Pierwszym miejscem, które odwiedziliśmy we Włoszech jest Padwa – miasto kojarzone w szerszej świadomości z postacią św. Antoniego.
*
Na pewno się znajdzie! – mówię sobie, gdy klucze znów nie chcą się znaleźć – Pomódl się do świętego Antoniego – słyszę w głębi duszy. I tak od lat..
A teraz osobiście nawiedzam go w Padwie.
To niesłychane!
Stojąc w miejscu, w którym on żył wieki temu chcę poznać go lepiej. Wiem, że św. Antoni przyciągając do siebie rzesze pielgrzymów z całego świata, po coś przyciągnął tu również i mnie.
Czuję mocno, że trzeba się z tym świętym zapoznać, zaprzyjaźnić, a później obdarzyć go miłością. On odwzajemni się tym samym. To pewne. Tak świadczą ci, którzy mu zaufali.
Jak się potem dowiem – Antoni to specjalista najwyższej rangi w kwestiach zagubienia siebie, własnej tożsamości i swojego „ja”, a więc opiekun i nauczyciel jak najbardziej dla mnie właściwy.
*
*
Św. Antoni był portugalskim mnichem z Lizbony. Urodził się ok. 1195r. jako Fernando Martins de Bulhões. Pochodził z zamożnej szlacheckiej rodziny, ale postanowił pójść drogą duchowieństwa.
Bardzo pragnął wyjechać do Maroka.. ostatecznie wylądował we Włoszech, gdzie zasłynął niesamowitą erudycją, pamięcią, pięknymi kazaniami oraz nieziemskim głosem.
Mając 33 lata – w 1228r, osiedlił się w Padwie, ale spędził tu jedynie dwa lata swojego życia. Zachorowawszy na przepuklinę – zmarł w 1231r.
Jego zwłoki pochowano w kościele św. Marii Matki Bożej. I od tej pory zaczął szerzyć się jego kult, co skutkowało kanonizacją na niecały rok po jego śmierci. Jest to najszybciej wyniesiony na ołtarze człowiek w historii Kościoła Katolickiego.
*
*
Jak powszechnie wiadomo – św. Antoni jest patronem zaginionych ludzi i rzeczy. I na tym zwykle poprzestajemy.
W zasadzie nie musiałby być nawet człowiekiem, dla wielu mógłby być po prostu amuletem.
Dotykam – intensywnie myślę – życzenie się spełnia.
I te klucze, bilety, okulary.. w mig wszystko się odnajduje.
Nie znam bardziej płytkiego myślenia niż to właśnie, ale co najlepsze – sama takie stosowałam.
Do teraz.
*
* Jeśli jakaś rzecz czy kwestia nie jest warta poruszenia nieba i ziemi – zostaw ją. Bez żalu porzuć i zapomnij. Życie to chwila. Szkoda ją przegapić.
*
Ta myśl świętego zacytowana przez naszą panią przewodnik skłania do refleksji.
Antoni to nie człowiek od odnajdywania wszystkiego, co się zgubi. Od tego są GPS-y, nadajniki lub tradycyjni detektywi.
Św. Antoni to przede wszystkim patron rzeczy, które warto odnaleźć..! – a więc utraconych wartości, takich jak wiara, sens życia, czy dobre relacje.
*
I tutaj – właśnie w tym miejscu – w Padwie, dzieląca nas ośmiowiekowa przestrzeń czasowa ma już dla mnie marginalne znaczenie. Bo co się okazuje.. stojąc u progu bazyliki dociera do mnie, że on tu nie tylko był, ale że wciąż jest i będzie.
Św. Antoni był średniowiecznym kaznodzieją wędrownym. Przemierzał Włochy, głosząc słowo Boże, nawołując do pokuty i nawrócenia – zachęcał do częstej modlitwy oraz przyjmowania sakramentów. Siła jego słowa, argumentacja poparta nadzwyczajną znajomością Pisma Świętego i porywający talent oratorski gromadziły wokół niego nieprzebrane tłumy słuchaczy. Byli wśród nich wierzący i niewierzący.
Patrząc dziś na te tłumy modlących się ludzi widzę, że on od wieków nieprzerwanie kontynuuje swoją misję z wysokości nieba. Wciąż fascynuje i inspiruje tych, którym przyszło pojawić się na świecie później od niego.
*
*
Zgodnie z tradycją, gdy czcimy św. Antoniego jako patrona w potrzebie, należy mu się coś „dać”, a tym „daniem” może być np. pomoc biednym w formie darowizny, jako wyraz wdzięczności za jego pośrednictwo w różnych sprawach. Oczywiście nie musi to być tylko dar materialny, można również ofiarować jakąś cząstkę siebie, cokolwiek dla każdego mogłaby ona oznaczać.
