Madonnina
– i chwila, która poruszyła świat –


Była tylko dzieckiem.
I trzymała w ramionach swojego młodszego braciszka, pogrążonego we śnie.

Tak narodził się jeden z najbardziej ukochanych i najczęściej reprodukowanych obrazów wszech czasów — „Madonnina” – wizerunek, który zainspirował miliony modlitw..

*

Malarz Roberto Ferruzzi miał przed sobą dobrze zapowiadającą się przyszłość. Był synem adwokata i studiował prawo na Uniwersytecie w Padwie. Jednak powołanie do sztuki okazało się silniejsze. Porzucił wszystko i poświęcił się malarstwu.


Roberto Ferruzzi (ur. 16 grudnia 1853, zm. 16 lutego 1934 w Wenecji)

Pewnego zwyczajnego dnia, spacerując po Wzgórzach Euganejskich – Ferruzzi zobaczył scenę, która na zawsze odmieniła jego życie: jedenastoletnia dziewczynka Angelina Cian – jedna z piętnaściorga dzieci z ubogiej rodziny, czule obejmowała swojego młodszego brata Giovanniego, który spał głęboko w jej ramionach.

Artystę mocno poruszyła niewinność, miłość i czułość tej chwili.

Postanowił uwiecznić ją na obrazie, który nazwał po prostu „Macierzyństwo”.

Gdy dzieło zaprezentowano na prestiżowej wystawie Biennale w Wenecji w 1897 roku, natychmiast zachwyciło publiczność. Było tak poruszające, że ludzie spontanicznie zaczęli dostrzegać w nim portret Matki Boskiej.. szybko nazwano je Madonną z ulicy – Madonna Della Strada. W krótkim czasie stało się ono symbolem macierzyństwa, opieki i bezwarunkowej miłości.

Obraz sprzedano za astronomiczną, jak na tamte czasy sumę — trzech tysięcy lirów — a później wielokrotnie odsprzedawano. Słynni florenccy fotografowie – bracia Alinari nabyli prawa do jego reprodukcji, czyniąc go nieśmiertelnym: obrazki religijne, reprodukcje, kartki, ikony — wszędzie pojawiał się ten sam czuły uścisk.

Los oryginału do dziś pozostaje tajemnicą.

Niektórzy twierdzą, że obraz, zakupiony przez amerykańskiego ambasadora, zatonął wraz ze statkiem storpedowanym podczas II wojny światowej. Inni są przekonani, że nadal znajduje się w prywatnej kolekcji w Stanach Zjednoczonych.


La Biennale Sztuki w Wenecji – jedno z najważniejszych i najstarszych wydarzeń kulturalnych na świecie – obecnie odbywa się cyklicznie co dwa lata (w lata nieparzyste) naprzemiennie z Biennale Architektury.

A co stało się z Angeliną?

Dziewczynka, która zainspirowała tyle piękna i pobożności, przeżyła życie dalekie od tego, jakie mogłaby obiecywać nieśmiertelność obrazu.

Przeniosła się do Wenecji, wyszła za mąż, a w 1906 roku wyemigrowała z mężem do Kalifornii. Urodziła dziesięcioro dzieci, lecz nagła śmierć męża pogrążyła ją w rozpaczy. Nie znając języka angielskiego – walczyła o przetrwanie. Pozbawiona wsparcia emocjonalnego i finansowego – pozostała sama, a niezdolna udźwignąć ciężaru życia – doznała załamania nerwowego i trafiła do szpitala psychiatrycznego.

Zmarła w 1972 roku, nigdy nie dowiedziawszy się, że jej twarz poruszyła serce całego świata.

Świat patrzył na nią i modlił się.
A ona… nigdy o tym nie wiedziała.

*

Czworo najmłodszych dzieci umieszczono w sierocińcach, a ostatecznie w domach zastępczych, starsze zaś musiały radzić sobie same.

Tajemnicę rodziny odkryła jedna z córek Angeli – Maria. Mając 8 lat trafiła do katolickiego sierocińca, tam też poczuła powołanie do życia zakonnego. Wstąpiła do kalifornijskiego Zgromadzenia Świętego Józefa z Carondelet i przyjęła imię Angela Maria.

Wciąż prześladowało ją pytanie dotyczące włoskich korzeni jej rodziny. Śmierć taty i choroba mamy spowodowały, że nie miała kontaktu ze swoimi krewnymi.

Okazją do zbadania rodzinnej genealogii był wyjazd do Wenecji latem 1984 roku. 

Zakonnica miała ze sobą akty urodzenia i zgonu rodziców, z pomocą tłumacza analizowała zapiski, które udało się jej odnaleźć. Nawiązała nawet kontakt z dwiema siostrami matki – Guilią i Elisą.

Od wielu lat kobiety te próbowały zlokalizować rodzinę, lecz nie udało im się odnaleźć żadnej wzmianki o hospitalizacji Cian oraz miejscu pobytu jej dzieci. Nie przestawały jednak modlić się o cud.

Odpowiedź na modlitwy przyszła znacznie później. Po 34 latach siostra Angela Maria pojawiła się w domu ciotek. Jedna z nich pokazała zakonnicy obraz Ferruzziego i powiedziała po włosku: „To jest twoja matka”.

Siostra odpowiedziała: „tak, wiem”. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że ciotka ma na myśli jej rodzoną matkę. „To jest twoja prawdziwa matka, a nie Maryja” – odrzekła Giulia.

Zakonnica do końca życia opowiadała historię swojej matki, nie rozstając się z obrazem ukochanej Madonniny.

*


Obraz wciąż jest bardzo popularny wśród katolików. Jego kopie znajdują się na obrazkach i obrazach, dostępne w masowej sprzedaży. Większość z nas ma go pewnie gdzieś nawet w szufladzie, nie zdając sobie sprawy – jak niesamowitą historię w sobie kryje.



Opublikowano