mikołaj Kopernik uznany jest za najwybitniejszego astronoma wszech czasów, ale co ciekawe nie zajmował się jedynie tą dziedziną nauki.

Był wszechstronnie wykształcony – jako prawnik, urzędnik, dyplomata, lekarz i niższy duchowny katolicki, doktor prawa kanonicznego, zajmujący się również astrologią, matematyką, ekonomią, strategią wojskową, kartografią i filologią.

Studiował w Padwie oraz w Bolonii we Włoszech. Znał doskonale język niemiecki oraz łacinę.

*

Idąc dalej ulicą Kopernika, dochodzimy do katedry św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty..

Przestronne wnętrze kościoła wypełnione jest cennymi dziełami sztuki. W prezbiterium zachowały się pochodzące z I poł. XIV wieku gotyckie malowidła ukazujące patronów świątyni – św. Jana Chrzciciela i Ewangelistę..

Nad ołtarzem umieszczono krucyfiks, którego tłem jest otwór okienny z fragmentami oryginalnych gotyckich witraży z ok. 1330r. ..

..a na północnej ścianie, nad wejściem do zakrystii – wyjątkowe malowidło z końca XIV w. (Ukrzyżowanie i Sąd Ostateczny)

Centralnym przedstawieniem jest tu scena Ukrzyżowania na Drzewie Jessego. Widzimy Chrystusa zawieszonego na zielonym krzyżu, który zamiast belek, ma cztery gałęzie o licznych sękach i pękach liści – to motyw Drzewa Życia, wyrastającego z boku leżącego na łożu Jessego (ojca starotestamentowego króla Dawida).

Aniołów tu nie brakuje, a Ten wzywa na Sąd Ostateczny i trąbi przez całą szerokość naszego sumienia, by je poruszyć..!

*

Wznosimy oczy ku górze.. ten widok zadziwia..!!

..ukryci w ciszy kościelnej, w pół jasnym brzasku pod sklepionymi łukami chłodnych kolumn zatrzymujemy się..

..wsłuchani w niezmierny spokój, niezmącony nawet szeptem modlitwy, rozpraszamy swój wzrok na złotych aniołach, szafirowych smugach rozwieszonych w powietrzu, na liniach wysmukłych, lecących gdzieś ku górze, jakby w przepaście nieba..

Jakaś wielka i jasna głębia opływa duszę, i wyrwawszy ją prawie z zawiasów cielesnych – niesie na przestwory dalekie, by tam rozmyślać o wieczności..

Na gwiaździstym sklepieniu świątyni delikatność wykończenia potrąca w duszy nieznane struny i ubiera w blaski każde ogniwo zachwytu..

Można tak godzinami przechadzać się z nawy do nawy lub usiąść w ławce, i nieobecnym wzrokiem – po raz kolejny – przerzucać skarby katedry, by nazajutrz znów wrócić do tego kościoła, do tych barw i do tych myśli..

Obłoki ciszy
płyną rzeką błękitu..
kolebią się w złotym cekinie słońca
jak w kołysce świtu..



*

Najsłynniejszym zakątkiem jest tu Kaplica Kopernikowska, którą wspólnie dzielą Kopernik i król Olbracht. Obaj zasłużyli na swoje specjalne miejsce w Toruniu: jeden urodził się w tym mieście, a drugi w nim umarł..
 

Patrzymy na gotycką chrzcielnicę, w której Mikołaj Kopernik otrzymał chrzest.. 

..wiew niosą wodę w chrzcielnicy
na Święty Chrzest
przez wieki całe
Anioły… Anioły białe..


*

Zbliżając się ku wyjściu zaintrygował nas pewien fresk..

Chrystus Boleściwy..?

..czy dusza cierpiąca..?

..ktoś z nas dodał – najpewniej przed spowiedzią..:)

To chyba najbardziej tajemnicze malowidło toruńskiej katedry Świętojańskiej..!

Umieszczone wysoko w ostrołukowej arkadzie na zachodniej ścianie nawy południowej przedstawia szkicowo wykonaną postać..

..prawdopodobnie to Chrystus Boleściwy w koronie cierniowej i królewskim szyderczym płaszczu, na ciemnoszarym tle..

Badacze jednak nie są w stanie jednoznacznie orzec ani treści, ani celu powstania tej polichromii..

..sugerują, że jest to upamiętnienie klęski Czarnej Śmierci (dżumy), która dwukrotnie nawiedziła Toruń w XIV w. Tymczasem widoczna jest tu data..

No właśnie..

..rzymskie I
..dalej połowa ósemki czyli 4..
..dalej dół rzymskiego X, a więc 'obalona’ 7
..i na końcu 8

1478 !

..być może oznacza czas powstania.. ale część, na której znajduje się owo malowidło, powstała dopiero w XV wieku..

Nic tu się nie zgadza.. a wyobraźnia działa i nowych pomysłów przybywa..

– szkic, który nie został dokończony..

– mieszkaniec dziękujący Bogu..

– Czarna Śmierć..

– piąta strona świata czyli Chrystus u wrót Szeolu..

Jakby nie było.. malowidło jest bardzo stare, a tajemnica intryguje nadal..

Podobno w tej katedrze jest ich więcej..


*

Zabytkowa toruńska starówka została wpisana na listę UNESCO nie przez przypadek – jest to bowiem miejsce, w którym historię można czerpać całymi garściami..

..W tle gmach poczty głównej..

Na nas największe wrażenie zrobił gmach poczty głównej oraz ratusz, który swoim kształtem przypomina zamek i co ciekawe -nawiązuje do.. kalendarza!

Wieża – symbolizuje 1 rok..
4 małe wieżyczki –4 pory roku..
12 wielkich komnat – 12 miesięcy..
52 mniejsze sale – to 52 tygodnie..
zaś 365 okien – symbolizuje ilość dni w roku (w roku przestępnym odkuwano dodatkowe okno, które w zwykłych latach było zamurowywane)..

*

Wyłączona z ruchu samochodowego ulica Szeroka to prawdziwy turystyczny strzał w dziesiątkę. Cudownie się nią spaceruje, a przepiękna architektura toruńskich kamieniczek jest tu doskonale wyeksponowana.

W tle widoczna część Ratusza i Kościół św. Ducha

Średniowieczne korzenie miasta są tutaj na wyciągnięcie ręki.. historia przeplata się z pięknem pod płaszczem anielskiej modlitwy, która oplata ulice toruńskiej Starówki..

Bo przecież poza Kopernikiem, któremu spojrzeliśmy prosto w oczy..

Palcem wskazuje niebo, zaś w w lewej ręce trzyma astrolabium – astronomiczny pomiarowy przyrząd

..osiołkiem – pręgierzem, z którym wszystkie dzieci chętnie robią sobie zdjęcia..

..piernikową Aleją Gwiazd..

..czy psem Filusiem, który wiernie czeka pilnując rzeczy swojego pana – Profesora Filutka..

..wypatrzeć tu można jeszcze tę rzeczywistość nieznaną..

..która otwiera oczy na niewidzialnych posłańców Boga..

„Anioł oznacza funkcję, a nie naturę.
Pytasz, jak nazywa się natura? – Duch.
Pytasz o funkcję? – Anioł.
Przez to, czym jest, jest duchem, a przez to, co wypełnia, jest aniołem.”

św. Augustyn

*

Nie wystarcza dzień dzisiejszy, by zrozumieć – dlaczego akurat w Toruniu stróże ludzkich dusz, przyglądając się naszym doczesnym chwilom, tak bardzo chcą nam przypomnieć, że nie jesteśmy sami..

*

Wystarczyło jednak czasu, by z tej pielgrzymki zabrać do domów na pamiątkę jedną niedomkniętą myśl:

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie image.png

*

Zjawiamy się, tak jak Anioły, w swoich nieskończonościach niezasłużenie!

Trwamy w nich, przeczuwając swoje ograniczenia..

..i nie mamy w płucach tyle miejsca, aby odetchnąć pełnią.

Wstajemy rano, idziemy z powinności w powinność..

..pytając od czasu do czasu,

ile można w tym krążeniu ustalonym torem lotu

uchwycić błogosławionych chwil.

Jedną..?

Wiele..?

Może wszystkie one są święte..?

*


Opublikowano

Tropem świętego Jacka

Miniona podróż w jackowe strony na Śląsku stała się inspiracją do poszukiwania nowych śladów naszego świętego patrona, tym bardziej że przed nami uroczystość odpustowa ku Jego czci.

O świętym Jacku słyszeliśmy już nie raz, a Jego życiorys, powtarzany przynajmniej raz w roku, znamy lepiej, niż własną kieszeń.. ale czy to wystarczy? Czy na tej podstawie można powiedzieć, że faktycznie wiemy już o Nim wszystko?

Misja świętych nie kończy się z chwilą ich śmierci. Po śmierci są nawet bardziej aktywni, niż za życia.

Dzieje św. Jacka to więc nie 72 lata ziemskiej wędrówki, ale licząca już ponad 800 lat historia, a z nią potężny – globalny zasięg Jego kultu.

To sprawia, że jackowe ślady znaleźć możemy na najbardziej odległych krańcach świata, a ich poszukiwanie może okazać się niezwykle ciekawą przygodą, która w efekcie doprowadzić może nawet do hiacyntofilii – zafascynowania  duchowego i intelektualnego postacią świętego Jacka. Tutaj bez obaw – tak obecnie, jak i w przeszłości dotkniętych nią było wiele znamienitych osób i w żaden sposób im to nie zaszkodziło.

*

ŚWIĘTY JACEK W GLOBALNEJ ŚWIADOMOŚCI

Święty Jacek był wielkim czcicielem Eucharystii i Matki Bożej. Misjonarz. Apostoł Północy. Apostoł Różańca. Nazwany imieniem „Lux ex Silesia”, czyli „Światło ze Śląska”, nazywany również „Światłem Północy”, ponieważ oświetlał mroki ludzkich serc i drogę do zbawienia dusz. W swej apostolskiej, dominikańskiej działalności, ogromnie umocnił i poszerzył  kult Matki Boskiej Zwycięskiej na ziemiach, po których wędrował.
Z tego powodu, że Świętego zwano Jackiem (imieniem nieznanym w chrześcijaństwie w XIII w.), kuria watykańska pisząc do niego, albo o nim – zmieniała je w różny sposób. Ostatecznie w bulli kanonizacyjnej (1594) użyto imienia San Hiacyntus. Ale w różnych miejscach na świecie słyszy się o nim w innej, właściwej danemu obszarowi transkrypcji językowej.

Jak daleko zawędrowało to imię, pokazuje poniższa mapa..