Piękną i ciekawą formą ofiary materialnej jest tzw. chleb świętego Antoniego.
Zwyczaj ten zaczął się od cudu, który miał miejsce w średniowieczu w Lizbonie – rodzinnym mieście zakonnika.
Pewna uboga portugalska gospodyni zajęta pracami domowymi i przygotowywaniem posiłku dla całej rodziny zorientowała się, że jej najmłodszy syn zaczął tonąć. Zdołała co prawda wyciągnąć dziecko z wody, ale było ono nieprzytomne. Próbując reanimacji, zaczęła gorąco prosić św.Antoniego o pomoc. W żarliwiej modlitwie obiecała, że gdy syn zostanie uratowany, przekaże biednym tyle mąki pszennej, ile ważyło dziecko. Chłopiec wkrótce odzyskał świadomość.
W ciągu kolejnych lat tradycja rozdawania pieczywa ubogim rozpowszechniła się w całej Lizbonie i Portugalii, a następnie w basenie Morza Śródziemnego, przez Włochy po inne kraje europejskie.
Na dzień św. Antoniego zaczęto wypiekać specjalne chleby lub bułki. Były one rozdawane w klasztorach franciszkańskich lub zanoszone do domów ludzi chorych. Nie istniał jeden, ścisły przepis ich przygotowania, gdyż wiązał się on najczęściej z tradycjami lokalnych kuchni, ale wszystkie chlebki św. Antoniego wyróżniał uformowany na ich wierzchu znak krzyża.
*
Stojąc przed wejściem do bazyliki świta mi w głowie kolejny wielki plus, za którego zaczynam kochać tę postać.
Św. Antoni z Padwy – to najlepszy przyjaciel św. Franciszka z Asyżu, a to już dla mnie wystarczająca rekomendacja.
*
Sama bazylika św. Antoniego to arcydzieło architektonicznej fuzji, łączące elementy romańskie, gotyckie, bizantyjskie i renesansowe.
*
*
Jej wnętrze zapiera dech w piersiach, łącząc duchowe znaczenie z niezwykłym kunsztem. Ściany ozdobione są bogactwem fresków, rzeźb i mozaik stworzonych przez jednych z najlepszych artystów swoich czasów.
*
*
Całość wzniesiono na planie krzyża łacińskiego i nakryto bizantyjsko-weneckimi kopułami.
*
*
W centralnym punkcie kościoła znajduje się grota św. Antoniego, w której przechowywane są jego relikwie, w tym język, struny głosowe i kość szczęki, zachowane jako symbole jego talentu w głoszeniu kazań.
Tak wiem – brzmi dość drastycznie to wyróżnienie, ale przecież nie chodzi tylko o patrzenie przez szklaną szybkę na kości.
*
Staram się zrozumieć to głębiej – tu chyba trzeba wyjść z własnego doświadczenia. My sami często gromadzimy różne przedmioty po naszych zmarłych. Wszyscy, którzy przeżyli śmierć bliskiej osoby wiedzą, jak bardzo trudno jest pozbywać się ich rzeczy.
I jeśli ktoś pokaże mi przepiękny wachlarz swojej praprababci, to rozmowa nie będzie toczyć się o wachlarzu – nie jest opowieścią o przedmiocie, tylko tak naprawdę o tej babci. Wobec tego, jeśli taka rzecz odsyła nas do danej osoby, to o ileż bardziej odniosą nas do niej jej własne szczątki.
Na tym chyba polega kult relikwii. Samo słowo 'relikwia’ pochodzi z łaciny i oznacza 'pozostałości’ lub 'resztki’.
Do tego pamiętamy, że po śmierci każde ciało – świętego, mniej świętego czy nawet wielkiego grzesznika – zmartwychwstanie. To jest perspektywa zarówno tego, który trafi do nieba, jak i tego, który może trafić do piekła. Jeśli Bóg zechciał, by nasze ciała po śmierci w jakiś sposób powstawały, to znaczy, że należy im się odpowiednia uwaga.
Nauka o zmartwychwstaniu prowadzi nas więc do wymogu okazywania szacunku szczątkom i grobom naszych bliskich. Jeśli taką czcią otaczamy prochy członków naszych rodzin, to podobnie możemy spojrzeć na relikwie, czyli szczątki ludzi świętych.
Spotkanie z relikwiami ma coś we mnie zmienić. To nie jest magiczne przejęcie mocy, to nie jest kult dla samego kultu. Nie oddajemy kultu samym kościom, tylko świętości tej osoby.
To powinno odbywać się na zasadzie powiedzenia: Chcę dojść do tego miejsca, gdzie ty jesteś.
*
*
Do groty Antoniego podchodzimy, by oddać hołd świętemu, modląc się o łaski i cuda. Zgodnie ze zwyczajem można położyć rękę na płycie grobowej.
