Matka Miłosierdzia.. gdzieś pod sercem ukryta


Nim Twoje spojrzenie miłością mnie zrani
chcę powiew serca wyśpiewać przed Tobą
Ostrobramska Pani..

*

Godzina 6.30 rano.. na ulicach nie ma tłumów – turyści dopiero się budzą lub jedzą śniadanie.. Jestem z przewodnikiem przy wejściu do Ostrej Bramy..

Oprócz nas są one – panie w wieku bardziej, niż dojrzałym. Na głowach mają chusty.. idą powoli.. wspinają się po schodach – robią to ze staranną rozwagą, jak alpiniści zdobywając szczyty kilkutysięczników.. Szanują swój oddech, rozkładając siły na całą trasę – wiedzą, że nie mają ich już zbyt wiele..

W wąskim korytarzyku schodów panuje półmrok..

Starsze kobiety wytrwale pną się w górę.. pewnie ta wędrówka to ich wyprawa dnia – rytuał wyznaczający codzienny rytm życia..

Mijamy je szybko i idziemy dalej.. Pokonujemy schody i już jesteśmy w małej salce – tuż obok księdza w konfesjonale, który czeka na skruszonych grzeszników..

Naprzeciw niego znajdują się drzwi – wejście do kaplicy Matki Boskiej Ostrobramskiej. Małe pomieszczenie i mało tu miejsca.. pośrodku w pięknych zdobionych ramach wisi obraz.. przed nim klęczą dwie osoby.. poza tym pusto – jest wcześnie, ludzie dopiero się schodzą..

Wzrok obecnych albo ucieka gdzieś w nieskończoność, starając się dosięgnąć Boskiego absolutu, albo utkwiony jest w obliczu Matki Miłosierdzia. Modlą się o rzeczy dla nich ważne – być może o nadzieję, o zdrowie..

Jest tak cicho.. Za kilkanaście minut tę małą kaplicę wypełni reszta grupy i wielu innych turystów..

Czuję, że to jest mój czas – króciutka chwila dana mi nie przez przypadek..

*


W Wilnie, od pięciu wieków Matka Boża odbiera cześć prawdopodobnie w jedynym na świecie „sanktuarium na ulicy”. Jego ściany tworzą, z jednej strony boczna ściana kościoła św. Teresy od Jezusa, z drugiej rząd domów i kamienic.

Sklepieniem jest niebieski firmament z wędrującymi białymi obłokami w dzień i milionami gwiazd nocą.


Kaplica wraz z obrazem Matki Bożej Ostrobramskiej w Wilnie, to jeden z najważniejszych punktów na historyczno – duchowej mapie Polski. Można powiedzieć, że Ostra Brama jest elementem naszego kodu kulturowego na równi z Jasną Górą..

*

Ostrobramska Pani ma bowiem swoje wyjątkowe miejsce w sercach wszystkich Polaków. Była i jest symbolem polskości – Matką, do której uciekali się prześladowani i potrzebujący wsparcia. Od wieków jest przy swoich dzieciach, gdy te potrzebują Jej wstawiennictwa i opieki..


W kaplicy „zawieszonej” nad miejską bramą błyszczy srebrzystozłotym blaskiem, pokaźnych rozmiarów wizerunek zamyślonej Maryi z rękami skrzyżowanymi na piersiach – obraz Najświętszej Marii Panny – Matki Boskiej Miłosiernej.
Od połowy XVII wieku obraz zasłynął z cudów i jest czczony zarówno przez katolików, jak też prawosławnych i unitów (grekokatolików).. jego kopie znajdują się w kościołach wielu krajów na całym świecie..

*

Niektóre z cudów przypisywanych Maryi z tego wizerunku to m.in. ugaszenie pożaru w 1706 roku, czy ukaranie protestanckich żołnierzy – Szwedów — którzy wykpili obraz w 1702 roku. Jeden z nich zaczął nawet strzelać do obrazu (ślad po kuli widać na prawym rękawie sukienki). Wtedy nagle opadły ciężkie kraty miażdżąc czterech żołnierzy..

*

Ikona Matki Bożej z Ostrej Bramy prawdopodobnie powstała w Wilnie, w okresie 1620–1630 i jest to jeden z najwybitniejszych renesansowych dzieł malarskich na Litwie (nieznanego autorstwa), zwany Madonną Ostrobramską lub Madonną Wileńską.

Dziś nasze oczy nie dostrzegają wszystkiego, gdyż Najświętsza Maryja Panna jest ubrana w srebrno-złotą sukienkę..


Na głowie ma dwie korony (nałożone jedna na drugą) i wieniec z dwunastu gwiazd.. Pierwsza korona pochodzi z końca XVII wieku, a druga z XIX i jest ozdobiona klejnotami ofiarnymi jako wota. Korony są ze złoconego srebra – jedna barokowa dla Królowej Niebios, druga rokokowa dla Królowej Polski.

Gdy przyjrzymy się na koronę pochodzącą z połowy XVIII wieku dostrzeżemy, że korona jest podtrzymywana przez dwa anioły i ozdobiona sztucznymi kamieniami..

Charakterystyczną ozdobę obrazu stanowi wielki, odwrócony sierp srebrnego półksiężyca z wygrawerowanym napisem „Dzięki Tobie składam Matko Boska za wysłuchanie próśb moich, a proszę Cię, Matko Miłosierdzia, zachowaj mnie nadal w łasce i opiece Swojej Przenajświętszej”. W. I. J. 1849

Jest to największe i najcenniejsze wotum.. Niejednokrotnie mylnie odbierane jako część obrazu, a jednak tworzy z nim optyczną jedność, pełniąc rolę wyrazistego akcentu zamykającego kompozycję całości..

*

Pod metalową sukienką obraz Matki Bożej Ostrobramskiej przedstawia Madonnę ubraną w czerwoną tunikę z podwiniętymi rękawami, biały szal i chustę oraz zielonkawo-błękitny płaszcz zarzucony na głowę i ramiona.. jest też widoczny ślad kuli po wystrzale szwedzkiego żołnierza..


Wizerunek Madonny sam w sobie jest niezwykły.. przede wszystkim Maryja przedstawiona jest tu bez Dzieciątka Jezus, co rzadko się zdarza na tego typu ikonach.. Jej głowa delikatnie skłania się na prawą stronę, oczy są na wpół przymknięte, a dłonie skrzyżowane w akcie modlitewnym. Przypomina to nam, że jest Ona dziewicą, pokorną służebnicą pańską, miłosierną matką i patronką ludu..