Ten, który poszedł za głosem Chrystusa i przyniósł owoc, a owoc Jego trwa (por. J 15,6).


*

Św. Jacek jest obecnie patronem Metropolii Katowickiej, Archidiecezji Krakowskiej, Diecezji Opolskiej i Związku Górnośląskiego, ale na tym się nie kończy..

Jest również patronem diecezji w Kanadzie na Filipinach, patronem Diecezji w Ekwadorze i miasta Yaguachi (tu na jego święto przybywa 600 tys ludzi)..
Fiesta świętego Jacka w Ekwadorze
Biskupi w liście pasterskim nazwali go patronem procesu integracyjnego współczesnej Europy. Kościoły i kaplice pod wezwaniem świętego Jacka stoją na wszystkich kontynentach, a nawet na kamiennej pustyni w Australii..
Dominican Chapel of St Hyacinth – Kaplica świętego Jacka. Australia. Yalgoo.
W Polsce mamy 64 kościoły i kaplice pw. świętego Jacka. W Chicago jest Bazylika św. Jacka położona w sercu Jackowa – jednej z popularniejszych polskich dzielnic, a w Jamnej stoi „Dom św. Jacka”..
Polish village – Jackowo
 Posąg św. Jacka stoi również w panteonie świętych na attyce kolumnady Berniniego na Placu św. Piotra w Watykanie, od wieków patrząc papieżom w okna..
Święty Jacek Odrowąż, jako jedyny Polak, został uwieczniony wśród rzeźb przedstawiających 140 świętych, stojących na kolumnadzie wokół Placu św. Piotra w Rzymie, dłuta Berniniego.
..oraz w Sanktuarium Matki Bożej w Lourdes we Francji..
W sanktuarium Matki Bożej w Lourdes, św. Jacek stoi, jako biały posąg na trakcie do wejścia prowadzącego do Bazyliki Niepokalanego Poczęcia, na najbardziej eksponowanym miejscu – wskazując wiernym drogę do Matki Bożej.
Jego imieniem nazwano miasta: w Kanadzie, USA, Peru, Boliwii i Ekwadorze, jak również hrabstwo w Teksasie nosi jego imię..
Największy obelisk świata o wys. 173 m stojący w Houston – stolicy Texasu, nosi imię św. Jacka i upamiętnia jedną z najsłynniejszych bitew w historii Stanów Zjednoczonych stoczoną w 1836 r. pod miejscowością San Jacinto, wydarzenie to dało początek Stanom Zjednoczonym Ameryki Północnej i w ten sposób imię św. Jacka weszło do powszechnej historii USA..
San Jacinto Monument. Texas
Święty Jacek jest również czczony na Filipinach w miejscowościach Camalaniugan i Tuguegarao..

Jego imię noszą: szkoły, akademie, muzea, instytucje, organizacje a nawet spółdzielnia mieszkaniowa. Jest także wydawnictwo św. Jacka i księgarnie jego imienia..

Pracą apostolską objął ludność Karyntii, Moraw, Czech, Polski, Rusi, Prus i Skandynawii. W głównym kościele Dominikanów – bazylice pw. św. Sabiny na Aventynie w Rzymie – jedna z dwóch kaplic poświęcona jest świętemu Jackowi, dając tym świadectwo, że należy do największych postaci w historii Zakonu..

Poświęcali św. Jackowi swoje dzieła sławni architekci, malarze, rzeźbiarze, piosenkarze, poeci i pisarze..

W XVII w. św. Jacek należał do najczęściej ukazywanych świętych w malarstwie włoskim. Można powiedzieć bez przesady, że Toskania we Włoszech jest artystycznym regionem poświęconym św. Jackowi..
Jan Soens (Bois-le-Duc 1553) Św.Jacek wskrzesza rycerza Piotra
W największych świątyniach: Florencji, Pizy, Sieny, jak również obok – w Bolonii i Piacenza, w najbardziej godnych miejscach, są wielkie freski i obrazy przedstawiające św. Jacka..
Botega Della Masso (Cremona 1556 – Parma) Św.Jacek przywraca wzrok kobiecie
W Piacenza w jednym kościele San Giovanni in Canale zgromadzono skarby w postaci 12 obrazów i jednego fresku – są to dzieła wielkich mistrzów renesansu. Tak bardzo kochała go Italia, że jego wizerunek był w każdym dominikańskim kościele..
 
Fresk: uratowanie Najświętszego Sakramentu i figury Matki Bożej w Piacenza

*

Znajomość różnojęzycznych form tego imienia ułatwia odkrywanie jackowych śladów w różnych częściach świata, umożliwiając jednocześnie wzbogacenie wiedzy o wyjątkowości tej świętej postaci. A jak widać na mapie – jest gdzie poszukiwać.

*

madonna jackowa

Ta alabastrowa figurka Matki Bożej z Dzieciątkiem należała do Jacka Odrowąża.

Od XIV wieku do dzisiaj znajduje się we Lwowie , obecnie jest wystawiona w ekspozycji Lwowskiego Muzeum Historii Religii.
Podczas pierwszej misji ruskiej św. Jacek otrzymał ją od księcia Włodzimierza Kijowskiego za uzdrowienie córki.

Wdzięczny książę opatrzył rzeźbę pieczęcią dynastii tj. wizerunkiem św. Jerzego pokonującego smoka i swoją postacią klęczącą na modlitwie dziękczynnej do Madonny za cud uzdrowienia dziecka.

Stojąca nad nim Matka Boska trzyma na ręku Dzieciątko Jezus i opiera się jednocześnie na Drzewie Życia z ukrzyżowanym  Chrystusem. Dziecko w koronie na główce, trzyma w lewej ręce jabłko królewskie – symbol władzy nad światem. Drugą rękę wyciąga ku „drzewu życia” jakby przepowiadając swą przyszłość, i jednocześnie wskazuje na serce Matki jako źródło Łaski. Wąż, jako symbol choroby, wijąc się po pniu drzewa spełza pod jej stopy, a nogi ukrzyżowanego Chrystusa opierają się o wężowe zwoje.

Postumentem, na którym stoi Madonna jest sarkofag, w którym pogrzebana została choroba dziecka. Alegoria wiary i dziękczynienia. Najtrafniejsze na świecie średniowieczne, artystyczne przedstawienie dogmatu o świętym wstawiennictwie Maryi w prośbach o Łaski Syna dla modlących się za Jej pośrednictwem.

Wspaniała inspiracja, którą przenika głęboka refleksja nad nieposłuszeństwem człowieka i drogą odkupienia jego win przez ofiarę Boga.
Modlitwa z 1857r.
Święty Jacek umieścił ją na ołtarzu w kościele zbudowanym staraniem żony księcia. Stojąc tam – promieniowała boskim światłem alabastru. Przy tej figurze modlili się mieszkańcy Kijowa, aż do najazdu Mongołów na miasto. Wtedy w czasie walk i pożogi, Jacek przebywający w Kijowie na drugiej misji ruskiej,  w bohaterski sposób wynosi figurkę z płonącego kościoła. Od tej figurki płynie głos wzywający, aby ratując Syna zabrał i Matkę, a nie będzie ona dla niego ciężarem.

Uratowaną rzeźbę oddaję pod opiekę dominikanom z Halicza, a potem trafia z nimi do Lwowa. Figura – stając się w tym mieście, podobnie jak w Kijowie – obiektem kultu trwającego przez setki lat, jest symbolem heroicznego czynu z gwarancją przeżycia, jeśli dokonuje się go z Maryją tak, jak uczynił to Jacek.

Co ciekawe – Madonna Jackowa, odnaleziona we Lwowie, mogła być inspiracją dla rzeźbiarza, który ozdobił Jej postacią fronton katedry Notre Dame w Paryżu.
Uderzające jest podobieństwo postaci. Łączy te rzeźby jeszcze jeden szczegół – figurka Dzieciątka w obu została uszkodzona.
Rzeźbiarz mógł oglądać Jackową Matkę Bożą w 1236r. podczas pobytu św. Jacka w Paryżu na Kapitule Generalnej Dominikanów. Wtedy trwała budowa katedry (1163-1345). Na pewno Jacek był na tej budowie, ponieważ mieszkał o kilometr od niej na Rue Saint Jacob ( ul. Św. Jakuba), gdzie był klasztor dominikanów.

*

pierogi świętego jacka

Oto, co na stronie Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi możemy przeczytać:

„Powszechne przekonanie – zarówno wśród Polaków, jak i cudzoziemców – że pierogi to typowe danie kuchni staropolskiej, nie jest do końca prawdą. Ojczyzną pierogów są bowiem Chiny. Z Chin pomysł gotowania, pieczenia lub smażenia kawałków ciasta makaronowego, napełnionego najrozmaitszymi farszami, dotarł przez Rosję do Polski i powędrował dalej na zachód Europy. Do Polski pierogi trafiły po raz pierwszy w XIII w. dzięki biskupowi Jackowi Odrowążowi (późniejszemu św. Jackowi), który zachwycił się ich smakiem podczas pobytu w Kijowie.” 

https://www.gov.pl/web/rolnictwo/pierogi-nowodworskie

Wychodzi na to, że także Rząd Rzeczpospolitej przyznaje św. Jackowi wpływ na nasze życie codzienne, polskie tradycje oraz znajomość naszej kultury (w tym przypadku kulinarnej) za granicą. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi przypisuje św. Jackowi nawet godność biskupią – o co nawiasem mówiąc nie mamy najmniejszego żalu. ☺

*

jacek placek na oleju

Pierogi rozdawane na ulicach miast, ratowały życie w czasie głodu. Święty Jacek nauczając o Bogu – był wrażliwy na niedolę ludzką. Słowem Bożym karmił dusze, a pierogami ciało. Pierogi są symbolem naszego chleba powszedniego. Były bowiem chlebem średniowiecza, a nazywano je tu i ówdzie plackami.

Zaś wspomnienie o tym dotarło do naszych czasów w dziecięcej wierszowance, w której pomylenie spotkało się z poplątaniem.

„Jacek- placek na oleju! Matka krzyczy: „Stój złodzieju!”- każdy Jacek zna ten wierszyk od urodzenia, bo dzieciaki za nim tak krzyczały w piaskownicy i na podwórku.

Aż trudno sobie to wyobrazić, a jednak poprzez legendę ludową ta przezywanka ma związek z osobą św. Jacka. Bo właśnie od tych pierogów, którymi karmił głodnych – przylgnął do niego przydomek: św. Jacek z Pierogami, i z dawnych lat różne przepisy na pierogi Jackowe znane są na Śląsku.