*
*
Już teraz wiem, że ta krótka chwila wpisze się w moje serce głęboko, gdyż doświadczyłam pierwszego spotkania z tak ważną osobą znaną mi dotąd tylko z tradycji.
*
Bazylika św. Antoniego nie posiada typowych, szeroko opisanych naw bocznych, jako osobnych przestrzeni, ponieważ jest to świątynia o specyficznej, wielokopułowej architekturze.
Patrzę z zachwytem na prezbiterium z obejściem i wieńcem prostokątnych kaplic oraz ich urzekającą fasadę.
*
*
Przebogatą fasadę..!
*
*
Całkowicie przykuła moją uwagę.. Czyż nie jest piękna..? Oczywiście, że jest.
*
*
Dla mnie to chyba jedno z najpiękniejszych kątów tej świątyni.
Kierując się ku wyjściu, zaglądamy jeszcze do kaplic bocznych. Jedna z nich to z pewnością najspokojniejsza niewielka przestrzeń w całej bazylice. Już na wejściu przemawia ciszą i wprowadza w stan skupienia.
*
*
To kaplica błogosławieństw z niezwykłymi freskami Pietro Annigoniego. Nie ma jednak czasu, by stanąć tu chwilę dłużej. Dziś jeszcze musimy odwiedzić św. Łukasza Ewangelistę w kościele św. Justyny. Cokolwiek to znaczy – przed nami dłuższy spacer i chwila, by móc rozejrzeć się wokół.
*
*
Bazylika św. Antoniego, jakby na to miasto nie patrzeć, to w zasadzie jego serce.. coś, co nadaje mu pewien dodatkowy poziom odbioru i dodatkowy segment bardzo konkretnych wpływów.
To nie jest już tylko włoskie miasto, ale kraina tego właśnie świętego. Dla wielu to ważny powód, dla którego w ogóle odwiedzają to miejsce.
I choć obecność św. Antoniego czuje się tu na każdym kroku, to jednak Padwa jest miejscem, gdzie miłośnicy architektury sakralnej mogliby dostać zawrotu głowy. Pomimo, że jest to trzecie co do wielkości miasto w regionie Wenecji Euganejskiej, nie wystarczyłoby chyba dnia na odwiedzenie tu każdego kościoła po drodze (warto zaznaczyć, że tylko na stu mieszkańców przypada jedna świątynia).
*
*
Spacerując wąskimi uliczkami można tu poczuć prawdziwe włoskie klimaty.
Przechodząc po nie do końca jeszcze obudzonych zaułkach, od razu zauważamy pewną charakterystyczną rzecz w tym mieście.
Podcienia. Mnóstwo podcieni. Na pewno ma to swoje zalety podczas deszczu, bo praktycznie można przejść przez połowę centrum, ani na chwilę nie tracąc dachu nad głową.
*
*
Przeszłość zastygła w architekturze, w murach kościołów, kamienic i pałaców, do tego zapach kawiarni, barów i cukierni tworzą klimat, który można szybko polubić.
*
Padwa znana jest również z jednego z najstarszych uniwersytetów w Europie. Uczelnia powstała w 1222r. dzięki grupie studentów i profesorów, którzy opuścili Uniwersytet Boloński w poszukiwaniu wolności akademickiej i lepszych warunków do studiowania. Pierwszymi przedmiotami, które wykładano na tej uczelni, były nauki prawne oraz teologia.
*
*
Uczyło się tutaj wielu słynnych Polaków, m.in. Stefan Batory, Mikołaj Kopernik, Jan Zamoyski, Jan Kochanowski, Łukasz Górnicki, kardynał Stanisław Hozjusz, czy Hieronim Lubomirski.
*
*
Wśród najsłynniejszych postaci związanych z uczelnią znajduje się Galileusz, który przez 18 lat wykładał tu matematykę. To właśnie Padwę uznał za miejsce najowocniejszego i najszczęśliwszego okresu swojego życia. Warto wspomnieć jeszcze, że ten uniwersytet jest piątym najstarszym istniejącym uniwersytetem świata.
Trzeba przyznać, że dziedziniec uczelni robi wrażenie.. jakkolwiek do szkoły nie chciałoby mi się już ponownie wracać, ale w takich murach chętnie przeczytałoby się niejedną książkę.
*
*
Idąc dalej trafiamy na małą Wenecję u zbiegu ulic Via Roma, Via Gualchiere i Via Umberto.
*
*
Pięknie tu.
Cień kamienicy tonie w wilgotnym powietrzu spłoszone ptaki nikną w szczelinach murów
chłonę szybkim zachwytem tą cichą chwilę miasta –
*
Idziemy dalej..
*
Nie minęło wiele czasu, a już jesteśmy na największym placu: Prato della Valle.