*

Ikona Pani Ostrobramskiej przyciąga ludzi, skupiając wzrok pielgrzymów zwłaszcza na obliczu Bożej Rodzicielki. Maluje się na nim ogromna miłość — wychodząca ku ludowi, ale równocześnie skierowana do wnętrza, gdzie Bóg trwa – udzielając Maryi wszystkich łask..

*

Dodatkowo, wykute w metalu słońce, gwiazdy i półksiężyc są atrybutami Niepokalanie Poczętej.. a więc nie tylko Niewiasta Zwiastowania i Niewiasta Oczekująca, nie tylko Matka Miłosierdzia tuląca do serca grzeszników – ale Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod Jej stopami, z wieńcem z gwiazd dwunastu – świeci blaskiem swych szat przez okna kaplicy nad Ostrą Bramą – widoczna z daleka..


Brama, wraz z całym ciągiem murów obronnych i pozostałymi bramami sięga czasów króla Aleksandra Jagiellończyka, który w 1503 r. kazał nimi opasać miasto. Każda brama otrzymała swoją nazwę i jakiegoś patrona. Brama Miednicka z czasem przybrała nazwę Ostrej Bramy – po litewsku Ausros Vartai -> tzn. Brama Zaranna, Brama Jutrzenki.

*

Budynek z zewnątrz ma trzy okna – po bokach małe, a w środkowym większym – widać cudowny obraz Madonny..


Powyżej kaplicy, na sklepieniu – trójkątnym frontonie widnieje napis:

MATER MISERICORDIAE

oraz znak Opatrzności Bożej z małą sygnaturką zwieńczoną krzyżem. 


Przy małym oknie u góry, po lewej jest napis:

SUB TUUM PRAESIDI UM,

a po prawej:

COMFUGIMUS

*

Całość po łacinie oznacza:

MATKO MIŁOSIERDZIA
POD TWOJĄ OBRONĘ UCIEKAMY SIĘ

*


Ulica prowadząca przez Ostrą Bramę była ruchliwą arterią. Umieszczenie tam czczonego obrazu nadawało jej szczególny charakter – ulica stawała się miejscem modlitwy dla przechodniów, którzy zatrzymywali się tu na modlitewne westchnienie do Matki podnosząc głowy do góry i niejednokrotnie też przyklękając..

*

W ciągu wieków do Matki Miłosierdzia zawsze ciągnęli wierni z Litwy, Polski, Białorusi, Ukrainy, a nawet z dalekiej Rosji i Syberii. Ktokolwiek odwiedzał Wilno, praktycznie bez względu na wyznanie, czy własne przekonanie, czasem może tylko ze zwykłej ciekawości, zawsze przynajmniej na chwilę przychodził do cudownej kaplicy..


A że tak jest, świadczą liczne wota i fakty. Wystarczy też o jakiejkolwiek porze dnia wejść do kaplicy, i zawsze spotkamy tu rozmodlonych ludzi z różańcem w ręku i ze łzami w oczach, którzy za coś dziękują, o coś proszą, błagają. I tak już od kilku stuleci. Nawet nocą można czasami spotkać kogoś klęczącego przed bramą i zanoszącego swoje prośby. I tylko Bóg jeden wie, ile łask wówczas ludzie wypraszają..


Maryja w swoim Ostrobramskim Obrazie była i nadal jest świadkiem wielu ciężkich przeżyć jej wiernych, głównie Polaków i Litwinów.

*

Z II wojny światowej Ostra Brama wyszła bez większych strat. Bomby na nią zrzucane nie eksplodowały, co wilnianie uznali za kolejny cud. Podczas całej wojny Cudowny Obraz MB Ostrobramskiej był obecny w kaplicy, abp Romuald Jałbrzykowski postanowił bowiem, by Opiekunka Wilna pozostała wśród swego ludu..

Po włączeniu Litwy do ZSRR władze sowieckie nie odważyły się na zamknięcie Ostrej Bramy. Sanktuarium było czynne cały czas i nieustannie przybywali do niego pielgrzymi nie tylko z Litwy, ale także Białorusi, czyli obszaru dawnego Wielkiego Księstwa.

Jej obrońcami byli przede wszystkim mieszkający w Wilnie i okolicach Polacy, którzy poprzez modlitewną obecność sprawiali, że sanktuarium żyło. Kościół litewski musiał ten fakt szanować i zgodzić się, by posługa w sanktuarium była również sprawowana w języku polskim. Tak jest zresztą po dziś dzień..

*

Tytułowana Księżną Litwy, w ubogim majestacie prostej kapliczki, królująca nad ludem wileńskim, jest także patronką Polaków – nie tylko na wygnaniu.. od kilkuset lat obecna w sercach, w wierszach i w znakomitych dziełach polskiej literatury i malarstwa, symbolizująca polskość Wileńszczyzny – taka właśnie jest Matka Boża Ostrobramska..

*

Ale Ostra Brama to nie tylko Cudowny Obraz. To także początki kultu Miłosierdzia Bożego. To właśnie w Wilnie został namalowany Obraz Miłosierdzia Bożego. A Ostra Brama to miejsce, gdzie obraz w kwietniu 1935 roku został wystawiony publicznie..


Niezwykle ciekawy jest fakt, że tu – przy Matce Bożej Miłosierdzia – przez trzy lata przebywała siostra Faustyna Kowalska i nie gdzie indziej, ale właśnie w tym miejscu – przeżyła objawienie, by namalować obraz Jezusa Miłosiernego.

Maryja była dla niej duchową Przewodniczką i Wspomożycielką. Przez trzy lata pobytu w Wilnie siostra Faustyna z wielką żarliwością modliła się przed Jej Cudownym Wizerunkiem w Ostrej Bramie..

*


*

Wiele lat temu, jeszcze w czasach sowieckich, pewien turysta przed Ostrą Bramą napotkał żebraczkę, której wrzucił do słoika dziesięć rubli. Zdziwił się bardzo, gdy staruszka wydała pięciorublową resztę, dopowiadając kresową polszczyzną, że Pan Bóg rozrzutności nie lubi..

Tyle z opowieści, bo przecież taka mądrość jest czymś więcej, niż tylko zwyczajną anegdotą..

Bo czy świat podlega jakimś szczególnym zmianom..?

