Jeśli miałabym wrócić pod koniec mojego życia na jakąś ścieżkę, to wybrałabym właśnie tę – prowadzącą do bram Asyżu.
Choć raz pieszo przewędrować po ciągnących się aż po horyzont wzgórzach z kruchymi drzewami oliwnymi, spokojnie wejść do miasta raz jeszcze i tu – w domu o grubych ścianach znaleźć pusty pokój z wąskim oknem – stąd obserwować zachód słońca nad doliną, a wieczorem ponownie przespacerować się wokół bazyliki św. Franciszka i Klary patrząc, jak noc osiada nad Umbrią.
Chciałabym…
Zawsze i wszędzie ta potrzeba samotności, której nigdy nie umiem zrozumieć, a która tutaj manifestuje się nadzwyczaj mocno, przynosząc ukojenie.
*
Ale skąd to wrażenie..? Co dokładnie nadaje wyjątkowość tego miejsca..? Czy chodzi tylko o to, że jest pięknie położone.. ? A może dlatego, że święte, bo stąpamy śladami wielkich postaci..
No właśnie.
Dante Alighieri w 'Boskiej Komedii’ tak pisze:
„Kto więc wspominać chce owego grodu Nie mówże: »Asyż«, bo rzekłbyś za mało, Lecz: »Wschód«, bo słuszna zwać go mianem Wschodu.”
(Raj – Pieśń XI)
*
Już sama droga dojazdowa do miasta robi wrażenie. W umbryjskim słońcu bieleją kamienne mury obronne Asyżu, średniowieczne kamienice, wieże i kościoły. Czas jakby zatrzymał się wieki temu.
Od pierwszych chwil, wysiadając z autokaru czuję, że tu rzeczywiście możemy spotkać się z Franciszkiem i Klarą.. że tutaj ich miłość, którą tak hojnie obdarzali innych, udzieli się również i nam, wznosząc nasze serca do Boga.
*
Czekając na resztę grupy rozglądam się wokół.. domy z kamienia, wąskie uliczki, wszystko umieszczone wewnątrz ciasnych i strzeżonych z twierdzy murów. Jest to prawie ten sam Asyż, cudem nie tknięty i żywy – jak za czasów Franciszka i Klary.
*
Człowiek oglądany z punktu widzenia swego urodzenia i pochodzenia, ma coś z tego miejsca i geografii. Umiejscawia się niejako w określonym środowisku historyczno-geograficznym, poza którym traci jakąś cząstkę na swojej tożsamości.
Z tych powodów zrodziła się właśnie potrzeba pielgrzymek. Kiedy udajemy się do miejsc, gdzie żyła dana osoba, czynimy to, ponieważ chcemy ją lepiej poznać.. A to się udaje tylko w okolicznościach, które nadają żywość, intensywność głębi. I tak miejsca, osoby, fakty przekraczając barierę czasu, ponownie nabierają kolorów świeżości, wymiarów swojej epoki.
Udając się do Ziemi Świętej kilka lat temu, chcieliśmy zobaczyć miejsca, gdzie Jezus postawił swoje stopy, by usłyszeć echo i zrozumieć sens słów przypowieści w miejscu, gdzie po raz pierwszy zostały powiedziane.
Tak samo teraz – by poznać życie Franciszka i Klary – dobrze jest stanąć w miejscu, wśród krajobrazów, które stanowiły tło ich osobistych przeżyć.
*
*
Asyż położony jest w samym sercu Włoch. Zbudowany został na skalistym, zachodnim zboczu góry Subasio. Za murami miasta mieszka zaledwie pięć tysięcy mieszkańców, ograniczonych od strony północnej głębokim wąwozem potoku Tescio, a od południa rozległą równiną Umbrii.
Niemal w każdym zakątku, w każdej wąskiej uliczce, wśród zabytkowych okiennic czuć religijność tego miasta, choć religia się tutaj nie narzuca.
W odróżnieniu od Watykanu, a nawet Padwy nikt nie nagabuje do zakupu różańca czy innych dewocjonaliów. Miasto sprawia wrażenie, jakby było pogrążone we śnie. Nie jest to jednak sen nudny – jest to sen mistyczny. Jesteśmy uśpieni w innym wieku, w innej czasoprzestrzeni. Nawet ludzie wydają się, jakby byli wycięci z czasów romańskiego bezkresu.
*
*
W miejscu dzisiejszego Asyżu pierwsza miejscowość pojawiła się w III wieku naszej ery i nazywana była Asisium.