Widać, jak bardzo kompaktowe jest to miasto do zwiedzania. Nie potrzeba wiele wysiłku, aby szybko dotrzeć do kolejnych ciekawych miejsc.
*
*
Na placu znajduje się aż 78 posągów ludzi zasłużonych, dzięki którym Padwa stała się słynna, rozwijała się i nabierała znaczenia. Wśród figur podobno znajdują się dwaj polscy królowie: Stefan Batory i Jan III Sobieski.
Na środku znajduje się ogromny trawnik przecięty kanałami, odchodzącymi od rzeki z mini wyspą pośrodku i mostami, a dalej na jednym z rogów – nieco surowa bazylika św. Justyny.
*
*
Bo Padwa cieszy się nie tylko z tego, że na jej ulicach głosił Ewangelię św. Antoni. Pochodzi stąd również niezwykle dzielna młoda kobieta – św. Justyna.
Należała ona do bogatej i szanowanej w mieście rodziny, a chrzest przyjęła z rąk pierwszego biskupa Padwy – Prosdocyma. Na jego ręce złożyła także prywatny ślub czystości.
*
*
Tymczasem u progu IV wieku wybuchły prześladowania chrześcijan. Cesarz Dioklecjan, uważający się za wcielenie Jowisza, nakazuje niszczyć kościoły i palić święte księgi, pozbawia wierzących w Chrystusa funkcji publicznych. Wkrótce dojdą do tego tortury i skazywanie na śmierć tych, którzy nie chcą wyprzeć się swojej wiary.
Kiedy Justyna zostaje pojmana i zaprowadzona przed oblicze namiestnika Maksymiana Galeriusza, sprawującego w tej prowincji Włoch najwyższą władzę sądowniczą, mimo tortur nie wyrzeka się swojej wiary. Wobec tego zostaje skazana na ścięcie mieczem. Aby ją upokorzyć, oprawcy używają miecza dopiero co wykutego, gorącego – w taki sposób ścinano niewolników. Tymczasem Justyna odchodzi w pokoju serca, przed śmiercią 7 października 304 r. dziękując Bogu, że przyjął jej ofiarę.
W kilka lat później – w 313 r. cesarz Konstantyn wydaje edykt, w którym uznaje chrześcijaństwo. Jeszcze w tym samym roku nad grobem młodej męczenniczki powstaje kaplica, a na przełomie V i VI wieku – bazylika. Od tamtej pory relikwie świętej stają się miejscem pielgrzymek.
*
*
Bazylika św. Justyny sięga początkami piątego wieku. Niestety to, co widzimy dzisiaj to efekt kolejnej przebudowy z końca XVI wieku. Prawie 120 metrów długości i ponad 80 szerokości robią wrażenie.
*
*
W jednej z naw bazyliki jest relikwiarz ze szczątkami Łukasza Ewangelisty. Tu znajduje się tylko część jego szkieletu, bo jak to się ma w zwyczaju – podzielono go, i część pojechała do Pragi, a część jest w jego wcześniejszym miejscu spoczynku – w Tebach.
*
*
Św. Łukasz pochodził z pogańskiej rodziny z Antiochii Syryjskiej. W starożytności Antiochia słynęła z wyższych szkół i ożywionego życia kulturalnego. Tu Łukasz otrzymał staranne wykształcenie humanistyczne i zawodowe. Z zawodu był lekarzem.
*
Po przyjęciu wiary chrześcijańskiej cały swój talent i wykształcenie zaangażował do głoszenia Ewangelii. Stąd w ówczesnych kręgach chrześcijańskich był znany jako Ewangelista.
W połowie pierwszego wieku przyłączył się do św. Pawła w czasie jego drugiej podróży misyjnej. Miało to miejsce w Troadzie, w Azji Mniejszej.
Następnie przez jakiś czas przebywał w nowozałożonym kościele w Filippi w Macedonii, gdzie organizował pomoc materialną dla św. Pawła w Tesalonikach, a potem w Koryncie. Po siedmiu latach (ok. 58 r.) ponownie przyłączył się do św. Pawła i razem z nim udał do Jerozolimy.
*
*
Następnie towarzyszył św. Pawłowi w czasie jego dwuletniego pobytu w więzieniu w Cezarei Nadmorskiej. Mieszkał tam w domu św. Filipa. W tym czasie, poza głoszeniem Ewangelii, pomocą materialną i duchową dla św. Pawła zaczął systematycznie gromadzić materiały do Dziejów Apostolskich, które przypuszczalnie zaplanował napisać, jako dokumentację służącą do przedstawienia cesarzowi rzymskiemu w czekającym św. Pawła procesie w Rzymie.