Nasza ludzka kondycja wydaje się niewzruszona. Kain zabił Abla w czasach biblijnych. I nadal bracia zabijają braci. Przez świat przewalają się wojny. Obrońcy umierają w samotności. Morderców nikt zazwyczaj nie sądzi.

Nie uczymy się na żadnych błędach, ani cudzych, ani własnych, tak, jakby każdy z nas musiał odrobić swoją indywidualną lekcję..

Cokolwiek byśmy uczynili, jakimkolwiek prawidłom zaprzeczyli, jakiekolwiek szczyty zdobyli, wszystko na nic.

Nic nowego pod słońcem..

Wszystko przypomina pogoń za wiatrem..

Przejmująco pisał o tym egzystencjalnym dramacie mądry Kohelet. Niewiele więcej zrozumieliśmy od tamtych czasów..

*

Wileńska żebraczka wiedziała widać więcej, niż mogłoby się innym wydawać..

*

*

Właśnie.. Pan Bóg rozrzutności nie lubi..

A my dawno przestaliśmy Go słuchać. Bóg jakoś nie pasuje do naszych egoizmów i pospiesznego życia. Nie wiadomo, skąd to się wzięło.

Chyba nigdy nie było ludziom ze Stwórcą po drodze. Narzekali na Mojżesza, chociaż ten prowadził ich do ziemi obiecanej. Przed Chrystusem rzucali palmy tylko po to, by kilka dni później przybić bezbronnego do krzyża.

Iluż świętych poszło na stos. Iluż męczenników.. Świadczyli, przelewali krew, mnożyli relikwie. I co? Właściwie nic.

Przyzwyczajenie jest drugą naturą. Stare mądre żydowskie przysłowie głosi: „Nie bądź zbyt słodki, bo cię połkną, nie bądź zbyt gorzki, bo cię wyplują.”

Inaczej mówiąc, i tak źle, i tak niedobrze.

Bóg corocznie zmartwychwstaje, a my corocznie przybijamy Go do krzyża. Udajemy, że to właściwie nie my, tylko tamten, tamta, dalszy sąsiad, albo ten spod budki z piwem.

Karkołomna dialektyka..

*

Bóg to jednak wymagający Przyjaciel.

Nie lubi naszych rozrzutności, nie tylko tych finansowych. Bo przecież, równie bezmyślnie, trwonimy dobre emocje, przyjaźnie, lojalności, talenty..

Jesteśmy szczególnie rozrzutni w czynieniu zła, intrygowaniu, dewaluowaniu innych. Języki mamy dłuższe, niżby wypadało. Oczy karmimy byle czym. Uszy już nawet nie więdną od nadmiaru sensacji..

Może więc tylko przypominanie mądrych żebraczek, małomównych filozofów, mędrców wiedzących aż za bardzo, jak kruche i skończone bywa życie – mogłoby jeszcze uruchomić nasze zagubione sumienia..

*

A może wystarczy tylko przystanąć na chwilę.. Bo Ostrobramska Matka Miłosierdzia wciąż przypomina, że jest..

I wciąż może przyjść do Niej każdy.. nawet ten, kto w nic nie wierzy.. A Ona Swe pełne słodyczy miłosierne oczy na niego zwróci.. i wysłucha.. i Swą opieką otoczy..

*


*

Wychylasz się ku ludziom z miłością i troską
– jakbyś z ram i z blach złotych obrazu wyjść chciała –
w każdą twarz patrzysz długo, cicha Matko Boska,
czuwająca czekaniem od wieków tu trwałaś..

*

Wędrując od świątyni do świątyni, przekraczamy progi epok, mijamy granice stylów, gotyku, renesansu, baroku… aż wreszcie stajemy w Twoim cieniu..

– Pani Ostrobramska –

Tu właśnie zatrzymał się czas, umilkły słowa, dopełniła się miara naszych dążeń, w milczącym spojrzeniu pełnym miłości – nadmiernie czułym, jakbyś chciała wyrwać nas z gąszczu wszystkich ziemskich spraw i zatrzymać przy sobie na zawsze..

*


Jak pisał M.M.Kolbe: „Szczęśliwe i drogie Wilno, szczęśliwi ci wszyscy, co przejdą pod tą błogosławioną Bramą, w której mieszka Ta, która nie potrafi nie odwzajemnić się za najmniejszy objaw miłości. Ileż dusz zawdzięczać będzie swe nawrócenie i zbawienie tylko dzięki temu, że przeszli przez tę Bramę i może nawet niechętnie — zdjęli czapkę..”

*

Z kolei Józef Ignacy Kraszewski dzielił się z nami wspomnieniem:

„Wieczorem, kiedy tylko jedna lampka płonie przed obrazem, a w mieście cicho i z dala słychać turkot oddalonych powozów, … jest jakiś urok tajemniczy, który na widok kaplicy przejmuje, nawet najmniej usposobionych na przyjęcie religijnych wrażeń. Tu można najlepiej wówczas się modlić: i zdaje się, że ten obraz wznoszący się ponad miastem, z złożonymi rękami błagający za nas Boga, poda modlitwę wyżej i uprosi jej skutek.”

***

– Ostra Brama w Wilnie –

..jest coś niezwykle podniosłego w tym miejscu..

Jeśli przyjdziemy tu rano, doświadczymy miejsca, które nie jest dla turystów. Liczy się obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej, liczą się modlitwy, liczy się nadzieja, że zostaną wysłuchane.. Turyści przyjdą później, po Mszy.. I w jakiejś znikomej części profanum przegoni stąd sacrum.. 

*

Teraz jest jeszcze cicho.. cisza przerywana szeptem modlitw.. nieistotne – w jakim języku.. Bóg i tak rozumie – nie potrzebuje tłumaczenia..

*

– Zaczyna się Msza Święta –


Ciszę poranka przerywają organy i głos przewodnika.. zaraz za nimi podążają nasze głosy..

*

Matka Boska jest piękna, złotem lśni Jej suknia i słońcem igra w szkle okien..

Wpatrujemy się w Jej oczy..

– w spojrzeniu niebo schowane
i słowa drżące jak amen
na końcu zdania –


Co widzi – tego się nigdy nie dowiemy..

Bywało, że cudem przywracała zdrowie, a także bywało, że maleńka ikonka podróżna ściskana kurczowo w rękach ratowała życie w czasie rzezi banderowskiej..