*
*
W średniowieczu Włochy podzielone były na dziesiątki niezależnych księstw i miast, które nie zawsze darzyły się przyjaźnią. W XII wieku miasto należało do Księstwa Spoleto i uczestniczyło w licznych wojnach z sąsiednimi miastami, głównie z pobliską Perugią. Pod koniec XII wieku Asyż zdobył niepodległość i powstał w nim samorząd miejski. Natomiast w XIV wieku został włączony do Państwa Kościelnego i dopiero w 1860 roku stał się częścią Zjednoczonego Królestwa Włoch.
*
*
O jego starożytnych korzeniach świadczą rzymskie mury obronne, jest też amfiteatr, jak również mijana świątynia Minerwy z I wieku p.n.e., a raczej jej pozostałość – fasada w stylu korynckim. Obecnie całość zamieniona jest na kościół Matki Bożej z Lourdes.
*
*
W górę i w dół, uliczki jedna piękniejsza od drugiej. Tutaj łukowa brama, tam schody, jeszcze kawałek dalej taras restauracji, elewacja ozdobiona kwiatami czy zielonym pnączem.
*
*
Zdobienia kwiatami i mnogość zaułków sprawiają, że klimat miasta jest naprawdę niesamowity. Aż chciałoby się zgubić w tym labiryncie ulic i przemierzać je nieśpiesznym krokiem.
*
*
Postać św. Franciszka to dzisiejsze serce i dusza Asyżu. Urodzony w 1181 lub 1182 roku – dorastał jako syn bogatego kupca, ale porzucił życie pełne wygód, aby poświęcić się ubóstwu i służbie Bogu.
Jego radykalna miłość do natury, zwierząt i ludzi urzekała już wtedy wszystkich, a sam Franciszek stał się symbolem pokoju i prostoty.
W Asyżu założył zakon Franciszkanów, który na zawsze zmienił oblicze Kościoła i duchowości w Europie.
*
*
Pax e Bene (Pokój i Dobro) – afirmacja życia, umiłowanie ludzi, zwierząt, przyrody – bo w jakim innym miejscu na świecie znalazłyby się bardziej sprzyjające warunki dla tych wzniosłych idei?
Mówi się, że Franciszek to jedyny Święty, do którego pielgrzymują ateiści. I jest w tym sens, bo tu można poczuć się po prostu bliżej… nieba! W końcu nazwa Monte Subasio – Rajskie Wzgórze zobowiązuje.
*
Idziemy w kierunku bazyliki św. Franciszka.
*
Wzniesiona krótko po jego śmierci w 1226 roku, jest jednym z najważniejszych miejsc pielgrzymkowych na świecie.
Bazylika to tak naprawdę dwa kościoły – dolny i górny.
*
*
W kościele dolnym jest zejście prowadzące do krypty, w której znajduje się Kaplica Grobu świętego Franciszka.
Ciało świętego przeniesiono tutaj już w 1230 r., ale sprawa nie była nagłośniona. Zakonnicy starali się raczej ukryć ten fakt, obawiając się kradzieży ciała.
W 1818 r. papież osobiście nakazał poszukiwanie ciała świętego Franciszka. Dopiero po wieloletnich badaniach odkryto, iż ciało spoczywa pod ołtarzem dolnego kościoła. W rezultacie zbudowano sarkofag i udostępniono wiernym możliwość odwiedzania tego miejsca.
*
*
Właściwie zaraz po wejściu kierunek zwiedzania prowadzi pod ziemię – najpierw schodzi się do krypty, dopiero potem można zwiedzać cały kościół.
*
*
Wystarczy tylko wejść do bazyliki i już człowiekowi przychodzi na myśl, że franciszkanom nie trzeba było nawet dekady po śmierci swojego przełożonego, by zapomnieć o skromności i ubóstwie. Bo o kościele można powiedzieć różne rzeczy, ale na pewno nie to, że jest skromny i ubogi.
*
No i te freski.. wśród nich wiele autorstwa Giotta. Przechodzę przez świątynię z głową zadartą do góry, lub obracającą się we wszystkich możliwych kierunkach.
Chciałoby się przyjrzeć ze szczegółami każdemu malowidłu i doczytać z ulotek, co można tu jeszcze zobaczyć – jakie sceny Starego i Nowego Testamentu, jakie obrazy z życia św. Franciszka i początków zakonu, czy wizerunki aniołów i apostołów. Oj, warto by się tu zatrzymać na dłużej. Jak zwykle nie ma czasu.