*
*
Z Cezarei Łukasz udał się wraz ze św. Pawłem w podróż do Rzymu. Opisał ją dokładnie w Dziejach Apostolskich. W Rzymie pozostał z niewielkimi przerwami przez cały czas trwania uwięzienia św. Pawła, będąc świadkiem jego śmierci męczeńskiej.
Tam też poznał św. Marka Ewangelistę. Starannie przestudiował napisaną przez niego Ewangelię i sam zaczął pisać Ewangelię oraz przygotowywać drugie wydanie Dziejów Apostolskich.
*
*
Według tradycji kościelnej, po śmierci Pawła św. Łukasz udał się do Achai (Grecja środkowa), gdzie wydał Ewangelię i Dzieje Apostolskie.
Jako 84 letni starzec miał ponieść śmierć męczeńską w Beocji (Grecja północna). W 357 r. jego relikwie przeniesiono do Konstantynopola, a stamtąd w XIII w. zostały przeniesione tutaj – do Padwy.
*
Łukasz Ewangelista nie jest jedynym świętym, który tu spoczywa.
Na wprost wejścia głównego – w prezbiterium, znajdują się również relikwie św. Justyny – patronki Padwy. Umieszczono je poniżej nastawy ołtarzowej, którą wypełnia obraz 'Męczeństwo św. Justyny’, malowany przez Paolo Veronese w 1575r.
*
*
Natomiast w nawie bocznej po prawej stronie można odnaleźć sarkofag z relikwiami św. Macieja Apostoła, a wewnątrz kaplicy, która jest pozostałością po pierwszym kościele z V wieku, znajduje się grób św. Prosdocimo – pierwszego biskupa Padwy.
*
Kierując się ku wyjściu, patrzę raz jeszcze w stronę ołtarza.
Jak bardzo monumentalna jest to bazylika, można przekonać się tylko będąc w jej wnętrzu. Nie wiem jak inni, ale ja czuję się tutaj, jak naprawdę mały okruszek.. potrzeba dłuższej chwili, by w ogóle przyzwyczaić się do tego ogromu.
I jest coś jeszcze, co mnie urzekło w tym miejscu – cisza, dzięki której duchowość sięga sufitu.
*
Niestety długo się nią nie nacieszyłam – czas jechać dalej..
*
Opuszczając Padwę w wielkim pośpiechu ciężko ogarnąć pierwsze wrażenia. Patrzę na ginące w oddali uliczki miasta, gdzie wyraźnie jeszcze widać stare wieki. Miasto uczonych i świętych – chyba takim je zapamiętam.
*
Tymczasem przed nami Asyż..
Pod skrzydłem Archaniołów
24.09.2025 – 02.10.2025
Są pielgrzymki, które zapisują się w pamięci nie przez ilości zwiedzanych kościołów, nie przez zdjęcia i czas przemodlonych godzin, ale przez to, co zostaje w sercu, gdy wraca się do codzienności.
Tak niezwykłym wspomnieniem okazała się nasza pielgrzymka do ziemi włoskiej, bo czyż nie było to trochę szaleństwem – wsiąść do autokaru, przemierzyć tysiące kilometrów i zmęczyć ciało tylko po to, by zbliżyć się do Boga?
A jednak –
– to właśnie w tej prostocie, w tym szaleństwie serca zrodziło się coś najgłębszego.
*
Nieprzypadkowa zdaje się być sama kwestia czasu. Tak się złożyło, że w miesiącu, ba – na progu tygodnia, w którym szczególnie czuwają Archaniołowie: Michał, Gabriel i Rafał, oraz Aniołowie Stróżowie – wybraliśmy się w podróż po ziemi, która dała światu tak wielu potężnych świętych.
Wraz z uciekającymi kilometrami długiej trasy – zmieniało się proporcjonalnie szybko nasze duchowe przeżycie wszystkich odwiedzonych miejsc we Włoszech.
Wymarzony i radosny powrót do swoich na Gargano, przeplatał się naprzemiennie z prostotą wiary św. Antoniego, ciszą Monte Cassino, by przejść do bólu i cierpienia w San Giovanni Rotondo, przez ponure oblicze Neapolu, aż do wielkich przepięknych bazylik Rzymu.
Ten wyjazd stał się samoistnie niezwykłą mozaiką modlitw, niezapomnianych chwil, spotkań ze świętymi, jak również przejściem przez sanktuaria, świątynie po dzieła sztuki i uliczki starych miast, a wszystko to pod skrzydłem Archaniołów ze wspaniałym górskim widokiem w tle.
Czy można chcieć więcej..?