*

Milczeć Twoim milczeniem
ciszą karmić niepokój myśli
w samotności woli Ojca szukać
i korzenie głęboko zapuszczać
w nieskończoność Bożego zamysłu..

*

Dziś stoimy przed tym Świętym Obliczem, po którym spływa łza renesansu.. Serce w najczulszą miłość ubrane.. Tyle spokoju w skrzyżowaniu rąk.. Nieśmiała myśl drży wątpliwością z obawy, czy wystarczy nam siły, pokory i mądrości do przekraczania siebie, do dochowania wiary, do spoglądania poza horyzont naszego widzenia..

Cieszyliśmy się z wyjazdu do Wilna, ale chyba nikt tak naprawdę nie myślał, że pokocha to miasto.. a jednak..! Bo kto pozna Wilno, tu zostawi swoje serce – u stóp Ostrobramskiej..


*

Matko Miłosierdzia
gdzieś pod sercem ukryta
najpiękniejsza w amarantach
wschodów i zachodów
błękit nieba z Tobą
w gwiazdach Ci do twarzy

Kadr zatrzymany
w świętym spojrzeniu
– osuwam się jak garstka
pustynnego piachu
Ty w swojej koronie
dźwigasz i mój smutek
_

W promieniach Swej łaski
zbuduj moją wieczność

Dłonią co miłość waży
okryj nasz los
ciepłym rąbkiem szczęścia

*














Opublikowano

W cieniu mistycznego Wilna – Troki

W poszukiwaniu odpowiedzi i zrozumienia naszego sąsiada (który od teraz przestał być już dla nas tylko czarną plamą na mapie Europy) – zatrzymaliśmy się na chwilę w Trokach..

Litwa – kraina lasów, pól, jezior i przepięknych zabytków..

A to jeden z nich..


Zamek w Trokach..

..należy utożsamiać z osobą księcia Giedymina. Legenda mówi, że ten jeden z najwybitniejszych władców litewskich przybył w to miejsce podczas polowania, i wybrał je na swoją nową siedzibę. Troki upodobał sobie również jego syn – Kiejstut.. 


Niestety ruiny pierwszego zamku nie przetrwały do dziś..

W 1375r. książę Kiejstut postanowił wznieść bliżej jeziora Galve nową fortecę..

Zaś pod koniec XIV wieku książę Witold – wnuczek Giedymina, postanowił wznieść trzecią fortecę, zwaną zamkiem na wyspie i to właśnie ta budowla jest dziś ozdobą Trok..


Pod koniec XIV wieku wybuchły tu dwie wojny domowe, w których naprzeciw sobie stawali książę Witold i jego brat stryjeczny Jagiełło.

Sytuację komplikował fakt, że walki starali się wykorzystać Krzyżacy, udzielając pomocy raz jednej, raz drugiej stronie.

Troki były w tym konflikcie szczególnie istotne, bo jako spuścizna po Kiejstucie przypadły Witoldowi, na co nie chciał się zgodzić Jagiełło..


Zamek przechodził z rąk do rąk, a przez krótki czas został też zajęty przez Krzyżaków.

Na szczęście – w porę bratankowie pogodzili się, dostrzegając zagrożenie krzyżackie, a Jagiełło (już jako król Polski) zwrócił Witoldowi Troki.

Na trockim zamku książę Witold zmarł w 1430r. nigdy nie doczekawszy się korony królewskiej..


 Po II wojnie światowej dokonano pełnej rekonstrukcji zamku na wyspie. Odbudowano go w stylu gotyckim i udostępniono turystom do zwiedzania.. 


Warto wspomnieć, że Troki to jedyny zamek w Europie Wschodniej stojący na wyspie..


Dookoła rozciągają się tereny zielone – wchodzące w skład Trockiego Historycznego Parku Narodowego.. 


Wewnątrz zamku znajduje się 9 komnat, zamieszkiwanych niegdyś przez rodzinę księcia oraz gości. Trudno jest dokładnie określić przeznaczenie wszystkich pomieszczeń.. 


Trasa naszego zwiedzania wewnątrz wiodła przez niektóre z nich.. liczne ekspozycje starają się tu odzwierciedlać dawną zamkową codzienność, wprowadzając tym samym w klimat średniowiecza..


Wśród tych eksponatów zgromadzono m.in. kilkanaście tysięcy drogocennych monet odkopanych podczas prac remontowych. Któryś z tutejszych władców uzbierał tu sobie niezłą fortunę..


Troki związane są również z wieloma ciekawymi opowieściami..


Ludzie mówią, że na dnie jeziora Galve leży skarb wielkiego księcia litewskiego Kiejstuta. Jednak, żeby go wyłowić, człowiek musi być czystego serca – nieskalany grzechem. I tu trzeba to sprawdzić.. Wystarczy wrzucić do wody monetę. Jak będzie pływać na powierzchni – 'skarb będzie twój’!
Jak pójdzie na dno..

No, cóż.


Sama nazwa jeziora Galve wywodzi się podobno od głowy.. Wiążę się to z przekonaniem, że aby jezioro ostatecznie odmarzło, ktoś musi się w nim utopić (tzn. położyć głowę)..

Straszne to trochę..


Jeszcze inne historie mówią, że na jednej z baszt zamku można czasem ujrzeć ducha księcia Witolda, który nocą zstępuje tu z nieba. Ponoć takie widzenie to dobry znak, który zapewnia powodzenie na przyszły rok..

Jak to dobrze, że czasy takich bajań już dawno minęły..


Historia Trok nie byłaby w stu procentach pełna bez Karaimów. Ten tajemniczy lud pochodzenia tureckiego wyznaje własną religię – karaimizm – powstałą w VIII wieku..


Najprościej mówiąc karaimi są dla judaizmu tym, czym protestanci dla chrześcijaństwa. Legenda głosi, że na teren Trok sprowadził ich książę Witold..


Karaimowie wyróżniali się nie tylko religią – inne były ich stroje, architektura (charakterystyczne domy z trzema oknami – jednym dla Boga, jednym dla kniazia i ostatnim dla gospodarza), a także inny język i kuchnia.. 


Tej ostatniej mogliśmy spróbować w postaci kibinów.. czyli pierogów z drożdżowego ciasta nadziewanych klasycznie baraniną oraz kapustą z warzywami.. 


Chyba jednak bardziej przypadły nam do gustu przepiękne troczańskie widoki.. 

🙂


Tu na pożegnanie – ostatnie spojrzenie na zamek..

