Julius Sergius Von Klever 'Christ Walking on the Waters’ (1880)
Julius von Klever jako jedyny z nielicznych malarzy – pejzażystów, niemal każdym swym dziełem potrafi zanurzyć mnie w swoje wyciszone płótna. To niesamowite operowanie kontrastami w całej jego twórczości szybko przenosi do krajobrazów pełnych perspektywy i cichej kontemplacji. A jednym z najpiękniejszych obrazów wciąż zdaje się ten – zatytułowany 'Chrystus kroczący po wodach’ z 1880r.
Dlaczego warto się nad nim zatrzymać..?
Bo w naszym dzisiejszym świecie, naznaczonym pędem, przepełnionym hałasem i zgiełkiem – ten mistyczny klimat obrazu, łączący wzburzoną, nocną naturę z jasną, jakże ciepłą postacią Jezusa kroczącego po wodzie, mocno oddaje treść wczorajszej niedzielnej Ewangelii.
*
Gdy pęka tafla wiary pod moją stopą chwila obecna już nie istnieje – a serce siłą grawitacji ciągnie na dno
Ratuj mnie Panie!!
Nie chcę już uwzględniać obecności wiatrów, nie chcę czytać wyników badań, planować każdego ruchu i drgania serca. Podobno naukowo też już dowiedziono – statystycznie 94,4% ludzkości nie może chodzić po wodzie! Bo wszelkie niedowiarstwo było i jest w wiatrach! Odwróciwszy swe oczy od Ciebie, Piotr zaczął tonąć.
Proszę..
naucz i mnie wiary prawdziwej!
*
Przyroda u św. Jacka – lato
Lato chwieje się już niebezpiecznie na krawędzi sierpnia, by potem runąć w rozpłakaną jesień.. zanim to jednak nastąpi – u św. Jacka można jeszcze znaleźć się na niejednym dywanie oszałamiającej eksplozji zieleni..!
Czytam drzewo jak księgę nie przekartkuje jej żaden wiatr!
– Spisany alfabetem liści boski algorytm mądrości wśród żywych ścian tego świata –
Przyroda u św. Jacka – spotkanie
Już niedługo się rosa przyśni źdźbłom trawy daleko przy rzece, a ty tu jeszcze na czterech nóżkach wsparta uchem strzyżesz
Dokąd dalej biegniesz tam ciemna ściana zieleni parzy dywanem gęstych pokrzyw
Nie bój się – tu inne panują prawa
cisza szeleści nawet w kadrze – okamgnienie trwać będzie tak długo, że pozwoli się podzielić na małe wieczności –
Na zawsze, jeśli Bóg każe – nic się tu nie stanie bez Jego woli nawet liść nie spadnie
On sam wskaże nam drogę powrotu rozumem sercem
św. Tomasz miał rację:
dotykam chłonę jestem
*
Madonnina – i chwila, która poruszyła świat –
Była tylko dzieckiem. I trzymała w ramionach swojego młodszego braciszka, pogrążonego we śnie.
Tak narodził się jeden z najbardziej ukochanych i najczęściej reprodukowanych obrazów wszech czasów — „Madonnina” – wizerunek, który zainspirował miliony modlitw..
*
Malarz Roberto Ferruzzi miał przed sobą dobrze zapowiadającą się przyszłość. Był synem adwokata i studiował prawo na Uniwersytecie w Padwie. Jednak powołanie do sztuki okazało się silniejsze. Porzucił wszystko i poświęcił się malarstwu.
Roberto Ferruzzi (ur. 16 grudnia 1853, zm. 16 lutego 1934 w Wenecji)
Pewnego zwyczajnego dnia, spacerując po Wzgórzach Euganejskich – Ferruzzi zobaczył scenę, która na zawsze odmieniła jego życie: jedenastoletnia dziewczynka Angelina Cian – jedna z piętnaściorga dzieci z ubogiej rodziny, czule obejmowała swojego młodszego brata Giovanniego, który spał głęboko w jej ramionach.
Artystę mocno poruszyła niewinność, miłość i czułość tej chwili.
Postanowił uwiecznić ją na obrazie, który nazwał po prostu „Macierzyństwo”.
Gdy dzieło zaprezentowano na prestiżowej wystawie Biennale w Wenecji w 1897 roku, natychmiast zachwyciło publiczność. Było tak poruszające, że ludzie spontanicznie zaczęli dostrzegać w nim portret Matki Boskiej.. szybko nazwano je Madonną z ulicy – Madonna Della Strada. W krótkim czasie stało się ono symbolem macierzyństwa, opieki i bezwarunkowej miłości.
Obraz sprzedano za astronomiczną, jak na tamte czasy sumę — trzech tysięcy lirów — a później wielokrotnie odsprzedawano. Słynni florenccy fotografowie – bracia Alinari nabyli prawa do jego reprodukcji, czyniąc go nieśmiertelnym: obrazki religijne, reprodukcje, kartki, ikony — wszędzie pojawiał się ten sam czuły uścisk.
Los oryginału do dziś pozostaje tajemnicą.
Niektórzy twierdzą, że obraz, zakupiony przez amerykańskiego ambasadora, zatonął wraz ze statkiem storpedowanym podczas II wojny światowej. Inni są przekonani, że nadal znajduje się w prywatnej kolekcji w Stanach Zjednoczonych.
La Biennale Sztuki w Wenecji – jedno z najważniejszych i najstarszych wydarzeń kulturalnych na świecie – obecnie odbywa się cyklicznie co dwa lata (w lata nieparzyste) naprzemiennie z Biennale Architektury.
A co stało się z Angeliną?
Dziewczynka, która zainspirowała tyle piękna i pobożności, przeżyła życie dalekie od tego, jakie mogłaby obiecywać nieśmiertelność obrazu.