*
Pielgrzymka rozpoczęła się od Mszy świętej w naszym kościele.. tak powiedział Pan:
„Oto Ja posyłam anioła przed tobą, aby cię strzegł w czasie twojej drogi i doprowadził cię do miejsca, które ci wyznaczyłem. Szanuj go i bądź uważny na jego słowa. Nie sprzeciwiaj się mu w niczym, gdyż nie przebaczy waszych przewinień, bo imię moje jest w nim. Jeśli będziesz wiernie słuchał jego głosu i wykonywał to wszystko, co ci polecam, będę nieprzyjacielem twoich nieprzyjaciół i będę odnosił się wrogo do odnoszących się tak do ciebie. Mój anioł poprzedzi cię i zaprowadzi do Amoryty, Chetyty, Peryzzyty, Kananejczyka, Chiwwity, Jebuzyty..” (Wj 23,20-23).
I tak uczynił..
*
cdn.
’Krwawy księżyc’ pojawia się jako przepowiednia w Księdze Joela 2,31 i w Księdze Objawienia 6,12, zapowiadając „wielki i straszny dzień Pański”, a także jako opis zjawiska astronomicznego, które towarzyszyło śmierci Jezusa, gdy zaćmieniu księżyca nad Jerozolimą nadało czerwoną barwę..
W dniu dzisiejszym, jeśli tylko chmury przejdą – mamy szansę zobaczyć takie zjawisko..
Dodatkowo dziś Księżyc znajdzie się w pełni w perygeum – co oznacza, że będzie najbliżej Ziemi. Zatem dzisiejsze astronomiczne wydarzenie możemy wyjątkowo nazwać 'Krwawym Superksiężycem’. Dlaczego..?
Księżyc w efekcie będzie wydawał się większy, niż zazwyczaj, a przybierając barwę od głębokiego pomarańczu po intensywną czerwień – ukaże się nam w naprawdę rzadkiej i pięknej odsłonie.
Skąd w ogóle ten niesamowity kolor?
Podczas zaćmienia ziemska atmosfera rozprasza światło słoneczne. Czerwone promienie przechodzą dalej i padają na księżyc, który przez chwilę wygląda jakby świecił krwistym blaskiem. To właśnie ta gra światła tworzy efekt krwawego księżyca, który tak bardzo fascynuje obserwatorów nieba.
Życzymy wszystkim dobrego i pięknego wieczoru z udaną obserwacją zaćmionego księżyca w tle.
Częstochowa – 18.08.2025
Idziemy.. po drodze kolejna klatka schodowa z balkonem i graffiti na murze..
Tu mieszkasz Maryjo. Zamiast chodzić wśród aniołów i gwiazd, wciąż ubierasz się w kolory wszystkich zagubień i lęków, ukrytych za tysiącem firanek.
*
– Nasza pielgrzymka wędruje ścieżką pokory –
Oczy wpatrzone w rytm miasta nie wstydzą się nadziei Leżą krzyżem ulice otwierając okna by wiatr tęsknotę osuszył..
– Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą…
Matko serdeczna przyjmij naszą modlitwę płaszczem wieczornej zorzy ciszą nocy trudem całego dnia
*
– Lourdes –
krótki kurs wiary podszyty niebem
cz.IX – Bernadeta
Święta Bernadeta Soubirous doskonale znana jest wszystkim, którzy nawiedzają Grotę Massabielle..
Mała, wątła, 14-letnia dziewczynka żyjąca w nędznym mieszkaniu ze swymi rodzicami..
Niezwyczajnie zwyczajna..
*
Święta Bernadeta Soubirous przyszła na świat 7 stycznia 1844 r. w pobożnej i biednej rodzinie młynarza Franciszka i Ludwiki Soubirous.
Wąskimi, krętymi uliczkami Lourdes, zmierzając szlakiem, który wyznacza niebieska linia, odwiedziliśmy dom, w którym dziewczynka się urodziła i spędziła pierwsze lata swego szczęśliwego dzieciństwa..
Moulin de Boly – Młyn de Boly jest miejscem, którego nie sposób pominąć, gdyż tutaj znajduje się obecnie muzeum poświęcone rodzinie Soubirous – Maison Natale de Bernadette.
W jego wnętrzach zobaczyć można m.in. meble, rzeczy osobiste czy obrazy, które należały do rodziny Soubirous. Co ciekawe, dom prowadzony jest przez potomków Bernadety.
Beztroskie dzieciństwo upływało tu Bernadecie na zabawach nad rzeką, na pobliskich łąkach, ponadto dziewczynka pomagała mamie w pracach domowych.
W 1854 r. z powodu finansowego kryzysu rodzina musiała opuścić 'młyn szczęścia’ w Boly i przeprowadzić się do małego, nędznego mieszkania dawnego więzienia La Cachot.
Warunki życia były uwłaczające – dawne więzienie zamknięte z powodu zbyt dużej wilgoci i brudu dla więźniów – uznano za adekwatne dla ubogich państwa Soubirous.