*

polonia

Niezwykły obraz „Polonia” Antoniego Tańskiego z paulińskich zbiorów można oglądać w Sali Ojca Kordeckiego na Jasnej Górze. Przedstawia około 200 wybitnych Polaków, przedstawicieli polskiej kultury, nauki, wojska i polityki. Osoby te żyły i działały w różnych epokach. Na obrazie są sportretowani m.in.: Piast Kołodziej, Mieszko I, królowie polscy począwszy od Bolesława Chrobrego przez Kazimierza Wielkiego, Jana III Sobieskiego do Stanisława Augusta Poniatowskiego. Artysta namalował też Tadeusza Kościuszkę, Józefa Sowińskiego, grupę belwederczyków. Na obrazie widać też portrety m.in. Ignacego Krasickiego, Antoniego Malczewskiego, Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Aleksandra Fredry, Zofii Kossak-Szczuckiej, Stanisława Wyspiańskiego, Marii Skłodowskiej-Curie, Samuela Bogumiła Linde, Józefa Wybickiego…
Tyle nam mówi ogólna charakterystyka obrazu. Gdyby jednak badacze byli dość spostrzegawczy, odkryliby ikonograficzny zapis przesłania, mówiącego że w obrazie „Polonia”, Anioł – jako symbol Opatrzności Bożej, wskazuje spojrzeniem na św. Jacka, przekazując mu misję opieki nad narodem.

Trzeba było zrobić to za nich..


Paradoksalne, w profesjonalnym opracowaniu ikonograficznym zbiorów wotywnych,  w  wykazie postaci widniejących na płótnie, nie znajdziemy św. Jacka. Może warto więc uzupełnić ten opis, bowiem nie przystoi wykreślanie św. Jacka z Galerii sławnych Polaków, tym bardziej, że mamy tu do czynienia z Patronem Polski i Najsłynniejszym w dziejach Ślązakiem.

Teraz, kiedy nowa polityka historyczna zaczyna mieć dzieje i ludzi, warto zwrócić uwagę na prorocze przesłanie wizji malarskiej Tańskiego, zawierającej propozycję przywrócenia św. Jackowi należytego miejsca w historii Polski.

*

dzień jacków

17 sierpnia to dzień imienin Jacków. Przekazujemy im dużo hiacyntoserdeczności !
W tym dniu w kalendarzu liturgicznym mamy wspomnienie o św. Jacku. W Jackowych parafiach, tak jak w naszej – odbywają się odpusty. Niebo jest wtedy trochę „szerzej otwarte” dla Jacków za wstawiennictwem ich patrona i zarazem dla wszystkich hiacyntopodobnych. 

W pokorze serca jak roślinka – taki jest święty Jacek, a po naszemu – inaczej Hiacynt..

W nowennie do św. Jacka mówimy: Kwiecie niebieskiego ogrodu – módl się za nami. W godzinkach o św. Jacku: Nad wszystkie kwiaty, kwiecie najwonniejszy. W antyfonie: Kwiecie nad kwiaty, Jacku, z wszystkich kwiatów najczystszy. W hymnie: Najdroższy kwiecie w Ojczyźnie nam wonny..

Do kwiatka nie ma się co modlić, ale patrząc na tę piękną roślinkę warto westchnąć sobie..

Niwy polskiej cudny kwiecie,
Coś na śląskiej rozkwitł ziemi,
Święty Jacku w białej szacie,
Wspieraj nas modlitwy swymi.

*

góra świętego jacka

San Jacinto Peak (Góra Świętego Jacka), mierząca 3302 m n.p.m., jest najwyższym szczytem pasma górskiego San Jacinto. Topograficznie jest to jeden z najbardziej wybitnych szczytów w Stanach Zjednoczonych. Prowadzi na niego m.in. słynny Cactus to Clouds Trail (szlak Kaktusy do Chmur), który pokonuje niebagatelne przewyższenie 3100 m na odcinku 26 kilometrów długości szlaku!

Widoki ze szczytu są spektakularne!

Przy dobrej widoczności, z wierzchołka dostrzec można oddaloną o 320 km górę Charleston, leżącą na północ od Las Vegas w stanie Nevada.
Mimo, iż bezwzględna wysokość plasuje ten szczyt dopiero na 31 miejscu w Kalifornii, to jednak ze względu na przewyższenie w stosunku do otoczenia jest to po Mount Whitney i Mount Shasta trzeci szczyt na terenie Kalifornii i szósty w Stanach Zjednoczonych.

*

święty jacek w szkocji

W szkockiej Galerii Narodowej w Eidenburgu jest piękny wizerunek świętego Jacka, namalowany między 1635 a 1655 rokiem, przez wyśmienitego holenderskiego artystę, ze szkoły flamandzkiej, Abrahama van Diepenbeeck – ucznia i współpracownika Rubensa.
Wizerunek malowany piórkiem, węgielkiem i kredą w połączeniu z akwarelą, swą kompozycją pomaga dostrzec umieszczone przez artystę ciekawe szczegóły, np. świeczka i dzwonek w rączkach aniołka unoszącego się obok św.Jacka, wysoki skalisty brzeg Dniepru, czy też potężne mury obronne Kijowa. 

*

Święty jacek w kapeluszu ?

Tak tak.. nasz Patron w kapeluszu!! W Europie do takiej dekoracji postaci św. Jacka nie jesteśmy przyzwyczajeni. Inaczej jest w Ameryce Łacińskiej, tutaj kapelusz  noszą zarówno mężczyźni i kobiety (meloniki), jak również i święci.

Popatrzmy na zdjęcia z Ekwadoru: 

*

beczka prochu

Szedł jak burza. Ogień, który niósł w sobie, zapalał ziemię po ziemi. Jaki jest sekret ewangelizacyjnego sukcesu Jacka Odrowąża? Czy opowieści o cudach, których dokonał, nie są pobożnymi bajeczkami?

Leandro Bassano (1557-1622), Święty Jacek z dominikańskim bratem przekraczający wody Dniepru. 1610r. Bazylika Santi Giovanni e Paolo, Wenecja
Na bruku leżał martwy człowiek. „To bratanek samego kardynała” – szeptano. Przy zmarłym stanął szczupły zakonnik. „Wyciągnął ręce w górę i swą modlitwą wyrwał brata ze śmierci”. Taką scenę miał ujrzeć w 1221 roku Jacek Odrowąż. To było jego pierwsze spotkanie ze św. Dominikiem.

Czy Jacek pod wpływem tego cudu wstąpił do dominikanów? Możliwe. Ale niewykluczone, że był u braci wcześniej. Prawdopodobnie od jakiegoś czasu kształcił się za granicą. Musiał słyszeć o św. Dominiku wcześniej! Musiało go do niego ciągnąć, podobnie jak sporą grupę księży początku XIII wieku.

I tak w krótkim czasie na horyzoncie w Kościele pojawiły się dwie charyzmatyczne postaci – Włoch i Hiszpan, Franciszek z Asyżu i Dominik z Caleruegi – które zaczęły się kręcić wokół samego papieża. I to nie byle jakiego..
Innocenty III był gwiazdą na średniowiecznym niebie. Nam nawet trudno wyobrazić sobie takiego papieża. Papież Franciszek robi wszystko, by być jak najbliżej ludzi i zejść z piedestału, Innocenty III robił wszystko, by zachować dystans. Podkreślał swą wyjątkowość. Mawiał: „Jestem niżej niż Bóg, ale wyżej niż człowiek”. Uważał się za jakiś byt „pomiędzy”, uniósł się niezwykle wysoko po to, by ujrzeć Kościół z góry. I okazało się to, paradoksalnie, również spojrzeniem proroczym. 

A sytuacja w Kościele była taka: opada wreszcie pył wielkiej reformy, którą wprowadzili papieże XI wieku, gdy główną rolę w świecie duchowym pełni duchowieństwo, któremu wmówiono, że dźwiga na barkach los całego Kościoła. W XIII wieku mamy uformowane pokolenie kapłanów, którzy są niezwykle otwarci na to, co „mówi Duch Święty do Kościoła”. Mają rozpięte żagle i czekają na podmuch, który szarpnie łodzią i wyrzuci ją na głębinę.
I nagle na horyzoncie pojawia się Dominik, wykształcony ksiądz, kanonik pracujący przy katedrze, który choć jest predestynowany do tego, by być biskupem, ku zaskoczeniu wszystkich rozpoczyna kompletnie inne życie. Proponuje drogę ubóstwa i zaczyna ewangelizować. Nie możemy się dziwić, że jego postawa trafia do serc elit: żyjących dostatnio księży, kanoników, którzy pragnęli żyć biblijnymi ideałami i tęsknili za porywem Ducha. Grunt był przygotowany. Dominik był iskrą, którą znalazła się przy beczce prochu.

Trudno nam wyobrazić sobie epokę, w której ludzie oddychają Bogiem, ludzie, dla których rzeczywistość nadprzyrodzona jest ciekawsza, niż ta stworzona. Nie na darmo mówi się, że wiek XII był wiekiem Ducha Świętego. Mawia się, że nie było wówczas ateistów. Franciszek i Dominik porwali tłumy gorliwców, a wśród nich – uwaga… księży.

W 1215 roku odbył się Sobór Laterański IV, jeden z najbardziej rewolucyjnych soborów Kościoła. Sobór objął cały Kościół, dostrzegł i dowartościował świeckich, wprowadził sakrament pokuty, pojawiło się ścisłe połączenie proboszcza z parafianami, podniesiona została konieczność ewangelizacji, a przecież Kościół nie miał dostatecznej liczby kapłanów, by wypełnić te wszystkie zapisy.
Rok później „przypadkowo” (Duch Święty ma naprawdę znakomite pomysły) powstaje Zakon Kaznodziejski. W pracach soboru uczestniczył Iwo Odrowąż wraz ze swym krewnym – świętym Jackiem.

Dlaczego Dominik formował braci tak krótko? Wiadomo, jak dziś wygląda wieloletnia dominikańska formacja. A za czasów założyciela? Musiał mieć zaufanie, skoro wysyłał uczniów szybko w świat…

..że ufał, to prawda. Ale był też człowiekiem mocno stąpającym po ziemi, który wcześniej uczestniczył w misjach dyplomatycznych. Zadbał o to, by wysyłać braci (w tym Jacka) z odpowiednimi „papierami” i „Bullą rekomendacyjną”, która podkreślała, że za wszystkim, co robili, stał papież (na konopnym sznureczku dyndała papieska ołowiana pieczęć), co w czasach herezji było bezcenną wskazówką dla tych, którzy patrzyli na dominikanów z podejrzliwością.
Oni nie szli tylko z pieśnią na ustach, uśmiechem na twarzy i kwiatami we włosach. To wyjaśnia fenomen zakładania przez Jacka klasztorów i rozprzestrzeniania się zakonu (jak beczka prochu, która zapala nowe ogniwa). Duch Święty działał nie tylko przez znaki i cuda, i urok osobisty pierwszych braci, ale też przez pieczęcie, podpisy, dokumenty. Przez prawo. Bóg nie musi dokonywać spektakularnych znaków rozstąpienia się morza. Działa też przez decyzje soborów.