* Z krużganka można przejść schodami do górnego kościoła, który jest znacznie wyższy i jaśniejszy. To całkowite przeciwieństwo ciemnego dolnego wnętrza, która ma skłaniać do refleksji i pokuty. Tutaj – w górnym kościele – także w pierwszej chwili w oczy rzucają się wszechobecne freski, a świetliste wnętrza mają zachęcać do modlitwy.
*
*
Choć bazylika świętego Franciszka zdominowała pod względem architektury cały Asyż, to nie sposób nie wspomnieć o drugiej świątyni na wschodnich krańcach miasta.
*
*
Kierując się w stronę bazyliki św. Klary, znów rozglądam się wkoło.
Mam wrażenie, że to miasto w jakiś sposób powoduje w nas stan permanentnego relaksu.
Nikomu się tu nie spieszy – a jednak wszystko robi się na czas. Nikt specjalnie nie zabiega o Twoją uwagę – a jednak czujesz się ważny. Mnóstwo w tym mieście ludzi – a mimo to każdy znajdzie pustą uliczkę. Mimo napływu ludzi jest spokój, którego na próżno szukać w innych miastach i swego rodzaju zaduma, bo tylko tutaj turyści bardziej niż gapiami – są po prostu pielgrzymami.
*
*
Każda z uliczek jest cudowna, jedyna w swoim rodzaju, niepowtarzalna. Dostrzegam w pośpiechu te nieco oddalone od głównego szlaku wytyczonego między bazylikami – są zupełnie puste.
Zachwycają mnie też ukwiecone mury. Jak na średniowieczne, kamienne miasto Asyż jest zadziwiająco zielony. Nie ma balkonu, z którego nie wiszą kwiaty, w każdym zaułku stoi jakaś donica – w ten sposób każdy skrawek ziemi wykorzystany jest tu na posadzenie ozdobnych krzaków i drzew. Gdzie nie spojrzeć – tam zieleń!
*
*
Co mnie ujęło szczególnie głęboko – w każdym zaułku, niemal na każdej ścianie można wypatrzeć jakieś sacrum. Co istotne – nie są one zamknięte za kratami bazylik, ale zwyczajne, codzienne, na wyciągnięcie ręki.
*
*
Dzięki temu każde tutejsze miejsce – najmniejszy niepozorny kąt – opromienione są franciszkańskim duchem, i czas – jak widać – naprawdę się tu zatrzymał.
*
*
Bazylika św. Klary góruje nad Asyżem i od razu przyciąga wzrok swoją prostotą oraz surową linią murów. W jej wnętrzu spoczywa ciało świętej, a także znajduje się krzyż z San Damiano, przed którym św. Franciszek usłyszał wezwanie do odbudowy Kościoła.
*
*
Klara, zainspirowana życiem Franciszka, założyła zakon klarysek — żeńską gałąź franciszkanów, żyjącą w całkowitym ubóstwie i oddaniu Bogu.
Kościół jej poświęcony jest jasny i prosty, jak życie świętej. Płaska i skromna fasada bazyliki ozdobiona jest pasami z różowego i białego kamienia, wydobywanego na zboczu góry Subasio.
Całość przypomina mi nieco kościół górny Bazyliki świętego Franciszka.
*
*
Najbardziej fascynującym przedmiotem jest tu krucyfiks z San Damiano, który – według przekazów – przemówił do Franciszka, wzywając go do odnowy Kościoła. Ten krucyfiks stał się symbolem misyjnej drogi świętego i jego radykalnego przesłania.
*
Wkrótce po swoim nawróceniu, Franciszek prowadził samotne życie poza murami Asyżu. Pewnego styczniowego dnia 1206 roku mijając zniszczony kościółek, znany jako San Damiano, usłyszał głos mówiący do niego, aby wszedł tam do środka i pomodlił się.
Wszedł i klęknął przed krzyżem. Podczas wpatrywania się w krzyż, Franciszek ujrzał poruszające się wargi Jezusa i usłyszał słowa: „Franciszku idź i odbuduj mój dom, który jak widzisz popada w ruinę”. Biedaczyna przepełniony radością i podziwem natychmiast wstał, aby wykonać polecenie.