Tak do jesieni 1858 r. cała rodzina mieszkała w jednej, ciemnej i zimnej izbie, mającej zaledwie 16 m2. Trudno więc mówić o jakichkolwiek warunkach, jednak to niewielkie i zawilgocone pomieszczenie dawało schronienie aż sześciu osobom.
W międzyczasie 1855r. Lourdes opanowała epidemia cholery, przez którą straciło życie wielu ludzi. Zaraziła się również jedenastoletnia Bernadeta. Choroba zrujnowała jej delikatny organizm na tyle, że nabawiła się astmy, a później gruźlicy kości nóg, co stało się przyczyną jej śmierci w trzydziestym czwartym roku życia.
*
Mimo to Bernadeta nie jest smutnym dzieckiem, wręcz przeciwnie – wesoła, impulsywna.. podobna do wszystkich małych dziewczynek..
Jej brązowe włosy są na środku rozdzielone i przykryte bawełnianą chustką, związaną z boku.. tak ją też kojarzymy dzięki zdjęciom nieznajomego fotografa.
Zdjęcie z 1858r.
Wychowana w biedzie i niedostatku – kryształowa dusza, zachowana przed jakimkolwiek złem, nosząca Boże znamię tej czystości serca i ciała, która promieniowała z jej spojrzenia, z jej zachowania się i z całej jej wątłej postaci.
Pielgrzymi albo ci, którzy się wcześniej z nią spotkali lub tylko raz ją widzieli, później będą twierdzić:
„Widziałem jej spojrzenie — i… od tego czasu nie jestem tym samym”.
Pewna zakonnica się zwierzała:
„Bernardeta tylko raz na mnie spojrzała…”, na łożu śmierci przypomni sobie wrażenie czegoś nadprzyrodzonego, które ją wtedy otuliło.
*
Jaka wdzięczność należy się więc temu nieznajomemu, który obchodząc wioski, dźwigał ciężki i niewygodny aparat, kruche szklane klisze, grubą zasłonę i ogromną jak prześcieradło czarną zasłonę, spoza której, kręcąc się jak magik, robił zdjęcia.. (rok 1850 to dopiero początki sztuki fotograficznej).
Każdy z wykonanych portretów Bernadety przedstawia ją bez żadnej sztuczności. Jednak to oryginał z 1858r. znajdujący się w Muzeum w Lourdes był reprodukowany w nieskończoność: w postawie siedzącej, ze złożonymi rękoma.. i ta twarz spokojna, wzrok skierowany prosto, a po objawieniach poważny i głęboki..
*
W pierwszych latach reprodukcje tej fotografii sprzedawano masowo. Bernadeta – widząca Maryję, zupełnie o tym nie wiedziała. Pewnego dnia jedna z jej towarzyszek powiedziała jej o tym. Zdziwiona zaczęła się śmiać, mówiąc:
„Sprzedają mnie za dwa grosze, to jest wszystko, co wartam…”
Gdy Bernadeta była pensjonariuszką w hospicjum w Lourdes, zrobiono jej jeszcze 10 fotografii..
Poniżej jedna z nich z 1861r.:
*
Podążając za złoconymi ćwiekami z wizerunkiem małej świętej można odkrywać resztę jej miejsc rodzinnych, jak mroczna izba Cachot, w której mieszkała z rodziną, w szczególności za czasów objawień w 1858 r… czy hospicjum, w którym zdobywała edukację u Sióstr z Nevers i gdzie przystąpiła do swojej pierwszej komunii świętej..
Jest też kościół parafialny pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa stojący w centrum miasta, a więc poza terenem wielkiego sanktuarium..
Inicjatorem jego budowy był ksiądz Dominik Peyramale, proboszcz z czasów tutejszych objawień Maryjnych. Prace budowlane trwały bardzo długo, bo od roku 1875 aż do 1936.
Dlaczego..?
Obecny kościół parafialny nie jest tym samym, do którego uczęszczała za życia święta Bernadeta.
Ksiądz Peyramale przewidując napływ dużej liczby pielgrzymów stwierdził, że stara świątynia romańska jest zbyt mała, aby pomieścić przybywające do Lourdes coraz większe grupy ludzi.
Dlatego tysiącletni zabytek pod wezwaniem świętego Piotra został zburzony w 1904r. Z niego zachowała się między innymi chrzcielnica (datowana pomiędzy XIII, a XV stuleciem), przy której Bernadeta otrzymała chrzest w roku 1844. Stoi ona obecnie w jednej z bocznych kaplic. Później pojawiły się problemy finansowe i tak budowa rozciągła się na długie lata..
*
W 1866r. Bernadeta wstąpiła do klasztoru Nôtre Dame de Nevers, unikając w ten sposób powszechnego zainteresowania, jakie budziła z powodu otrzymanych objawień. Tam spędziła resztę swojego życia, pomagając w kuchni, w infirmerii, w zakrystii..