*

święty jacek w paryżu

Jacek Odrowąż był w Paryżu dwa razy: pierwszy raz na studiach około roku 1205 i drugi raz na Kapitule Generalnej w roku 1228.

 W mieście można odnaleźć pamiątki z nim związane, które  warto zobaczyć. Jest to najpiękniejszy obraz św. Jacka w Muzeum Luwr, również Jego imię ma jedna z ulic Paryża, możemy dotrzeć też do Sorbony i odnaleźć wśród zabudowań uniwersyteckich miejsce po dawnym klasztorze dominikańskim, w którym przebywał. 

Jeden z największych i najciekawszych obrazów św. Jacka namalował Ludovico Carracci pt. „ Wizja św. Jacka”..
 
Przedstawia on rozmowę pomiędzy Świętym a Dziewicą, która palcem wskazuje na kamień z wyrytym słynnym tekstem, w którym Matka Boża przekazuje Jackowi słowa:

Synu Jacku , ciesz się, bo modlitwy twoje są miłe przed obliczem mego Syna, i o cokolwiek prosić będziesz za moim pośrednictwem otrzymasz od Niego”.

Jacek przyjmując to przesłanie, pełen żarliwej miłości w modlitewnym zachwycie aż unosi się nad ziemię. W ten artystyczny sposób malarz ukazuje silną ekspresję uczuć w komunikacji między niebem a ziemią ukazaną szczególnie na twarzy Świętego i w olbrzymich dłoniach, którymi do duszy swojej przygarnia otrzymany dar.

Nie można przejść przed tym dziełem obojętnie. Eksponowany jest w głównym korytarzu galerii, w miejscu prestiżowym, bo przy wejściu do sali, w której jest inne słynne dzieło – obraz Leonarda da Vinci, Mona Lisa.

*

kalifornia kocha świętego jacka

Obszarem wielkiej popularności imienia św. Jacka, a właściwie imienia San Jacinto jest stan Kalifornia w USA. Są tam 64 miejsca nazwanych tym imieniem, wśród nich jest miasto San Jacinto, szkoły: San Jacinto High School i Mount San Jacinto College oraz najpiękniejsza i najwyższa góra w Kalifornii.

Co ciekawe, Rada miasta San Jacinto, w 2012 r. podjęła proklamację o ogłoszeniu sierpnia miesiącem św. Jacka i corocznym organizowaniu uroczystości ku jego czci. 

W Los Angeles (Miasto Aniołów – stolica stanu) jest ulica św. Jacka (San Jacinto St.). A na przystankach autobusowych można znaleźć plakaty z małą postacią Świętego dźwigającego wielki posąg Maryi z napisem „Leve fit, quod bene fertur, onus” –  Ciężar staje się lżejszy, gdy niesiony jest chętnie

*

jackowa wyspa w stanie goa

I tutaj znają świętego Jacka. São Jacinto to zamieszkana wyspa u ujścia rzeki Zuari w indyjskim stanie Goa .
Wyspa znajduje się najbliżej południowych brzegów ujścia rzeki i jest połączona z lądem groblą. Na wyspie znajduje się nieczynna latarnia morska zbudowana za portugalskich rządów Goa. Kościół pod wezwaniem św. Jacka ( São Jacinto ) i kaplica pod wezwaniem św. Dominika ( São Domingo ) górują nad wodami rzeki w kierunku wschodnim.

*

na górskim szlaku..

Na beskidzkim szlaku  w Jaworzynce niedaleko szkółki leśnej, z wdzięczności za otrzymane Łaski Boże i szczęśliwy powrót do zdrowia pozostawiono „trwały ślad”, tj. podziękowanie Matce Bożej Pszczyńskiej i św. Jackowi za skuteczne wstawiennictwo w czasie choroby.

To piękny zwyczaj kultywowany na beskidzkich szlakach ku pokrzepieniu serc wędrowców podczas chwili modlitwy.

I nigdy nie wiadomo, gdzie święty Jacek może nas jeszcze zaskoczyć..

*

A jednak…

Sklep obuwniczy przy Calle San Jacinto w Sewilli o nazwie nawiązującej do św. Jacka – Calzados San Jacinto (calzados po hiszpańsku oznacza obuwie).

*

przędza w kolorze św.jacek ?

Choć chrześcijaństwo na wschodnich rubieżach  Rzeczpospolitej rozwijali i umacniali dominikanie, rozpowszechniony niegdyś kult św. Jacka na terenach dawnej Rusi gasł od wieku XVIII.

Po około stu klasztorach dominikańskich pozostały ruiny, a niekiedy tylko pamięć o nazwach  miejscowości w których się znajdowały. Prawosławie i ateizm wyparły chrześcijaństwo.

Zaskakującym jest odkrycie, że w języku rosyjskim jest mała pamiątka – „św. Jacek” zachował się jako określenie jasnoniebieskiej barwy.
Dzięki temu na rynku w strefie rosyjskiej mamy przędzę o barwie św. Jacek. A kto wie.. jeśli niedługo historia zatoczy swoje koło – znów będą modne jackowe sweterki..

*

zagadkowy św. jacek na filipinach

Jak poświadcza załączone zdjęcie figury św. Jacka z Filipin, prostotę jego czarno-białego habitu zmieniono na bogato zdobiony ornat.
Szczególne zainteresowanie wzbudza bardzo ozdobna, złota stuła na procesyjnych szatach świętego Hiacynta. Złoto w sztuce sakralnej symbolizuje najwyższą świętość, natomiast bogato zdobiona złota stuła przysługuje tylko najwyższym hierarchom Kościoła.

Przykład złotej stuły w ikonografii wielkich świętych znajdziemy w wizerunku świętego Piusa V na siedemnastowiecznym obrazie  Lazzaro Baldi.
Lazzaro Baldi 1673, Pope Saint Pius V has a vision announcing the victory of Lepanto
Rodzi się więc pytanie, dlaczego na Filipinach obdarzają figurę polskiego Dominikanina ze Śląska tak szczególną i  bogatą symboliką, podczas gdy w jego własnym kraju ikonograficzny przekaz o nim utrwalił się w zupełnie innej, znacznie uboższej formie..?

*

Plaża São Jacinto

Święty Jacek upodobał sobie i to niepozorne miejsce. Piękna plaża, pokryta białym piaskiem, w prawie dzikim stanie zachowała unikalne gatunki fauny i flory.
Tutaj można zobaczyć – poczuć potęgę natury, potęgę oceanu.. cieszyć się ciszą zakłóconą tylko przez dźwięki fal..
Co ciekawe, obszar w São Jacinto jest gęsto porośnięty lasem, w którym żyje wiele gatunków ptaków. Ścieżki leśne – niezwykłe, a cisza przyjemna. Aby zapobiec zakłócaniu spokoju ptaków w ich naturalnym środowisku, znajdują się drewniane słupki z prośbą o ciszę..
Nasz Jacek ma wyczucie.. cudowne, wspaniałe miejsce pełne harmonii i świętego dosłownie spokoju..

*

Z cudów dokonanych za życia świętego czerpiemy wiedzę o Łasce Bożej, która upodobała sobie w nim cudotwórcę. Jak widać, wiara w jego moc sprawczą nie wygasła po śmierci.

Z licznie pozostawionych śladów na mapie całego świata dowiadujemy się, że Chrystus nie zrezygnował z jego pośrednictwa w ukazywaniu swojego Miłosierdzia.

*

Aż trudno uwierzyć , że średniowieczny święty, który nie pozostawił ani jednego słowa napisanego własną ręką, a rzeczy napisane o nim po śmierci nie są należycie uporządkowane, że ten święty może teraz komuś zaimponować..

..a jednak imponuje !

..wzorem do naśladowania – obecnością wśród tych, którzy go potrzebują!

Wiele jest dróg do źródła Boga, jedną z nich jest adoracja świętych. Warto więc odnaleźć tę drogę i nią podążać..


Opublikowano

Lux ex Silesia

Ważnych chwil kilka z parafialnej pielgrzymki do miejsc jackowych..

*

Nie góry, nie plaża, nie dalekie kraje, ale właśnie tu, gdzie wśród łagodności pól i cierpliwości drzew, spacerując w ciszy i spokoju, w towarzystwie wspaniałych relacji i prostych gestów dobroci można na nowo odkrywać, co znaczą biblijne słowa „Nieustannie się módlcie..”

Bo czy możemy dać komuś coś cenniejszego od modlitwy? A sobie samym – coś lepszego od czasu spędzonego ze Stwórcą?

*

OD ŚWIĘTEGO JACKA – DO ŚWIĘTEGO JACKA

– kamień śląski –

– pierwszy punkt naszej pielgrzymki-> jest miejscem narodzin świętego Jacka (ok. 1183– 1257) oraz  błogosławionych Bronisławy  i Czesława – patrona Wrocławia z rodziny Odrowążów, którzy odegrali wielką rolę w ewangelizacji ówczesnej Europy.
Pięć wieków po narodzeniu św. Jacka, średniowieczna warownia w Kamieniu Śląskim została przebudowana w barokowy pałac. Jej komnata – uznawana za miejsce narodzin  świętego – stała się kaplicą, dziś dostępną również dla nas.
Późniejszy święty był z całą pewnością jednym z najwybitniejszych śląskich umysłów średniowiecza. Studiował na słynnym uniwersytecie w Bolonii, jednak ostatecznie wybrał życie zakonne i wdział habit dominikanina.
Zaraz na wejściu wita nas portret gospodarza. Święty Jacek nazywany był Apostołem Słowian, ale z jego osobą wiąże się również termin Lux et Silesia (Światło ze Śląska), który nadano mu w średniowiecznym Krakowie.

Od 1994 r. nazwę tę noszą regionalne nagrody, przyznawane osobom wnoszącym trwały ślad w kulturę Górnego Śląska.
Stylowe wnętrza budynku kryją w sobie długą historię. Do czasu zakończenia II wojny światowej kamieński pałac i posiadłości z nim związane dobrze się rozwijały. Jednak pod koniec wojny ten piękny obiekt został splądrowany przez wojska sowieckie.
Po wojnie funkcjonował jako dom dziecka. Następnie został przejęty przez wojska rosyjskie, stacjonujące na pobliskim lotnisku. Wtedy to całkowicie go zdewastowano, a w 1971 r. podpalono.
Dopiero w 1989 r. nowe władze wystąpiły z inicjatywą przejęcia zniszczonego kompleksu przez Diecezję Opolską. Intensywne prace remontowe trwały cztery lata. Prowadzone były pod kierownictwem ks. prałata dra Alberta Glaesera.