– bo rzeczywiście to niezwykle piękna wizytówka Litwy..


Ale to piękno Litwy nie kończy się na krajobrazie Trok..

– ono się raczej dopiero od niego zaczyna i snuje dalej swój czar na wzgórzach malowniczych dróg, w zakątkach głębokich lasów, jezior i pól.. w bryłach i szczegółach budynków tętniącego życiem miejskiego gwaru, po spokój natury dalekich małych wsi.

*

Moja ojczyzna ma podmokłe łąki
pagórki piaszczyste
i zaspane chaty

len
co pomylony wyrasta do nieba
o szyby kaplicy
ospale się trąca

tam pachnąca żywicą
zwarta boru ściana
i moje westchnienia
– traw poszumy –

fatamorgana

*

*

Ledwie dotknęliśmy kawałeczka tego kraju, a już ta przestrzeń i bezkresny cudowny krajobraz przekonuje, że Wschód to jest taki stan umysłu, który zaciemnia pewne receptory w mózgu i człowiek przestaje myśleć racjonalnie.. przestaje się skupiać na niepotrzebnych rzeczach.. po prostu tkwi i chłonie, to co widzi i czego dotyka..

*



 

Opublikowano

Warmińsko-Mazurska Kraina Łagodności..

Pagórki, lasy, rzeki i jeziora to stałe elementy warmińskiego pejzażu, gdzie w cieniu wiekowych drzew Gietrzwałd stał się miejscem odrodzenia ducha narodu..

Również ziemia mazurska słynie z urokliwych krajobrazów, zielonych łąk i tysięcy jezior, takich jak Czos nad Mrągowem..

Trzeba jednak pamiętać, że Warmia to nie Mazury..!
– wrzucone razem do jednego worka, to w rzeczywistości zupełnie odmienne krainy..


Ważnym wyznacznikiem odróżniającym te ziemie jest brak na Mazurach przydrożnych kapliczek, które są znakiem rozpoznawczym historycznie katolickiej Warmii..


Historycznie Warmia była katolicka, a Mazury ewangelickie, ale obie te krainy zasiedlali przybysze z Mazowsza, mówiący po polsku..

Granice dawnego Księstwa Warmińskiego wyznaczono w czasach średniowiecza i nadano we władanie biskupom warmińskim. Z tego względu, poza licznymi kapliczkami – natrafiamy tu również na wieże kościołów gotyckich, pośród malowniczo pagórkowatego krajobrazu..

O ile na Warmii można odnaleźć spokój, sielskość i ciszę – tu czas płynie bardzo powoli zmuszając nas do zwolnienia tempa – to Mazury są rajem dla miłośników żeglarstwa oraz sportów wodnych, gdzie wielorakość przeróżnych atrakcji nie pozwala się nudzić..

Mazury, w przeciwieństwie do Warmii – nigdy nie stanowiły odrębnej jednostki administracyjnej ani pod względem kościelnym, ani świeckim, dlatego też nie da się ustalić ścisłych granic dla tego obszaru..

Zarówno Warmia, jak i Mazury to krainy pełne śladów prowadzących w nieoczywistych kierunkach, pozwalających dotrzeć do miejsc, dzięki którym można je w pełni zrozumieć..

Nie mieliśmy zbyt wiele czasu, by się z nimi lepiej zapoznać.. zza szyby autokaru wydaje się wręcz, że ich ślady nikną na naszych oczach.. kapliczki się chylą, aleje drzew rzedną, czerwone cegły domów bledną, nawet jabłonki dziczeją coraz bardziej..


W czasie rejsu po jeziorze Czos, z inicjatywy właściciela hotelu – pana Stanisława Huszczy, dotarło do nas jednak, że to miejsce nie przeminie jak lato.. Widoczne jest bowiem nie tylko w ocalałych zabytkach.. ale przede wszystkim zapisane w genach jego mieszkańców..

To ludzie tworzą klimat miejsca. Cenne zabytki, wielkie historie, piękne krajobrazy ożywają pod wpływem ich działania..

Wieś „na końcu drogi”, „pośrodku niczego” – dzięki swoim gospodarzom może przebić atrakcyjnością nawet najpopularniejsze miejsca.. 

Tak też się stało i tutaj.. bo kto by pomyślał, że w tak nieoczekiwanym splocie wydarzeń, jak parafialna pielgrzymka – zamiłowanie naszego 'kapitana’ do motocykli i militariów przeniesie mnie np. do niewielkiego garażu mojego dziadka i ożywi najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa..

Warmińsko-mazurska kraina łagodności urzeka swą przestrzenią.. tu, gdzie poranne i wieczorne mgły otulają świat mięciutką przędzą – wspomnienia znaczą polne drogi, którymi dziś już nikt nie chodzi..
– żyją w sercach ludzi ukazując nam, że wśród tych jezior i lasów kryją się prawdziwe historie, o których wielu wciąż jeszcze nie słyszało..

*

A w takim sąsiedztwie jezior można nie tylko odpocząć, ale też nabrać sił duchowych..


Za oknem niebo otwiera wiosnę..
– po drugiej stronie brzegu
świat ma kolor wczesnego poranka –

Dobrze mi Panie tu
w ciszy modlitwy

a Ty mówisz wstań
wystarczy ci Mojej łaski

pora zejść w doliny..

_

Jeszcze nie mam
słowa na języku
Ty już znasz je
w całości

*

W nieprzeniknionej toni znaczeń
łowię pojedyńcze słowa..

Ze wzrokiem błękitnym
jak cała wieczność

jaśnieje nade mną
światłem czułości

Twoje Boskie Oblicze
___

Troskliwy promień słońca ogrzewa duszę..

Tylko Ty masz słowa
życia wiecznego
opieczętowane Krwią

najtkliwszą miłość
udowodnioną czynami

najwierniejsze spojrzenie
co nie odwróci wzroku

zaginioną mą cząstkę
która tylko w Tobie

ma swoje miejsce
od zawsze
___

Wody tafla
srebrzy się
kołysząc lazur
bezgranicznej wieczności..