..już zawsze chora, będzie znosić straszne bóle bez słowa skargi do końca swoich dni.
– Nigdy bym nie myślała, że trzeba tak cierpieć, by umrzeć – przyznała sama.
Z powodu astmy, na którą zachorowała jako mała dziewczynka, cierpiała na rozrywające bóle w klatce piersiowej. Oprócz tego miała zwężoną tętnicę, bóle żołądka, próchnicę kości i nowotwór w kolanie. Jej ciało było bardzo wyniszczone chorobą.
Bernadeta Soubirous zmarła 16 kwietnia 1879 roku w klasztorze Nôtre Dame de Nevers.
*
Nieulegające rozkładowi ciało św. Bernadety Soubirous to jeden z najbardziej niezwykłych przebadanych przypadków medycznych, nie postrzeganych ostatecznie za zjawisko naturalne.
18 listopada 1923 roku papież Pius XI podpisał dekret uznający heroiczność cnót Bernadety. Po beatyfikacji świętej przeprowadzono trzecią ekshumację, która miała miejsce 12 czerwca 1925 roku. Jej celem było uzyskanie „relikwii” z ciała kobiety. Kanonizacja nastąpiła osiem lat później, w 1933 roku.
Od 3 sierpnia 1925r. ciało świętej jest wystawione w kryształowym relikwiarzu w kaplicy poza klauzurą w klasztorze w Nevers.
Jak się wciąż przekonujemy, nie ulega ono rozkładowi i po dziś dzień zachowuje zadziwiające piękno. Bernadeta wygląda tak, jakby spała. Oczy ma zamknięte, usta trochę rozchylone, głowę przechyloną w lewo..
*
O. Marceli Bouix z Towarzystwa Jezusa (jezuita) powiedział, że przez trzy tajemnice powierzone Bernadecie, Maryja zarezerwowała sobie wnętrze tej duszy.
Sama Bernadeta zdąży jeszcze przed śmiercią napisać duchowy testament wdzięczności, a w nim ten oto krótki, jakże wymowny fragment:
„I za tę duszę, którą mi dałeś, za pustynię wewnętrznej oschłości, za Twoje noce i Twoje błyskawice, za Twoje milczenie i Twe pioruny, za wszystko. Za Ciebie – i gdy byłeś obecny, i gdy Cię brakowało… dziękuje Ci, Jezu.”
*
„Stwórz Boże, we mnie serce czyste, bo wstydzę się tego połatanego..”
Przyzwyczailiśmy się, że w maju chodzimy na majowe – i modlimy się Litanią Loretańską – a w czerwcu na czerwcowe – i odmawiamy Litanię do Serca Pana Jezusa.
Dlaczego właśnie tak?
Wygląda na to, że Pan Jezus sam wybrał czerwiec na miesiąc swego Serca.
Największe objawienie, tak zwane wielkie objawienie św. Małgorzaty Marii, miało miejsce 16 czerwca, kiedy to usłyszała słowa:
«Oto Serce, które tak bardzo umiłowało ludzi, że niczego nie szczędziło, aż do wyczerpania i wyniszczenia się, by dać im dowody swej miłości»”
Czerwiec jest pośrodku roku, czyli dokładnie tak, jak serce pośrodku człowieka.
*
*
„Serce Jezusa to Serce, które nigdy nie myślało o sobie. Przeżyło biedne dzieciństwo w stajni, ucieczkę, poniewierkę na obczyźnie i samotność. Serce, które nigdy nie myślało o sobie. Jedyne, jakie przybiło siebie na krzyż. Było dla siebie nie tylko surowe, ale nawet okrutne” – tłumaczył ks. Jan Twardowski.
*
Trudno to zrozumieć, bo nam, ludziom, przeszkadza chęć panowania nad sytuacją, udowadniania, że mamy rację, nie chcemy uchodzić za naiwnych, którzy dali się wykorzystać, oszukać zaradniejszym, sprytniejszym.
A jednak tylko cierpienie Jezusa mogło pojednać grzeszników z Bogiem. Jego Serce cierpliwe, miłosierne, przebaczające nam wszystko, wstecz i na zapas, mogło otworzyć nam powrót do raju.
*
Pustoszeją kościoły, w mediach biją na alarm. Wielu wieści koniec pewnej epoki w Kościele. „Nieraz mówią – głosił również ks. Jan – że nabożeństwo piątkowe przeżywa kryzys.”
Tymczasem to świat przeżywa kryzys, bo myśli o interesach, polityce, uczonych księgach, a traci świadomość Bożego Serca oraz prostego serca ludzkiego..
*
„Stwórz Boże, we mnie serce czyste, bo wstydzę się tego połatanego..”