Od 1994 r. obiekt stał się nie tylko miejscem pielgrzymkowym, ale także centrum konferencyjno-naukowym przy Uniwersytecie Opolskim.
W parku, naprzeciw pałacu, wznosi się Brama Dzwonów, zwana „bramą pojednania i pokoju”. Dzwony zostały  podarowane w 2012 roku  przez redemptorystów z niemieckiego Bochum  w dowód uznania dla  arcybiskupa diecezji opolskiej Alfonsa Nossola.

Na jej frontonie umieszczono napis: Laudate Dominum (Uwielbiajcie Pana). Określa on cel, którym jest uwielbienie Boga i przywoływanie wszystkich do udziału w modlitwie oddającej cześć i chwałę Najwyższemu Panu.
Całość kompozycji tworzy osiem dzwonów zestrojonych ze sobą w brzmieniową oktawę. Można je usłyszeć w każdą sobotę i niedzielę o określonych godzinach. Niestety nam nie udało się trafić na ten nietypowy koncert dźwięków.
Spacerując alejkami wśród zieleni doszliśmy do Sebastianeum Silesiacum. To nic innego jak ośrodek rehabilitacyjno-leczniczy. Jego znakiem firmowym jest wodolecznictwo, praktykowane głównie według naturalnych XIX-wiecznych metod księdza Sebastiana Kneippa.
Obok pałacu znajduje się też staw z uroczą małą architekturą, która aż prosi się o zdjęcia..
Zamieszkują go dzikie kaczki, które chętnie wychodzą na spotkanie każdemu, kto tylko zechce podzielić się swą ostatnią pielgrzymią kanapką..

A na terenie całego parku urzęduje stado owiec i kózek, które odgrywają rolę ekologicznych kosiarek do trawy.  

Jest tutaj wiele pięknych zakątków, można zjeść smaczny domowy obiad, napić się kawy, wypocząć wśród naprawdę soczystej zieleni.

*

Najważniejszą chwilą tego miejsca była jednak sprawowana Eucharystia w kaplicy św. Jacka.

W duszy szeptane tajemnice
spinamy klamrą modlitwy.

Panie, Twoja obecność tak
bardzo prawdziwa, więcej waży
niż jakikolwiek argument.

Jak fala, co się na skałach rozbija,
jak trzciny wichrem złamane

jesteśmy

Ty kładziesz granicę cierpieniu
i Ty pozwalasz, by trwało.


Na sklepieniu kaplicy umieszczono cztery sceny z życia Maryi: „Zwiastowanie”, „Narodziny Jezusa w Betlejem”, „Ofiarowanie Jezusa w świątyni”, „Śmierć Maryi-Wniebowzięcie”, a na jej ścianach – po przekątnej – wizerunki świętych ewangelistów: Mateusza, Marka, Łukasza i Jana. W kaplicy jest też nasz dobry znajomy – św.ojciec Pio. 

Święty Jacku, spoglądasz w bagaże naszych serc.. zechciej i do nas przemówić, jak niegdyś powiedziałeś zrozpaczonym mieszkańcom Kościelca:

„Bóg wszelkiego miłosierdzia, który zwykł zawsze przychodzić strapionym z pomocą, i was pocieszy. Wróćcie teraz do domów i noc tę spędźcie na modlitwie.”

***

OD ŚWIĘTEGO JACKA – DO ŚWIĘTEJ ANNY

Tu, na tej górze jest Dom, a przynajmniej można go tutaj odczuć bez względu na to, w jakim rytmie bije serce i w jakim języku człowiek wypowiada swoje modlitwy.

Nie sposób też nie zatrzymać swych oczu i nie popatrzeć z zachwytem z najwyższego wzniesienia w Masywie Chełmskim, jakim jest Góra św. Anny (407,6 m n.p.m.)

By dojść do bazyliki, trzeba się trochę zmęczyć. Po wysokich kamiennych schodach wspinamy się na dziedziniec sanktuarium, które otaczają krużganki.

Ten arkadowy dziedziniec został nazwany Rajskim Placem. Prowadzą do niego trzy wejścia. Główne wejście, przez które zwykle przybywają pielgrzymki pątników, zbudowane jest z 70 schodów.

Od strony północnej prowadzą schody Ave Maria, a trzecie wejście to Brama Papieska. Poniżej w tle widok z bramy głównej.

Powiedzieć o tym miejscu jedno zdanie to truizm. Jej całościowy odbiór wymaga błyskawicznego przestawienia zmysłów na skrajnie odmienne tryby odbierania rzeczywistości.

Próbę uchwycenia tej poplątanej tkanki i wyjaśnienia, jak w ogóle doszło do tego, że to niezwykłe miejsce oddano świętej Annie – podjął nasz przewodnik.

To niezwykłe miejsce nie jest łatwe w odbiorze. Dlatego trzeba do niego podejść kilkukrotnie:

– jako pielgrzym – przechodząc kalwarię, kontemplując historyczną mszę papieża-Polaka na błoniach, szukając natchnienia w Bazylice i w Grocie Lurdzkiej,

– potem jako turysta – wjeżdżając rowerem, spacerując po geoparku i zaliczając kilka przejażdżek kolejką grawitacyjną Alpin Coaster,

-a potem jako turysta poważniejszy – odwiedzający miejscowe muzea – Czynu Powstańczego, Sztuki Sakralnej i Krzyża Świętego.
Góra Świętej Anny to odwieczna, mistyczna, przecięta wojnami i nacjonalizmami, przekuta nazizmem, po wojnie ugłaskana PRL-owską wizją historii – święta góra Ślązaków.

Symboliką, wielkimi i ważnymi wydarzeniami historycznymi oraz przyrodniczym bogactwem mogłaby obdarować ze dwa kraje.

Tutaj kończyły się zwycięską porażką powstania śląskie, to tu kształtował się hart germańskiego ducha, u jej podnóża grzały się silniki bombowców, które znienacka rozpoczęły II wojnę światową, obracając Wieluń w ruiny.

To miejsce ma swoje tajemnice i dlatego trzeba tu wrócić jeszcze nie raz, by dotknąć wszystkich annogórskich oblicz.

Na południowej ścianie Rajskiego Placu mieści się kaplica Matki Bożej Fatimskiej. Subtelność i delikatność tego niewielkiego miejsca bije ciepłem matczynej wrażliwości.

*

Z kolei przy furcie klasztornej, w bocznym korytarzu przykuwa uwagę pewien obraz, będący naśladownictwem dzieła Maurycego Retzscha, przedstawiający grę szatana z człowiekiem o duszę.

Artysta przedstawia w nim grę w szachy, ale nie jest to zwykła gra.

Jak się lepiej przyjrzymy – szachownica leży na sarkofagu, co daje poczucie wagi gry – „na śmierć i życie”.

Ze sklepienia zwieszają się dwa smoki, śledzące jej przebieg, gotowe rzucić się na ofiarę..

Przystojny młodzieniec, grający białymi pionkami, oparł swą kędzierzawą głowę na ręce i pogrążył się zupełnie – w nierównej walce.

Naprzeciw niego szatan, Książę ciemności. Lew, na oparciu jego krzesła, trzymający łapę na ludzkiej czaszce, odsłania jego zamiary – „jak lew ryczący krąży, szukając kogo by pożreć”. Z jego twarzy przebija chytrość, pycha i okrucieństwo, a szyderczy uśmiech zdradza przeczucie zwycięstwa.

W głębi, pomiędzy grającymi stoi świetlista postać Anioła stróża młodzieńca. Gra jeszcze nie jest zakończona…
Figurka, okryta płaszczem, po stronie szatana to czarny król-szatan. Jego wojsko idzie odważnie do ataku.

Czarna królowa to zmysłowość – piękna postać kobieca trzymająca w ręku czarę rozkoszy. Oficerowie to grzechy.

Tuż przed królem stoi niedowiarstwo, depczące krzyż.

Obłuda, z kocią głową – w prawej ręce trzyma nóż za plecami, a lewą bije się w piersi.

Pycha, podobna do pawia – kroczy dumnie z koroną na głowie, z rozłożonymi małymi skrzydełkami. W ręku trzyma worek z pieniędzmi i wydyma swą pierś pokrytą orderami.

Po prawej stronie królowej, ze skrzynką pieniędzy pod pachą, gryzie swą własną rękę skąpstwo i zazdrość.

Dalej – lenistwo podobne do ociężałej świni, siedzi na pniu ze zwieszonymi do ziemi rękoma.

Poza szachownicą namiętność zwyciężona przez młodzieńca i gniew – pod postacią napuszonego indyka, pokrytego kolcami.

Czarne małe figurki oznaczają wątpliwości o rzeczach wiary, którymi szatan trapi młodzieńca. 

  Po stronie młodzieńca (białe figurki) jest jego dusza w postaci króla ze skrzydełkami.

Biała królowa to religia – najpotężniejsza opiekunka duszy, postać pełna majestatu z wielkimi skrzydłami i krzyżem w ręce.

Oficerami są prawda, z tarczą i pochodnią (po prawej stronie króla) oraz nadzieja – z kotwicą.

Poza planszą, w posiadaniu szatana: pokora – ubogo ubrana z torbą przez ramię, niewinność pod postacią chłopca, wyciągającego z ufnością rękę oraz miłość – dwoje dzieci obok siebie z gwiazdą między główkami.
 
Szatan odebrał młodzieńcowi również pokój (figurka z liściem palmowym w dłoni) i trzyma go w kościstych palcach.

Zmysłowość, niedowiarstwo i złe myśli pod postacią czarnych skrzydlatych potworków, atakują zaciekle religię, która stoi w postawie obronnej przed duszą. 

Ornamentacja sarkofagu potęguje jeszcze bardziej klimat walki.

Postać kobiety, zakrywającej twarz oznacza wyrzuty sumienia.

A pająk, wychodzący z sarkofagu oznacza śmierć, pokrywającą wszystko pleśnią i zgnilizną jak sieć pajęcza.

Anioł stróż stojący u boku człowieka daje nadzieję, że walka nie musi być przesądzona, jak to się początkowo wydaje. W miejscu, gdzie stoją konfesjonały – obraz daje do myślenia.

*

święta anna samotrzecia

Punktem centralnym całego sanktuarium jest słynąca łaskami, wyrzeźbiona z lipowego drewna – figurka św. Anny Samotrzeciej, która na lewej ręce trzyma swoją córkę – Najświętszą Maryję Pannę, a na prawej ręce – swojego wnuka – Pana Jezusa.