W ławce
na jeziorze ciszy

siedzę nieruchomo
a przecież

wszystko płynie
we mnie ku Tobie

wyprowadzasz na głębię
po falach iść wołasz

gdy tylko z przywiązań ciała
na moment się wymknę

cała jestem patrzeniem
i nadziwić się nie mogę

Takiej Miłości
___

*

Na obrzeżach życia
nieskazitelna tafla lustra
rdzawym gwoździem
przebita
zachwiała konstrukcje
istnienia

*


*

Panie Łagodności
który wszystko dajesz
w swoim czasie

po burzy co wyrywa
język ze słów

kości ze stawów
splot słoneczny z trzewi
nicość ze mnie

oto bryza uspokojenia

oliwa wylana
na sinusoidę myśli

– Twoje Imię –

koło ratunkowe
szalupa wybawienia

atol ciszy
gdzie wiatr i woda
zawsze

a moje serce jak dziecko
wreszcie

jest Ci posłuszne
___

Czy czujesz poszum sumienia i doświadczasz ciszy,
za jaką warto stąd odejść..?

Ustały się wszystkie
poruszenia myśli

w sędziwym drzewie
jak słoje w głębi duszy

cała przestrzeń
w kadr małej chwili zamknięta

szukałam Ciebie Panie
cały dzień długi jak życie

teraz
gdzie nie spojrzę
jesteś

widzę Twoje ślady
na piasku

słyszę Twoje kroki
na wodzie
___

Jezioro wstrzymało oddech
– można usłyszeć tylko wodzony falą cichy szept
bezszelestny jak lot ważki –

Jutro po wodzie nauczysz mnie chodzić
– i w swoich przebitych dłoniach
wniesiesz słońce w mój świat –

Niema modlitwa
nie dzwoni pod sklepieniem
piórami aniołów

ani twarz nie lśni
jak u Mojżesza
żeby oczy zamykać

nie goreje krzak
nie płonie ziemia

a przecież
gdy się podnosi
i zarzuca plecak

Twoja Łaska
jak smuga światła

podąża za nią
krok w krok
___

***











Opublikowano

Święta Lipka – Częstochowa Północy

Wzniesiona na olchowych palach – świętolipska świątynia położona jest na Mazurach, w powiecie kętrzyńskim – w dolinie między jeziorami, na tle lasów.. Potocznie nazywana 'Częstochową Północy’ jest jednym z najsławniejszych sanktuariów maryjnych na Warmii i Mazurach..


Początki sanktuarium w Świętej Lipce sięgają XIV wieku..

Legenda głosi, że skazaniec, którego uwięziono w lochach zamku w Kętrzynie, za sprawą interwencji Matki Bożej wyrzeźbił figurkę Maryi z Dzieciątkiem. Zaraz po wykonaniu drewnianej rzeźby został ułaskawiony i uwolniony.

W podzięce zawiesił rzeźbę na lipie, która rosła przy drodze prowadzącej z Kętrzyna do Reszla. W niedługim czasie po tym zdarzeniu miejsce to zasłynęło uzdrowieniami oraz cudami.

Do postawionej tam kaplicy pielgrzymowano z Prus, Mazowsza i Warmii, a także z innych, nawet bardzo odległych obszarów Polski, m.in.: z Wilna, Lwowa i Warszawy..

Przybywający tu licznie pielgrzymi prosili w modlitwach o zdrowie, odpuszczenie grzechów, ukojenie trosk oraz nieszczęść..


Gdy w 1525 roku wiara katolicka na tych terenach została zabroniona – kaplica została zburzona, belki i cegły z kaplicy wywieziono do Kętrzyna, a lipa została wycięta..

Świętą rzeźbę próbowano najpierw zatopić w Jeziorze Wirowym, a gdy to się nie udało – zakopać..

Ostatecznie ją spalono, a na gruzach kaplicy stanęła szubienica, która miała stanowić ostrzeżenie dla łamiących zakaz pątników.

Pomimo tej groźby wierni nadal (najczęściej nocami) przybywali do tego miejsca..

Dopiero w 1617 roku – z polecenia króla Zygmunta III – wykupiono Świętą Lipkę i przekazano jej zarządzanie jezuitom.

Kiedy wybudowano pierwszą kaplicę – dokładnie nie wiadomo.. niknie to w mrokach dziejów. Pewne jest to, że działania te zapoczątkowały nowy rozkwit sanktuarium..

I tu trzeba zaznaczyć, że teren całej bazyliki to nie tylko sam budynek kościoła, ale również krużganki i kaplice boczne ..


Pierwsze co nas zaskoczyło, to różowa elewacja całości. Nieczęsto spotyka się kościoły katolickie, które byłyby tak barwne. Raczej są to świątynie pięknie zdobione, ale wykorzystują dość stonowane kolory. A tutaj jest inaczej..


Otoczenie jest bardzo ładnie zagospodarowane.. Soczysta zieleń idealnie komponuje się z resztą kolorów..

*

W 1983 roku papież Jan Paweł II nadał kościołowi Nawiedzenia Najświętszej Maryi Pannie w Świętej Lipce tytuł Bazyliki Mniejszej.

Zazwyczaj taki tytuł otrzymują kościoły, które odznaczają się wysoką wartością zabyt­kową, lub użytecznością liturgiczną czy duszpasterską..

Wnętrze kościoła, ołtarze boczne, kunsztownie wykonane tabernakulum, liczne freski oraz rzeźby w kamieniu i drewnie, a także dzieła artystycznego kowalstwa i ślusarstwa – to wszystko faktycznie stanowi tu miejsce niezwykłej wartości zabytkowej, zaliczane do najwspanialszych okazów późnego baroku w Polsce..


W miejscu, gdzie dawniej stała cudowna lipa, ustawiono jej kopię. Można powiedzieć, że od wtedy (1728r.) miejsce to stało się kompletne i wróciło do źródeł. A potem historia biegła dalej..


Zjawiskowe barokowe przestrzenie i bogate wykończenia bazyliki w Świętej Lipce przypominają najpiękniejsze włoskie bazyliki.

Sam przecież obraz w ołtarzu głównym inspirowany był sztuką Wiecznego Miasta, a konkretniej ikoną Matki Boskiej Śnieżnej z Bazyliki Większej w Rzymie.

*

Tytuł 'Śnieżna’ – nadany przez tradycję Matce Bożej, związany jest z pewną niecodzienną historią..

*

W 352 r., za czasów pontyfikatu papieża Liberiusza, pewien rzymski patrycjusz, wraz ze swą małżonką nie mogli doczekać się dzieci, dlatego postanowili cały swój majątek oddać Najświętszej Maryi Pannie.

Małżonkowie gorąco prosili, by Maryja w jakiś sposób objawiła im swą wolę co do dobrego zużytkowania ich kapitału.