*
Początkowo skoncentrował się na odbudowie kościółka San Damiano i okolicznych kapliczek. Ale potem zrozumiał polecenie odrodzenia życia w ludzie Bożym. Jego zadanie zostało potwierdzone przez papieża Innocentego III, który miał sen o Kościele w kształcie Bazyliki św. Jana na Lateranie, przechylającej się tak, jakby miała się załamać i jakiś mały człowiek zatrzymał ją od zawalenia. Gdy papież rozpoznał we Franciszku tego małego człowieka ze swojego snu, zatwierdził Zakon franciszkański i jego regułę życia (1209 lub 1210 r.).
*
*
Krzyż Św. Damiana – zwany ikoną krzyża – został namalowany w XII wieku w Umbrii. Imię malarza jest nieznane.
Chrystus ukazany jest na nim, jako postać zraniona, ale i silna. Stoi prosto i zdecydowanie. Jego aureola już ukazuje wizerunek chwalebnego krzyża. Biel i jasność ciała Jezusa kontrastuje z ciemnoczerwoną i czarną barwą wokół ciała. Użyty zestaw barw podkreśla życie boskiej natury w ciele przeszytym gwoźdźmi na rękach i nogach, okaleczonym przez koronę cierniową na głowie i przez włócznię żołnierza w Jego boku.
Pan w porównaniu z innymi postaciami jest ukazany w naturalnej wielkości. Jest to zrobione po to, by zwrócić naszą uwagę na Jezusa – Osobę, która ma być uwielbiona. Ponad głową Jezusa znajduje się inskrypcja w języku łacińskim: Jezus z Nazaretu Król Żydowski (IHS NAZARE REX IUDEORU).
Są też świadkowie ukrzyżowania i najbliżsi Jezusa. Po lewej stronie znajduje się Maryja – Matka Jezusa oraz św. Jan (umiłowany uczeń, któremu Jezus powierzył swoją Matkę).
Po prawej zaś, widzimy Marię Magdalenę, Marię matkę Jakuba oraz setnika, który w Ewangelii wg św. Marka wyznał: „Prawdziwie ten człowiek był Synem Bożym”.
Zarówno Maryja, jak i Maria Magdalena mają ręce tak ułożone, iż dotykają one swoich policzków, wyrażając wyjątkowy smutek i żal. Ten gest był powszechnie stosowanym środkiem ekspresji w sztuce sakralnej XII i XII wieku.
Trzy mniejsze figury umiejscowione poniżej głównych świadków ściśle wiążą się z ukrzyżowaniem Jezusa. Po lewej stronie znajduje się Longinus rzymski żołnierz, który przebił włócznią bok Jezusa.
Po prawej zaś stronie (na tej samej wysokości) znajduje się Stephaton. Malarstwo umbryjskie, przedstawiające ukrzyżowanie, regularnie ukazuje Longinusa i Stephatona jako istotne figury u stóp krzyża. Stephaton jest identyfikowany z żołnierzem, który dał Jezusowi gąbkę namoczoną winnym octem.
Są też postacie sześciu aniołów, poruszone wydarzeniem krzyża. Umieszczeni na obu poprzecznych jego końcach, dyskutują o cudownym misterium – śmierci Syna Bożego.
U stóp krzyża znajdują się mało wyraźne wizerunki sześciu figur. Jedynie dwie postacie są dostrzegalne – to patroni Umbrii: święty Jan i Michał.
Obok lewej łydki Jezusa, po prawej stronie, znajduje się mały kogut. Jest znakiem zdrady Piotra, jako ostrzeżenie dla nas wszystkich przed zarozumiałością, pewnością i arogancją w wierze.
U góry krzyża widać Jezusa odzianego w królewskie szaty, trzymającego krzyż jako zwycięskie berło. Pan wychodzi z grobu i wstępuje na dwór niebiański. Dziesięciu aniołów gromadzi się wokół Niego. Pięciu z nich mając wyciągnięte ręce wita Jezusa, który sam ma rękę podniesioną w geście pozdrowienia.
Na samej górze krzyża widać też prawą dłoń Ojca z wyprostowanymi dwoma palcami. Gest ten oznaczał wskrzeszenie Jezusa. Może to być także rozumiane, jako błogosławieństwo Boga Ojca na wszystko, co Jezus uczynił.
Z kolei czarna przestrzeń u stóp krzyża może być kojarzona z obrazem otchłani, do której Jezus zstąpił przed wstąpieniem do swego Ojca.
*
Samo wnętrze kościoła jest dość skromnie wyposażone. Skarb kryje krypta, do której schodzi się z nawy. Tam w szklanej trumnie spoczywa ciało świętej Klary.
