Dlaczego tłusty i dlaczego czwartek..

Niektórzy twierdzą, że to największe polskie święto narodowe. W Tłusty Czwartek jemy słodko, tłusto, niezdrowo (oj tam, oj tam!) i bardzo smacznie. Startujemy też w zawodach pod hasłem: „Ile zjadłeś?”.. oczywiście pączków rzecz jasna..:)

Ten czwartek, który jest najmniej „fit” ze wszystkich czwartków w roku, rozpoczyna ostatni tydzień karnawału – czyli okresu radości i zabawy między Bożym Narodzeniem a Wielkim Postem. Pączki i faworki to zaledwie pozostałość po imprezowym szaleństwie, jakie dawniej ogarniało ludzi w tym czasie. 

Post za progiem..

Dziś, kiedy pościmy dużo bardziej lajtowo, mamy zaledwie blade wyobrażenie o tym, czym dawniej był Wielki Post.
40 dni nie tylko bez słodyczy, ale również bez mięsa, tłuszczu, a nawet bez mleka i sera. W Polsce i całej północnej Europie jadło się wtedy głównie kiszoną kapustę, groch, solone ryby, chleb i ziemniaki. To wszystko bez okrasy! Nic dziwnego, że szykując się do skromnych i monotonnych posiłków, chciano się nacieszyć smakami, które miały odejść na lamusa na długie półtora miesiąca.

Pożegnanie z mięsem..

W ostatnich dniach karnawału na stołach królowało przede wszystkim mięso. Miało go być tyle „ile razy kot ogonem ruszy”. Wyraz „karnawał” pochodzi od łacińskiego carnem levare, czyli „usuwać mięso”.

Wielkim rarytasem był tłuszcz, np. boczek i słonina. Dzisiaj chyba trudno nam zrozumieć te upodobania, ale dawne rasy zwierząt hodowlanych miały mało tłuszczu i karmiono je znacznie oszczędniej, np. wypasano je w lasach. Tłusty Czwartek kojarzył się więc bardzo pozytywnie – jako dzień, w którym jada się to, co najlepsze.

Nawet dawne pączki były daniem mięsnym. Robiło się je z ciasta chlebowego nadziewanego słoniną i smażyło na smalcu. Różniły się nie tylko smakiem od współczesnych pączków, ale także konsystencją. Były znacznie twardsze od znanych dzisiaj delikatnych, puszystych pączków, zrobione z bardziej zbitego ciasta i bez drożdży. Słodkie pączki pojawiły się dopiero w XVI wieku. Na początku wkładano do nich orzechy albo migdały.

Cukier i inne atrakcje..

W karnawale chętnie raczono się też trunkami. Kto mógł sobie na to pozwolić, jadł słodkości – słodkie placki, a później także ciasta i inne wypieki. Aż do końca XVIII wieku, kiedy w Europie upowszechnił się cukier, do słodzenia używało się wyłącznie miodu.

Dobre jedzenie było tylko częścią szalonej zabawy.  Tłusty Czwartek inicjował zapusty, zwane też mięsopustami, czyli czas hucznych zabaw. W domach tańczono do upadłego, a na drogi i ulice wychodziły korowody przebierańców. Po ulicach biegali np. mężczyźni poprzebierani za kobiety, rogate diabły, postacie z bożonarodzeniowych jasełek. Kto się nie przebrał, zakładał chociaż maskę albo czernił sobie twarz sadzą. Przebierańcy zaczepiali przechodniów i porywali ich do tańca albo odwiedzali domy, gdzie chętnie ich podejmowano i częstowano frykasami. Odwiedziny przebierańców były uważane za zapowiedź pomyślności.

Po hucznych, obfitych w pożywienie dniach następował 40-dniowy post. Wszyscy spotykali się w Środę Popielcową na nabożeństwie w kościele. W domach szorowano wrzątkiem garnki, aby nie został w nich tłuszcz z gotowanego wcześniej mięsa. Odtąd aż do świąt Wielkiej Nocy jedzono tylko postne potrawy: kaszę, ziemniaki i żytni barszcz, oraz koncentrowano się na modlitwie i umartwianiu.

Dlaczego w czwartek..

Pierwotnie hucznie obchodzono pożegnanie z karnawałem we wtorek. Ale jak to bywa, i dziś, gdy zabawa zaczęła się rozkręcać, trzeba było ją kończyć bo wybijała północ. Dlatego nasi pomysłowi dziadkowie zaczęli żegnać karnawał od poniedziałku.
Niestety, ale i to co bardziej zabawowo nastawionym przodkom, wydawało się zbyt krótkim czasem na „godne” rozstanie z pląsami i wykwintniejszym menu. No więc… może od niedzieli? Z niedzielą problem był taki, że jako dzień święty wymagała należnej świątecznej oprawy i przygotowania, które rozpoczynało się już od sobotniego popołudnia. No więc również źle! Piątek? Piątek na pamiątkę dnia śmierci Jezusa wymagał powagi, więc hulanek trzeba było w ten dzień zaprzestać.

Rzeczywiście, został więc czwartek jako najodpowiedniejszy dzień na rozpoczęcie rozstawania się z karnawałem.
Oj, nasi dziadkowie mieli fantazję!

Pączki wypełnione miłością..

Na dzień dzisiejszy to jednak pączek wygrywa historyczną batalię o symbol Tłustego Czwartku!

Pachnące drożdżami, sprężyste, wypełnione po brzegi marmoladą..smażone hurtowo w niejednym domu.. zwyczajne pączki wypełnione miłością.. 🙂 Średnia wartość energetyczna jednego z nich to 300-400 kilokalorii.. By go spalić, trzeba biegać minimum 30 minut z prędkością 10 kilometrów na godzinę, rąbać drewno przez 50 minut, intensywnie jeździć konno przez półtorej godziny lub oglądać telewizję ciągiem przez 14 godzin.!

Ale co tam..! nie sposób się przecież oprzeć tym puszystym kulkom, zwłaszcza kiedy koniec karnawału za pasem. Jak mówi stare polskie powiedzenie: kto nie zje pączka w tłusty czwartek, nie będzie mu się wiodło do końca roku.
Kto by zatem ryzykował?

Niech jednak czas zabawy i słodkie łakomstwo, odbywające się z dyskretnym przyzwoleniem Kościoła, nie przysłonią nam faktu, po co to wszystko się dzieje..

..no bo jaki sens miałby karnawał, gdyby nie było Wielkiego Postu?

..dlatego tak, jak stoimy teraz w kolejce za pączkiem – przyjdźmy do Kościoła w środę rozpocząć Wielki Post..

..wszak

„Kto z pogardy dla chrześcijaństwa nie zachowuje czterdziestodniowego postu, winien umrzeć” – czytamy w średniowiecznych pismach.


Opublikowano