W nocy 5 sierpnia, a więc w czasie, gdy w Rzymie bywają największe upały, część Wzgórza Eskwilińskiego pokryła się śniegiem. Tej nocy Matka Boża objawiła się im we śnie i każdemu z nich przedłożyła życzenie, aby tam, gdzie znajdą śnieg na wzgórzu, ku Jej czci zbudowali kościół. Tak też się stało..

Obraz Matki Bożej Świętolipskiej – na zamówienie jezuitów, został wykonany w 1640r. przez Bartłomieja Pensa – Belga mieszkającego w Elblągu, który po zajęciu tego miasta przez Szwedów na stałe przeniósł się do Wilna. 


Wielkim skarbem świątyni są również jedne z największych w Polsce – barokowe organy powstałe w latach 1719-1721, które liczą blisko 4 tysiące piszczałek..

Organy miały to szczęście, że udało im się przetrwać zawieruchę drugiej wojny światowej, podczas której rosyjska swołocz z Armii Czerwonej traktowała Warmię i Mazury jako terytorium zdobyczne.

Wywozili stąd wszystko co się dało.. dlatego fakt, że sanktuarium w Świętej Lipce zostało oszczędzone należy uznać właściwie za cud.. Oczywiście instrument został w 1945r. poważnie uszkodzony, ale na szczęście udało się go odrestaurować.. 

Same organy brzmią pięknie, majestatycznie.. czasem ma się wrażenie, że pod wpływem wydobywanych dźwięków drżą wszystkie witraże, to znów zadziwiają chwilami lekkością nut..

Warto było zostać chwilę dłużej i poczekać na to spektakularne krótkie przedstawienie..

Tak tak – przedstawienie..! Bo koncert organowy w tej wersji to nie tylko dźwięk, lecz także ruch!

Podczas koncertu figurki umieszczone na organach poruszają się..!

I tak oto po jednej stronie stoi archanioł Gabriel, zaś po drugiej Maryja. Archanioł kłania się, w reakcji na to Maryja kiwa głową, odwzajemniając pozdrowienie..

Dookoła sceny kręcą się gwiazdy, postacie aniołków poruszają dzwoneczkami..

Całości scenerii dopełniają dwa anioły w środku, które poruszając się od prawa do lewa – dmą w trąby. A nad nimi na lutni gra kolejny anioł..

Cudowne wykończenie wnętrza stanowią niesamowite polichromie na sklepieniu i nawach bocznych..(dzieło Macieja Mayera z lat 1722/27) – w stylu włoskiego malarstwa iluzyjnego..

Powodują one złudzenia optyczne – wydaje się, że ściana jest chropowata i kanciasta, a jest to powierzchnia całkowicie płaska.


To wszystko sprawia, że świętolipskość jest tu zjawiskiem nieuchwytnym, ale odczuwanym przez duszę, która potrafi słyszeć za gwiazdami hymn improwizacji dla Ślicznej Pani..


Tu nawet spóźnione modlitwy odnajdują drogę do Boga, kierowane przeczuciem troskliwej opieki Maryi..


Bo rzeczywiście duch miejsca zamknięty w wystroju świątyni sprawia, że to, co ludzkie – spotyka się z tym, co boskie..

Tu przez majową radość się niosą 
nasze litanie pielgrzymie..
Tu płynie wiatrem po polną szosę
Jej śnieżne imię..


***


Opublikowano

DOBA  EUCHARYSTYCZNA – 30/31  MAJA  2024 r.

Czwartek 30 maja – Boże Ciało:
8:00 – Msza święta
10:00 – Msza święta
12:00 – Msza święta

13:00 – 17:00 – Żywy Różaniec Matki Bożej Fatimskiej i Margaretki
17:00 – Msza święta
18:00 – 19:00 – Adoracja mieszkańców z ul. Ossolińskiego; ul. Batalionów Chłopskich, ul. Sasankowa, ul. Sabatowskiego, ul. Cyganowskiego
19:00 – 20:00 – Adoracja mieszkańców z ul. Korzeniowskiego, ul. Pajęcza, ul. Piłkarska, ul. Wypoczynku, ul. Sąsiedzka, Lazurowa, Cyprysowa
20:00 – 21:00 – Adoracja mieszkańców z ul. Staffa, ul. Rędzińska
21:00 – 22:00 – Adoracja mieszkańców z ul. Norwida 11/15, ul. Widłaków, Zawilcowa
22:00 – 23:00 – Adoracja mieszkańców z ul. Norwida 11/15A, Norwida 17/21, ul. Tenisowa
23:00 – 24:00 – Grupa Modlitewna

Piątek 31 maja:
24:00 – 1:00
 – Adoracja mieszkańców z ul. Fertnera 6 i 8
1:00 – 2:00 – Adoracja mieszkańców z ul. Kontkiewicza 4, 4A, 4B, 5, 6, 7, 8, 9
2:00 – 3:00 – Adoracja mieszkańców z ul. Kontkiewicza 11, 13, 15
3:00 – 4:00 – Adoracja mieszkańców z ul. Kontkiewicza 17, 19, 21 i domy szeregowe
4:00 – 5:00 – Adoracja mieszkańców z ul. Warszawska, Zarankiewicza
5:00 – 6:00 – Adoracja mieszkańców z ul. Micińskiego, Malewskiej, Białoszewskiego, Grochowiaka, Parandowskiego
6:00 – 7:00 – Adoracja mieszkańców z ul. Czapskiego, Szaniawskiego, Zegadłowicza, Czechowicza
7:00 – Błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem i zakończenie Doby Eucharystycznej.

 


W uroczystość Bożego Ciała
– 30 maja 2024r. –
główna Msza Święta o godzinie 10:00
z procesją do czterech ołtarzy:

– ołtarz pierwszy Zielony przy dawnej kwiaciarni (ubierają parafianie z ulicy Rędzińskiej, Tenisowej, Warszawskiej, Batalionów Chłopskich, Korzeniowskiego, Sasankowiej, Sąsiedzkiej, Cyprysowej, Lazurowej, Widłaków, Pajęcza i im przyległych)

– ołtarz drugi Niebieski przy DPS-ie (ubierają parafianie z osiedla CEBA, a także z ul. Ossolińskiego, Białoszewskiego, Staffa, Micińskiego, Malewskiej, Grochowiaka i Parandowskiego)

– ołtarz trzeci Beżowy na osiedlu między blokami (ubierają parafianie z ulicy Kontkiewicza, Norwida i Fertnera)

– ołtarz czwarty przy figurce Matki Bożej (ubierają Panie z Żywego Różańca)


Opublikowano

Tu serce bije po warmińsku..
– Gietrzwałd –

Ziemia warmińsko – mazurska.. dlaczego mówi się o tej krainie 'święta’..?