*
*
Po odsłonięciu grobu św. Franciszka, w dniu 23 września 1850 r. uroczyście otwarto również sarkofag świętej Klary, umiejscowiony pod głównym ołtarzem. Odkryto wtedy, że jej szczątki nie rozłożyły się, mimo że spoczywały w grobie od 597 lat.
Ostatnie badanie szczątków ciała świętej odbyło się w latach 1986-1987. Przeprowadzili je włoscy specjaliści.
Z uzyskanych danych wyczytano, że była kobietą zdecydowaną, żarliwą i czułą, wrażliwą i pewną siebie. Twarz św. Klary ukazała kobietę pełną równowagi i dyskrecji, o osobowości pięknej i spełnionej.
*
Spotkanie z Franciszkiem z Asyżu całkowicie przewartościowało życie Klary. Połączyła ich czuła więź, oparta na czystości, którą wysoko cenili. A radykalne zdanie się na Bożą opatrzność pomogło tej więzi przetrwać wszelkie granice czasu.
*
*
Dziś – stojąc w tym miejscu – tu i teraz – wystarczy kilka chwil ciszy, by w atmosferze zastygłej na wieki, odczuć ich obecność w miłości, która prowadzi do jedynego zrozumienia:
Bóg jest Kimś więcej, niż myślę. Bóg wzywa do czegoś więcej, niż przewiduję. Jest bardziej interesujący, niż mi się wydaje. Jest bardziej kochający, niż sobie wyobrażam! Bóg JEST. Do odkrycia. Jak zawsze – z pasją!
*
*
Ostatnie minuty na Piazza Santa Chiara odkrywają przed nami prawdziwe oblicze Asyżu. Bo jeśli dodać temu miastu kolory malowane na niebie przez zachodzące słońce, to zupełnie nietrudno zrozumieć św. Franciszka wychwalającego Stwórcę za cudowność stworzenia.
*
*
Łapię ostatnie chwile w kadr. Już ciąży mi w sercu świadomość, że zdecydowanie będę tęsknić za tym miejscem. Już czuję spory niedosyt, bo wiem, jak wielu rzeczy tu jeszcze nie zobaczyłam, choć to niewiele – co już widziałam – w zupełności wystarczy, by móc wiedzieć, gdzie byłam.
*
*
Asyż to lustro wieków to promyk co rozświetla mroki, To kolebka natchnienia i duchowości.
Za ścianą habitowy szelest, ciche kroki i modlitwy żarliwie szeptane na przemian z echem klasztornych cel.
Całe bogactwo świata jest tutaj, w zasięgu serca, jak wieczna lampka w służbie dla ubogich.
*
ks. J.Pasierb
*
Stoję patrząc z zachwytem. Trudno jest pożegnać się z miejscem, w którym nierzadko można poczuć całą sobą, jak bardzo liczy się chwila obecna.
Sama nie wiem, za co można jeszcze pokochać to miasto..
Kolor!
Niektórzy widzą tu różowy.. dla mnie to coś bardziej w odcieniu kremowego piaskowca. Jedno jest pewne – niesamowicie uspokaja. A teraz, gdy w niskich promieniach słońca wpada w mocny pomarańcz – można poczuć się jego częścią. Dla takiego widoku warto zburzyć niejeden harmonogram dnia!
*
*
Za te same ulice!
– którymi chodzili Franciszek i Klara.
To nie ulice nałożone na ulice, to nie odrestaurowany szlak, to nie droga, pod którą biegnie stara droga – dokładnie te kamienie pamiętają historię, i żadne inne.
*
*
Za Franciszka i Klarę!
– ich świadectwo miłości do Boga i niezwykle czystą przyjaźń w dziejach historii.
*
*
Wreszcie za najpiękniejszą panoramę Umbrii!
Tu każde zatrzymanie porasta nadzieją a pytania topnieją jak grzechy w konfesjonale
*
*
Po zmroku Asyż całkowicie zmienia swoje oblicze. Słońce zachodzi, zapalają się liczne latarnie uliczne oraz światła zdobiące fontanny i elewacje ważniejszych budynków. Choć wieczór jest przyjemny i ciepły – to już niestety widok z okna autokaru.
Miasto odprowadza nas milczeniem. Oglądam się za siebie do ostatniej chwili. Już wiem, że Asyż to opowieść – im dłużej się patrzy i słucha – tym lepiej rozumie. Tu nie da się stracić czasu – on zawsze jest dobrze wykorzystany.
*
Boże, pozwól mi wrócić tu kiedyś jeszcze bez pieniędzy wprost w samo serce Twoich Franciszka i Klary