Rzeźba została wykonana z jednego kawałka drewna -„we troje razem” – tak interpretowano to połączenie w średniowieczu. Patrząc na układ postaci, można powiedzieć o św. Annie, że „sama jest trzecia”, gdyż na pierwszym planie ukazano Jezusa i Maryję.

Samo wnętrze bazyliki zachwyca bogatym wystrojem w stylu barokowym.

Malowidła na suficie wzdłuż środkowego przejścia nawiązują do życia św. Anny. Pierwsze nad wejściem do bazyliki przedstawia Narodzenie Maryi, na środku – Ofiarowanie Maryi w świątyni jerozolimskiej.

Patrząc na te sceny wspominamy wiersz ks.Twardowskiego:

„Nie wierzą świętej Annie wszyscy ważni święci
że znała Matkę Bożą w sukience do kolan
z dowcipnym warkoczykiem i wesołą grzywką
w sandałach z rzemykami co były niepewne
czy może się poplątać to co nieśmiertelne..

O córko świętej Anny z najwyższych obrazów
tak ludzka że nie byłaś dorosłą od razu.”


Trzecie malowidło związane z życiem św. Anny znajduje się na suficie prezbiterium i ukazuje Śmierć św. Anny. Na łożu widoczna jest umierająca babcia, a wokół niej zgromadzona rodzina. Obok siedzi mąż – św. Joachim oraz Święta Rodzina – Józef i Maryja z małym Jezusem na rękach.

Przyglądając się układowi postaci, zwłaszcza Maryi z Dzieciątkiem, można zauważyć, że Maryja podaje Jezusa św. Annie, tak jak kapłan podaje Wiatyk umierającemu człowiekowi. W ten sposób nie św. Anna, lecz Jezus staje się centralną postacią tej sceny.

Jak w figurze, tak i na tym malowidle św. Anna schodzi na dalszy plan. Najważniejszy jest Jezus. On jest Tym, który daje życie wieczne.

Z kolei na emporze z tyłu kościoła znajdują się cudne organy. Trudno ustalić, kiedy je zbudowano po raz pierwszy, ale po wielu pracach remontowych od 1998r. grają „Bogu na chwałę, a ludziom na pożytek”.

Wychodząc z bazyliki – rzucamy ostatnie szybkie spojrzenie na tą oczywistą niezwykłość tego miejsca.

Nawiasem mówiąc ciekawe, czy Pan Jezus znał swoją babcię.. choć właściwie z drugiej strony teraz to przecież nieważne. Tu w sanktuarium trzyma Go w swoich ramionach i to wystarczy. Niech trzyma i nas, i naszych bliskich w swojej opiece.

*


Kierując się w stronę parkingu – schodzimy do Groty Lurdzkiej.

Plac przed grotą otoczony jest 14 kamiennymi grotami skalnymi. Stanowią one stacje Drogi Krzyżowej. Każdą z nich charakteryzuje inny styl.

Jak widać, również ksiądz proboszcz znalazł tu swoje wyjątkowe miejsce. Kaplica św. Rafała, znajdująca się na środku placu – to pierwsza stacja annogórskiej kalwarii. Z tego miejsca wyruszają pielgrzymi na kalwarię, prosząc patrona pielgrzymów – św. Rafała, o opiekę i wstawiennictwo.

Niestety była zamknięta, a szkoda, bo jej wnętrze ozdobione jest pięknymi malowidłami przedstawiającymi aniołów. W niszy zaś stoi figura archanioła Rafała i młodego Tobiasza. 

Warto w tym miejscu przypomnieć sobie, że św. Rafał to nie tylko opiekun podróżujących, ale również potężny i skuteczny patron modlitwy o uzdrowienie.

Zostawiamy więc u progu tych drzwi imiona szczególnie bliskich nam chorych, prosząc Boskiego Lekarza – św. Rafała Archanioła, by wstawiał się u Boga za nimi..

*

Sama kalwaria – to zespół pięknych, bogato zdobionych 41 kaplic Męki Pańskiej, kaplic Maryjnych i kaplicy św. Józefa. Niestety czas nie pozwolił już na przejście tej drogi, ale kto wie.. być może ten właśnie niedosyt pchnie nas kiedyś do tego, by wrócić tu jeszcze..

Co ciekawe..

Góra św. Anny zatrzymuje chmury !

Zerodowana, wypłaszczona przez czas, nie mówi otwarcie, że jest wulkanem. A jednak jest zboczem zapadniętej koldery, porośniętej bukowym lasem, która kryje sieć szlaków i ścieżek.
Nazywana jest górą, która zmienia chmury. Czasem z jednej strony szaleją żywioły, z drugiej – słońce strzela promieniami spomiędzy chmur, z jednej strony śnieg – z drugiej wiosna. Jest coś dziwnego w tym, jak Góra św. Anny rozdziela niebo. Jest tylko małym wałem skał i ziemi, a zachowuje się, jak potężny łańcuch górski.

*

od świętego jacka – do matki boskiej piekarskiej

Zdrowaś Maryjo
prostą dobrocią zwyczajna
tak codzienna
że aż niewidoczna

Ty otwierasz Biblię obietnicą
i zamykasz ją zwycięstwem

Niewiasto pierwszych i ostatnich stronic
klamro czasów
cicha ojczyzno dobrej nowiny

życiorysie wichrem i ogniem napisany
łzo wezbrana tęsknotą wieków

Matko piekarska
śląskim dymem spowita
Patronko pracy
ciężkiej jak węgiel


Módl się za nami!


*

Pobyt w sanktuarium rozpoczynamy od Placu Rajskiego, gdzie czekamy na przewodnika. Tak tak – znów jesteśmy na Placu Rajskim, otoczonym krużgankami, znów jest krzyż, znów kalwaria, znów kaplica św. Rafała.. jak to rozumieć?

Pierwsze myśli i wrażenia przerywa głos pani przewodnik: Joanny Grajewskiej-Wróbel, która olbrzymią wiedzą, wielką pasją i niezwykłym zaangażowaniem dosłownie przeniosła nas w rzeczywistość dawnych i obecnych zdarzeń sanktuarium piekarskiego.
Na placu wokół kościoła znajdują się cztery kaplice: św. Teresy, św. Franciszka, św. Sebastiana oraz Matki Bożej Lekarki Chorych. Wzdłuż muru kościelnego, od strony zachodniej, na kamiennych cokołach umieszczono kamienne figury 12 apostołów.
A w miejscu, gdzie stoi ta duża piękna bazylika, był postawiony na początku czternastego stulecia mały drewniany kościółek św. Bartłomieja.
Inicjatorem budowy nowego kościoła był proboszcz ks. Jan Alojzy Ficek. Wykazywał on wyjątkowe talenty organizacyjne, a także cieszył się ogromnym zaufaniem wśród parafian. Te dwa fakty sprawiły, że podjął się trudnego zadania zebrania funduszy i przeprowadzenia planowanej od dawna inwestycji.

Mówi się, że autorami dzieła budowy nowego kościoła są nie możni, ale pobożni. Stwierdzenie to ma sens, gdy zanalizuje się źródła funduszów zgromadzonych na ten cel. Pomimo hojnych darów zamożniejszych ludzi, przeważającą część przekazali ubodzy wierni z Piekar.

W bocznym ołtarzu drewnianego kościoła znajdował się wizerunek Matki Bożej namalowany przez nieznanego artystę. Z biegiem czasu pod obrazem tym zbierało się na modlitwę coraz więcej ludzi, zaczęły się też coraz częściej pojawiać świadectwa o cudownych uzdrowieniach. W roku 1659 umieszczono go w ołtarzu głównym.

Ikona przedstawiająca Matkę Bożą została prawdopodobnie przyniesiona z przydrożnej kapliczki. Nieznany jest autor obrazu. Została namalowana na lipowej desce. Przedstawia Matkę Bożą z Dzieciątkiem w lewej ręce. W prawej dłoni Maryja trzyma jabłko – symbol Ewy. Dzieciątko unosi prawą rączkę w geście błogosławieństwa, a w lewej trzyma ewangeliarz.

Matka Boska Piekarska ma wiele imion. Nazywana jest Uzdrowicielką chorych, Gospodynią Śląska oraz Matką Sprawiedliwości i Miłości Społecznej.


Samo wnętrze bazyliki upiększone jest wspaniałą polichromią przedstawiającą wiele obrazów, m. in. „Ofiarowanie”, „Ukoronowanie Maryi w Niebie”, wizerunki największych Jej czcicieli, apostołów i świętych. Główną treścią tych malowideł ściennych jest uwielbienie Matki Bożej.

Szczególną uwagę zwraca jedna z ikon, gdzie pod opiekuńczym płaszczem Matki Boskiej znajdują się ludzie różnych klas społecznych.
Uznaje się za bardzo prawdopodobne, że autor tych wszystkich dzieł malarskich umieścił swoją osobę (człowiek na wpół ubrany) jako formę swoistego podpisu.

Świadczyć to może o jego niebywałej pokorze, z jaką wykonywał swoją pracę w kościele.

Biorąc pod uwagę styl artystyczny i zastosowane techniki malarskie, bardzo możliwe, że mógł być to Otto Kowalewski – niepospolity malarz, pracujący na Górnym Śląsku.

Do dziś niemal całe jego życie jest owiane tajemnicą. Nie wiemy jakiego był wyznania, jakiej narodowości oraz jak i kiedy zmarł czy gdzie został pochowany. Wiemy jednak na pewno, iż co najmniej kilkanaście kościołów na terenie Śląska wyszło spod jego pędzla.

*

I jeszcze jedna historia, która trwale zapisała nam się w sercach:

Na ścianie muzeum sanktuaryjnego wisi jedna z nietypowych pamiątek. Jest to różaniec meksykański złożony w darze przez nowo poślubioną parę młodych ludzi z Meksyku, którzy uczestnicząc w Światowych Dniach Młodzieży w Krakowie 2016r., byli również i tutaj.

Różańce meksykańskie w formie dwóch różańców połączonych jednym łącznikiem, wykonane ze srebra i szlachetnych górskich kamieni, używane są do sakramentu małżeństwa w tym kraju.
Początkowo proboszcz parafii wzbraniał się z przyjęciem tak wyjątkowego podarunku tłumacząc, że to życiowa pamiątka i może jednak warto zatrzymać ją dla siebie, ale ostatecznie pod wpływem upartych próśb przyjął to ślubne wotum.