..bo w tutejszych wioskach, na polach i przy drogach wzniesiono aż 1600 kapliczek.. i wciąż powstają nowe! Poza tym jest tu wyjątkowe zagęszczenie sanktuariów, kościołów i klasztorów..

Wśród nich wyróżnia się oczywiście Gietrzwałd, znany w Polsce i na świecie z objawień Matki Bożej.. jest tu również przepiękna Święta Lipka — Częstochowa Północy.. 🙂

Gietrzwałd jest jednym z 12 miejsc na świecie, a jedynym w Polsce, gdzie objawienia maryjne zostały uznane przez Stolicę Apostolską za autentyczne.

Polskim Lourdes czy też warmińską Częstochową stał się od czasu objawień Matki Bożej w 1877r.

„Ja jestem Niepokalane Poczęcie” – przedstawiła się Maryja w Lourdes 25 marca 1858 r. zdumionej Bernadecie.

„Jam jest Niepokalanie Poczęta” – wyznała Maryja Basi i Justynie w 1877 r. w Gietrzwałdzie.

Wszystko zaczęło się 148 lat temu. Warmia była zmęczona agresją pruskiego zaborcy, systematycznymi próbami wynaradawiania, Kulturkampfem, oraz prześladowaniami Kościoła i walką z polską mową.

I właśnie wtedy ludzi skrajnie zmęczonych odwiedziła Maryja. Spędziła z nimi 82 dni, ukazując się niemal codziennie od 27 czerwca do 16 września. I mówiła do nich po polsku..

Lato w Gietrzwałdzie dopiero się zaczęło. Justyna Szafryńska razem z mamą wracała do domu w Nowym Młynie. Drobna blondynka, w skromnej sukience i ciemnoczerwonej chustce zapiętej ciasno pod brodą, dreptała obok matki. W najbliższą niedzielę miała przystąpić do Pierwszej Komunii Świętej.

Dzwony wieży kościelnej zawołały na wieczorny Anioł Pański, więc obie przystanęły na modlitwę. Gdy skończyły, Justyna zobaczyła, że stare drzewo klonu rosnące niedaleko plebanii tonie w jasności tak wielkiej, jakby uderzył w nie piorun.  Stała, jak wryta – z twarzą zwróconą ku kościołowi.

Trwało to mniej więcej dziesięć minut, matka czekała w oddaleniu, wreszcie spytała Justynę, co widziała.

Oszołomiona dziewczynka odpowiedziała, że zobaczyła w jasności na klonie „piękną w bieli Pannę z długimi, jasnymi, na ramiona spadającymi włosami” – siedzącą na złotym tronie ozdobionym perłami. Pojawił się też anioł biało-złoty, który złożył Pannie głęboki pokłon.

Zdumiona dziewczyna odmówiła Zdrowaś Maryjo, a postacie uniosły się do nieba i zniknęły.

W drodze do Gietrzwałdu Justyna często wstępowała do domu Basi. Dziewczyna wysłuchała opowieści i natychmiast podjęła decyzję: „To jutro pójdę tam z tobą”.

Niedługo potem – 2 lipca z płonącymi oczami Basia wyznała matce: „O mateczko, nie mówcie nic, Najświętsza Panna była tu u mnie. – Kędy tu weszła, czy przez drzwi? – zapytała matka. – O nie, tak przyszła, jak na drzewie, od razu była tu. Siedziała na swym zwykłym tronie, ale przy mojem łóżku. Zapytałam Ją – jak mi polecono – kto Ona jest? A Ona odpowiedziała: Ja jestem Niepokalanie Poczęta”.

– Jeśli widzenie się powtórzy, spytaj, czego od nas chce – polecił Justynie ksiądz proboszcz Augustyn Weichsel. Czwartego dnia, w sobotni wieczór przed niedzielą Pierwszej Komunii świętej, Justyna spytała biało-złotą Panią, czego pragnie. Mówiła w języku ojczystym, Maryja odpowiedziała również po polsku: „Żądam, abyście codziennie odmawiali różaniec”.

*

Matka Boża obiecywała, że łaski wyproszone przez tę modlitwę będą zbawienne. Zalecała również, by Mszę świętą przedkładać ponad modlitwę różańcową i prosiła, by się nie bać, bo Ona zawsze będzie przy tych, którzy Jej ufają..

To były pierwsze z objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie. Aż do 16 września Maryja przychodziła codziennie. Trzynastoletnia Justyna Szafryńska i dwunastoletnia Barbara Samulowska ujrzały Ją w sumie ponad 160 razy.

Dlaczego różaniec..?

Bo ta modlitwa jest prosta w formie, ale bardzo głęboka w treści.. To modlitwa mądrych – czyli pokornych..

Różaniec to łańcuch, który łączy nas z Niebem.

Stolica Mądrości raz jeszcze przerzuca stamtąd ratunkową linę. Stanęła na klonie, na polskiej ziemi jako Królowa – w blasku chwały, z małym Dzieckiem na ręku wtedy, gdy my ginęliśmy, bo potęga żelaza, węgla i stali szczerzyła wilcze kły, a prostacka herezja wdzierała się już do Kościoła Jej Syna.

***

 Neogotycka forma świątyni nie narusza osobliwego charakteru jej wnętrza..

Pomimo dużej powierzchni kościoła, całość stanowi spokojny i harmonijny układ sprzyjający wyciszeniu i modlitwie.. samo oblicze Matki Boskiej Gietrzwałdzkiej jest śliczne! Jej usta, oczy i policzki są jasne, jak majowe popołudnie w wietrzny dzień..
– (taki jak dziś) –

Ciepło kolorów i gra witrażowych świateł sprawiają, że choć wygląd drewnianego sufitu starej części kościoła jest nieco patchworkowy, to jednak robi ogromne wrażenie..! 

Wnętrze świątyni zdobią polichromie z 1898r. oraz przepiękne malowidła..

Tu modlitwy przekłuwają niebo na wylot,
sprowadzając deszcze wszelkich Bożych łask..!

*


Opublikowano