Może poza unikatową formą samego różańca i pięknego gestu tej pary – wśród wielu innych form wotów i pamiątek znajdujących się w tym miejscu – nie byłoby nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że w niedługim czasie po tym zdarzeniu ksiądz proboszcz otrzymał telefon o śmierci tych dwojga osób..

*

Wychodząc z muzeum okazuje się, że znów nie zdążymy przejść Kalwarii.. jeszcze tylko w ostatniej chwili kłaniamy się świętemu Rafałowi i szybkim tempem zmierzamy do autokaru.

*

Dzięki obfitości łask i bogactwu treści tej jednodniowej wyprawy przenosimy Matkę Bożą z bocznego ołtarza naszej codzienności do głównego ołtarza naszych serc.

Zostawiliśmy tu nasze troski i sprawy. Nie wracamy z pustymi rękoma. Wieziemy światło wiary i nadziei – wieziemy
Światło ze Śląska.


Opublikowano

Na wakacje do Nieba przez Wolę Bożą..

Wakacje, lato, podróże.. Czy aby na pewno? Czy pierwsze dni lipca muszą zawsze oznaczać datę na bilecie „tam”? Co jeśli w tym roku nie możemy wyjechać na Rodos, Dominikanę, ani nawet w Tatry lub do Karpacza – czy to znaczy, że już po wszystkim, że przegraliśmy grę w „Wakacje i urlopy”, i pozostaje tylko wymyślić, jak później przyznać się bliskim, że naszą tegoroczną najdłuższą podróżą był spacer do warzywniaka po czereśnie..

Każdy z nas marzy o wakacyjnym wyjeździe, cudownym urlopie w egzotycznym miejscu, pod palmą z drinkami. Albo chociaż o wędrówce z plecakiem w Bieszczadach czy autostopowej wyprawie po Europie. I do takich podróży należy dążyć za wszelką cenę, bo wszak na wakacje koniecznie trzeba gdzieś wyjechać.

Tymczasem to nie tak, że nasz organizm wypoczywa tylko w strefie zwrotnikowej i długotrwała podróż jest niezbędnym minimum, by ciało w ogóle mogło wejść w stan relaksu. Nasze domowe papcie i mięciutki szlafroczek mogą dać taką samą frajdę, jak nadmorskie SPA na Zanzibar.

Bo można pojechać do najbardziej unikalnych miejsc na świecie i nie dostrzec ich wyjątkowości. A można pójść do pobliskiego lasu i zachwycić się jego niezwykłością.

Nie oznacza to, że dalekie podróże nie mają sensu.. Podróż w dal jest ważna dla podróży w głąb. Zobaczenie tego, co inne i odległe, pozwala lepiej zrozumieć i docenić to, co bliskie i nasze. Chodzi bardziej o to, byśmy nie dali się zapędzić w wakacyjny wyścig o najlepsze selfie z palmą w tle.

„W dzieciństwie całe wakacje spędzaliśmy u dziadków na wsi. To były najwspanialsze wakacje w moim życiu.” 

Wiele razy słyszeliśmy takie wspomnienia. Jakość chwil na wsi wiąże się z możliwością nieskrępowanego przebywania blisko natury, którego tak bardzo dziś nam brakuje. Ale jest coś ważniejszego. Ważniejsza jest możliwość głębokiego poznawania miejsca, w którym się jest.

Uwielbiam zachody słońca na Mazurach. One nigdy nie są takie same. Chodzenie tą samą drogą do lasu też wcale nie jest monotonne. To jak spacer ze starym przyjacielem, którego dobrze znam, ale którego mogę poznać jeszcze lepiej.

Relacja z jedną osobą, czy z jednym miejscem jest drogą do głębi. Daje możliwości, których nie może dać nawet tysiąc powierzchownych znajomości.

A jeśli już nieznane jest takie fascynujące i uwielbiasz odkrywać nowe miejsca, których nie ma w żadnym turystycznym przewodniku, zacznij od tego, co najbliżej.. wybierz się np. w podróż do Nieba przez Wolę Bożą.

Czy wiesz, że w Polsce mamy Raj, a dokładnie – aż 20 Rajów? Do tego trzy miejscowości o nazwie Niebo i jedne Niebiosy? 

Jest też Piekło i choć na mocniejszej pozycji – przynajmniej jeśli chodzi o liczbę nazw miejscowości – to zawsze można spędzić wakacje w jakimś anielskim miejscu, jak np.: Aniołów, Aniołowo, Aniołowie..

Cokolwiek wybierzesz i gdziekolwiek się znajdziesz, tam zwyczajnie zachwyć się chwilą: szumem wiatru, śpiewem ptaków, iskrzącym ogniskiem.. piknikiem pod sosnami w oparach żywicy (nie szkodzi, że ciągle zaczepiają te czarne mrówki).. zobacz falujące morze kłosów jęczmienia, przeplecione kępkami maków i chabrów – najpiękniejszych „szkodników” świata.. stań pod przydrożnym krzyżem, co pamięta najcichszą modlitwę.. niech krzyczy ci prosto do serca: bądź teraz z Jezusem!


Opublikowano

Nie oko za oko, lecz serce za serce..

Kiedy serce człowieka zatrzymuje się, krew przestaje krążyć po ciele. A przecież krwiobieg zapewnia nam życie, dostarczając tlen i substancje odżywcze. Jeśli mięsień sercowy traci swoją giętkość, jeśli zaczyna twardnieć, organizm zaczyna zawodzić. Bez serca ciało nie może przetrwać fizycznie.

To samo dzieje się w sferze ducha. W naszym życiu jednym z najważniejszych obszarów, któremu powinniśmy się z uwagą przyglądać, jest miłość i pragnienie Boga.

Odejście od Pana oznacza poszukiwanie pociechy poza Bogiem, co powoduje, że nasze serca twardnieją. A jeśli nie pozostaniemy przy Tym, który jest źródłem miłości, coraz bardziej tracimy umiejętność kochania w ogóle.

Dlatego musimy za wszelką cenę unikać zatwardzenia serca i wciąż ćwiczyć je w zdolności do dzielenia się życiem i miłością z innymi.

Tylko od czego zacząć ?

Po pierwsze: stań w prawdzie przed sobą, by ocenić, co przeszkadza twojej miłości.

Aby to zrobić, musisz cofnąć się wstecz !

Bo najwięcej o miłości uczą pierwsze doświadczenia – najwcześniejsze – te z własnej historii.

Może tak być, że potrzeby dziecka pogrążone są w głębokiej recesji – i nie czuje się ono ani bezpieczne, ani nakarmione bliskością, ani zauważane. Że regularnie naruszane są jego granice – i fizyczne, i psychiczne. Że jest poniżane, zawstydzane, traktowane jak przedmiot w domu albo ktoś, od kogo się tylko wymaga, jakby był pusty w środku. Na kogo się krzyczy.

I ono szybko się uczy, że miłość to tylko samozaparcie, polegające na nieustannym zadowalaniu bliskich bez względu na swoją potrzebę bycia kochanym. Bo dzieci nie przestają kochać rodziców, nawet jeśli nie dostają od nich niczego, co by je wspierało. 

Całe stają się nadzieją, że jak będą myśleć tylko o rodzicach, i jak będą bardzo grzeczne, to jakimś cudem skapną się im okruchy miłości. Jakoś stworzą jej tyle, że starczy dla wszystkich – i dla rodziców, i rodzicom dla nich.
Bywa też, że mama lub tato byli ikoną zapomnienia o sobie. I tylko potem ktoś strasznie w domu krzyczał, bo już nie dawał rady żyć. Tak bardzo zaparł się siebie, że w końcu wołała ta zapomniana część, aż sąsiedzi słyszeli.

Mogliśmy nauczyć się w domu jeszcze innych rzeczy: że kochać to nieustannie coś robić. Stale być zajętym. Że jestem tylko tym, co zrobiłem i osiągnąłem.

Albo że ludzie, którzy się nawzajem kochają, są wobec siebie złośliwi. Albo nigdy nie ujawniają swoich uczuć, i w domu panuje zimna atmosfera wycofania, udekorowana wyprasowanym obrusem i sztucznymi kwiatkami.

Żeby dowiedzieć się czegoś o miłości, nieraz najpierw tylu rzeczy potrzebujemy się oduczyć. Potrzebujemy poczuć głęboko w sobie, jak chcieliśmy być traktowani, choć może nigdy nie byliśmy. I choć miłość to nie uczucie, wiele potrzebujemy poczuć, by się jej nauczyć.

Potrzebujemy odmrozić uczucie przykrości, zawstydzenia i zawodu, gdy ktoś na nas krzyczał. Odmrozić stłumioną złość, gdy nikt nie pytał o nasze „tak” i „nie”.
Poczuć skamieniałe przeciążeniem mięśnie, które brały na siebie więcej, niż można było unieść.

I wyobrazić sobie, jakby to było być widzianym i słyszanym. Jakby to było, gdyby ktoś cieszył się na nasz widok, gdy wracaliśmy ze szkoły. Jakby to było, gdyby kogoś ciekawiło, co nas smuci, a co cieszy i fascynuje.

Może wtedy łatwiej byłoby wziąć odpowiedzialność za fakt, że aby to wszystko umieć innym dawać, ja sam potrzebuję miejsc, gdzie tego doświadczę.

Potrzebuję wciąż pamiętać, że już byłam umiłowaną córką / umiłowanym synem Boga, zanim moi rodzice i przyjaciele zdążyli mnie pokochać.

Potrzebuję wreszcie odkryć, że miłości się nie zdobywa, ani się na nią nie zasługuje. Bo miłość jest darem, który dostałem od Boga bez względu na to, jaki jestem, co umiem i potrafię. I jedyne, co pozostaje mi z nią zrobić – to rozwijać w sobie i pielęgnować każdego dnia.

No tak. A co z cierpieniem zranionego już serca?

Naszą duchową drogę życia najlepiej opisują cztery proste słowa:

wzięty

pobłogosławiony

połamany

Dany

Nasze życie stapia się z Ciałem Chrystusa. Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus wziął chleb, pobłogosławił go, połamał i dawał uczniom (Mk 14,22).

Jesteśmy wzięci, można powiedzieć – wybrani. Ale nasze wybranie nie oznacza, że inni są gorsi, że nie zostali wybrani. Zwykle w świecie, gdy ktoś dostaje nagrodę, ktoś inny musi pogodzić się z porażką.

W relacji z Bogiem jest zupełnie odwrotnie. Gdy odkrywam, że jestem wybrany, doświadczam zarazem tego, że inni również są wybrani. To tajemnica miłości Boga do każdego z nas.

*
Jesteśmy pobłogosławieni – ukochani przez samego Boga!

*
Podobnie jak chleb eucharystyczny – jesteśmy też połamani. Kluczem jest tu uznanie swojego cierpienia, jako okazji do oczyszczenia i pogłębienia błogosławieństwa, które otrzymaliśmy.
„Co wydawało się karą, staje się delikatnym przycinaniem rośliny. Co wydawało się odrzuceniem, staje się drogą do głębszej komunii” H.Nouwen

*

I co najważniejsze: jesteśmy wzięci, pobłogosławieni i połamani, aby być darem dla innych. Bo naszym celem nie jest sukces, ale podarowanie siebie dla świata. Warto jest tu przypomnieć sobie słowa Jezusa wypowiedziane do apostołów:
„Pożyteczne jest dla was moje odejście”.

*

Ok, ale jak pielęgnować miłość w swoim sercu każdego dnia?

1. Nie bądź obojętny !

Obojętność to największy rodzaj zgryzoty, która przeszkadza nam kochać. Obojętność to chłód, który zamraża nasze serce, blokując zdolność do dzielenia się życiem i miłością z innymi.

Mówi się, że przeciwieństwem miłości jest nie tyle nienawiść, co właśnie obojętność.

Potwierdzają to smutne słowa Pana Jezusa wypowiedziane do s.Faustyny:

„Czekam na dusze, a one są dla mnie obojętne. Kocham je tak czule i szczerze, a one mi nie dowierzają. Chcę je obsypać łaskami — one przyjąć ich nie chcą. Obchodzą się ze mną jak z czymś martwym, a przecież mam serce pełne miłości i miłosierdzia.”

Pamiętajmy również, a może i przede wszystkim ! – że wymierzana świadomie obojętność wobec drugiego człowieka jest formą agresji psychologicznej!!

Ma uczynić kogoś niewidzialnym, unieważnić go emocjonalnie i zawetować jego potrzebę bliskości, aby doprowadzić go do otchłani autentycznej pustki i cierpienia.

Dla przykładu, karanie milczeniem jest długotrwałym, emocjonalnym znęcaniem się nad drugą osobą, subtelnym – wyrafinowanym aktem przemocy w 'białych rękawiczkach’!

Gdy stosujemy ten rodzaj agresji – nasza ofiara czuje się poniżona, upokorzona, niegodna szacunku, uwagi, miłości. Gdy bliska nam osoba przestaje się do nas odzywać – tak właśnie się czujemy. I nie chodzi tu wcale o brak konwersacji werbalnej, bo karanie milczeniem w obecnych czasach może przejawiać się na różnych płaszczyznach: np. cisza w eterze, czyli brak telefonów, sms-ów, blokada numeru itd.

 Brak komunikatu to także komunikat, w dodatku o ogromnym ładunku emocjonalnym stosowany w celu wyrażenia ignorancji, pogardy i niezadowolenia, lub wymuszenia oczekiwanego zachowania – a więc forma zaplanowanej manipulacji..

Ciche dni (tygodnie, miesiące..), obrażanie, nieodzywanie się, foch – to milczenie, które nie jest złotem – metoda, która niczego nie rozwiązuje, do niczego nie prowadzi, wzbudza jedynie złość, bezsilność i w ostateczności odpycha..

Warto wbić sobie w tym miejscu i to mocno do głowy ostre słowa Pana Jezusa:

„Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: Bezbożniku, podlega karze piekła ognistego. Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przez ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj! Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie podał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono cię do więzienia. Zaprawdę, powiadam ci: nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni grosz.” (Mt 5,22-26)

Świadoma cisza to najokrutniejsza kara i sposób traktowania drugiej osoby,

dlatego św. Paweł napisze potem w liście do Efezjan: (Ef 4, 26-27)

„Niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce!”

2. Nie bądź powierzchowny !

Czy bardziej zależy mi na wizerunku mojego życia, czy na swoim prawdziwym życiu?

Bo jeśli wizerunek zawładnie moim sercem, to będzie wpływać w sposób decydujący na mój sposób życia.

I po czasie może okazać się, że zbudowałem powierzchowne więzi, w których wystarczy sekunda, jeden gest, jedno słowo i stracę szacunek, przyjaźń na zawsze i często już nieodwracalnie.

Czy naprawdę chcesz być niewolnikiem własnej niestałości?

Dlatego nie bądź sam dla siebie najważniejszy, nie kreuj swojego idealnego wizerunku.. nie musisz !! Masz go już przecież sam w sobie pod warunkiem, że jesteś prawdziwy..

Nie traktuj innych instrumentalnie – szanuj !! ..próbuj wczuwać się w sytuację innych, rozumieć..

Jeśli chcesz się chwalić – bądź skromny..
Chcesz zalać kogoś opowieściami o sobie – posłuchaj opowieści o nim..
Jeśli przesadnie skupiasz się nad tym, jak jesteś ubrany, jak inni na ciebie patrzą – to czasem wyjdź jakby z rosołu.. nie przejmuj się tym, jak wyglądasz – tak dla odmiany, od czasu do czasu dla wniesienia pewnej równowagi..

3. Nie bądź zgorzkniały!

Chodzi tu o niezdolność wybaczania. Wybaczenie wymaga wysiłku, który można podjąć jedynie czerpiąc siłę od Pana Jezusa. Bóg daje nam siłę i zdolność wybaczania. Ale i my sami możemy podjąć starania uleczenia zadawnionych urazów, prosząc Boga o pomoc w udzieleniu przebaczenia.

Już sama taka prośba o nakłonienie naszego serca do przebaczenia otwiera nas na Boże miłosierdzie.

A może by tak pójść jeszcze dalej i przekroczyć tą granicę ?

Sztuką jest wybaczać.. to wiemy, ale chyba większym wyczynem – ponownie zaufać..

Niemożliwe.. ?

4. Proś o przemianę serca !!

Jeśli masz 6 sekund:

Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serce moje według serca Twego.

Jeśli masz 18 sekund:

Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste
i odnów w mojej piersi ducha niezwyciężonego!
Nie odrzucaj mnie od swego oblicza
i nie odbieraj mi świętego ducha swego!
Przywróć mi radość z Twojego zbawienia
i wzmocnij mnie duchem ochoczym!

(Ps 51, 12-14)

Jeśli masz 40 sekund:

Przyjdź, Duchu Święty, przemień nasze wewnętrzne napięcie w święte odprężenie.
Przemień nasz niepokój w kojącą ciszę.
Przemień nasze zatroskanie w spokojną ufność.
Przemień nasz lęk w nieugiętą wiarę.
Przemień naszą gorycz w słodycz Twojej łaski.
Przemień mrok naszych serc w Twoje światło.
Przemień naszą obojętność w serdeczną życzliwość.


Wyprostuj nasze krzywe drogi,
wypełnij naszą pustkę,
oczyść nas z pychy,
pogłęb naszą pokorę,
rozpal w nas miłość,
zgaś w nas zmysłowość.


Spraw, abyśmy widzieli siebie, jak Ty nas widzisz.
Amen.

Powiedziano przecież:

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11, 28).

i..

“Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje, a kto szuka, znajduje, a kto kołacze, temu otworzą.” Mt. 7:7-8


Opublikowano

Do serca Twojego..

W piątek 11 czerwca obchodzimy Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa.. Msza święta o godz.17.00, a po niej nabożeństwo, podczas którego zawierzymy naszą parafię opiece Bożemu Sercu..

Pamiętajmy, że w tym dniu za publiczne odmówienie aktu wynagrodzenia Najświętszemu Sercu Pana Jezusa można uzyskać odpust zupełny pod zwykłymi warunkami ..!

Co to jest, co to znaczy Przenajświętsze Serce Pana Jezusa? Wszyscy o tym dobrze wiemy, ale warto sobie jeszcze przypomnieć.
Wszyscy wiemy, że serce odczuwa serce przez miłość i szybciej bije, kiedy jest pod wrażeniem jakiejś miłości. I dlatego serce jest symbolem miłości. Wprawdzie istota miłości jest we woli, choćby żadnego uczucia nie było, to jednak serce jest symbolem tej miłości.

Symbolem miłości jest również Serce Pana Jezusa. W Nim poznajemy miłość Pana Jezusa. Wszystko poznaje się ze skutków. I Pan Jezus powiedział, że dobre drzewo poznaje się po dobrych owocach, które rodzić będzie [por. Mt 7, 17–20].

Najświętszy Sakrament jest owocem miłości Pana Jezusa. Całe życie Pana Jezusa i Jego działalność to wszystko jest miłością Przenajświętszego Serca. Dusza przyglądająca się tym wszystkim objawom miłości, chciałaby odpłacić się miłością za miłość, sercem za serce.. ale jak to zrobić?

..może uczyć się kochać. Cały czas. Miłość nigdy nie ustaje. Jednak musi się rozwijać. Czy uczymy się naprawdę kochać swoich bliskich? Czy kochamy każdego dnia coraz bardziej, coraz mocniej? Bo chyba o to chodzi: każdego dnia kochać bardziej niż wczoraj. Aż dojdzie się do miłości bez granic – Wiecznej Miłości Najświętszego Serca..

..może też uczcić to Serce. Pierwsze piątki, modlitwa, zadośćuczynienie. Wszystkim, którzy będą oddawać cześć Boskiemu Sercu, Pan Jezus obiecał szczególne łaski:

  • Dam im łaski, potrzebne w ich stanie.
  • Ustalę pokój w ich rodzinach.
  • Będę ich pocieszał w utrapieniach.
  • Będę ich pewną ucieczką w życiu, a szczególnie w godzinę śmierci.
  • Będę im błogosławił w ich przedsięwzięciach.
  • Grzesznicy znajdą w mym Sercu źródło i ocean miłosierdzia.
  • Dusze oziębłe staną się gorliwymi.
  • Dusze gorliwe prędko dojdą do doskonałości.
  • Będę błogosławił domom, w których wizerunek Serca mojego będzie czczony.
  • Osoby, które będą to nabożeństwo rozszerzały, będą miały imię swoje wypisane w Sercu moim.
  • Dam kapłanom dar wzruszania serc nawet najzatwardzialszych.
  • W nadmiarze miłosierdzia Serca mojego przyrzekam tym wszystkim, którzy będą komunikować w pierwsze piątki miesiąca przez dziewięć miesięcy z rzędu w intencji wynagrodzenia, że miłość moja udzieli łaskę pokuty, iż nie umrą w mojej niełasce, ani bez Sakramentów świętych, a Serce moje będzie im pewną ucieczką w ostatniej godzinie życia.

Pamiętajmy..!

„To Serce tętni całą niewyczerpaną miłością, która odwiecznie jest w Bogu, tą miłością jest ku nam wciąż otwarte, jak zostało otwarte włócznią setnika na krzyżu” Jan Paweł II



Opublikowano