Przeniosła się do Wenecji, wyszła za mąż, a w 1906 roku wyemigrowała z mężem do Kalifornii. Urodziła dziesięcioro dzieci, lecz nagła śmierć męża pogrążyła ją w rozpaczy. Nie znając języka angielskiego – walczyła o przetrwanie. Pozbawiona wsparcia emocjonalnego i finansowego – pozostała sama, a niezdolna udźwignąć ciężaru życia – doznała załamania nerwowego i trafiła do szpitala psychiatrycznego.
Zmarła w 1972 roku, nigdy nie dowiedziawszy się, że jej twarz poruszyła serce całego świata.
Świat patrzył na nią i modlił się. A ona… nigdy o tym nie wiedziała.
*
Czworo najmłodszych dzieci umieszczono w sierocińcach, a ostatecznie w domach zastępczych, starsze zaś musiały radzić sobie same.
Tajemnicę rodziny odkryła jedna z córek Angeli – Maria. Mając 8 lat trafiła do katolickiego sierocińca, tam też poczuła powołanie do życia zakonnego. Wstąpiła do kalifornijskiego Zgromadzenia Świętego Józefa z Carondelet i przyjęła imię Angela Maria.
Wciąż prześladowało ją pytanie dotyczące włoskich korzeni jej rodziny. Śmierć taty i choroba mamy spowodowały, że nie miała kontaktu ze swoimi krewnymi.
Okazją do zbadania rodzinnej genealogii był wyjazd do Wenecji latem 1984 roku.
Zakonnica miała ze sobą akty urodzenia i zgonu rodziców, z pomocą tłumacza analizowała zapiski, które udało się jej odnaleźć. Nawiązała nawet kontakt z dwiema siostrami matki – Guilią i Elisą.
Od wielu lat kobiety te próbowały zlokalizować rodzinę, lecz nie udało im się odnaleźć żadnej wzmianki o hospitalizacji Cian oraz miejscu pobytu jej dzieci. Nie przestawały jednak modlić się o cud.
Odpowiedź na modlitwy przyszła znacznie później. Po 34 latach siostra Angela Maria pojawiła się w domu ciotek. Jedna z nich pokazała zakonnicy obraz Ferruzziego i powiedziała po włosku: „To jest twoja matka”.
Siostra odpowiedziała: „tak, wiem”. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że ciotka ma na myśli jej rodzoną matkę. „To jest twoja prawdziwa matka, a nie Maryja” – odrzekła Giulia.
Zakonnica do końca życia opowiadała historię swojej matki, nie rozstając się z obrazem ukochanej Madonniny.
*
Obraz wciąż jest bardzo popularny wśród katolików. Jego kopie znajdują się na obrazkach i obrazach, dostępne w masowej sprzedaży. Większość z nas ma go pewnie gdzieś nawet w szufladzie, nie zdając sobie sprawy – jak niesamowitą historię w sobie kryje.
Przyroda u św. Jacka
Letnie miesiące spontanicznie kojarzymy z wypoczynkiem, z podróżami i wyjazdami.
Przyroda wabi nas swoim spokojem, naturalnością, dystansem. Może dać jednak coś jeszcze.. Sam Jezus zachęcał: Przypatrzcie się ptakom w powietrzu… Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną… (Mt 6, 25-34).
Postrzeganie zakłada wielki szacunek wobec rzeczy. Nic z nimi nie robimy, pozwalamy, by były sobą, by mówiły same za siebie. Warto zatem przyglądać się przyrodzie. Ona ma coś ważnego do powiedzenia o nas, o Bogu, o życiu, o wierze.
Delikatność z pobrzeża lasu rozciąga się wokół maleńkimi różowymi kwiatami. To goździk kartuzek – jedna z najtrwalszych i najpiękniejszych bylin polskich łąk..
Nazwa gatunkowa „kartuzek” pochodzi od zakonu Kartuzów. Wedle botaników był on uprawiany przez nich w ogrodach klasztornych – stąd jego miano.
Mnisi z tego klasztoru większość życia spędzają w milczeniu, samotnie, we wszechobecnej ciszy. Nie wychodzą poza mury klasztoru, nie jedzą mięsa, nie wiedzą również, co to telewizja czy internet. To jeden z najsurowszych zakonów w kościele katolickim.
Obecnie na świecie żyje około 350 kartuzów i kartuzjanek. Najbliżej nas – tuż przy granicy z Polską, w miejscowości Czerwony Klasztor na Słowacji, można zwiedzić klasztor kartuzów, choć aktualnie obiekt ten nie pełni już funkcji sakralnych.
Pozostają nam wciąż na wyciągnięcie ręki maleńcy bracia kartuzi, ukryci w niskich partiach łąk i przydrożnych trawników.
Co mówią..?
Krew płynie z Twojego boku wakacje a taki blady i właśnie dlatego wierzę żeś wszechmogący słaby..
ks. J.Twardowski
Żmijowiec zwyczajny kwiat dobrego serca nawet w agonii cierpliwie wypatruje chmur
– Uklęknąć w cieniu krzyża w kościółku mego dzieciństwa i prosić, aby do Emaus Bóg z łaską ze mną szedł –
Jak to jest, gdy Bogu pęka serce
Chyba nikt nie ma wątpliwości, w jak bardzo zranionym świecie żyjemy. Rodziny się rozpadają, młodzież się gubi, a społeczeństwo upada moralnie. Coraz częściej mówi się o kryzysie gospodarczym, kryzysie społecznym, ale w gruncie rzeczy jest to tak naprawdę kryzys miłości.
A przecież Serce Jezusa wciąż bije dla naszego chorego świata. Chciejmy w miesiącu poświęconym najpiękniejszej Miłości poczuć, jak to jest, gdy Bogu pęka Serce..
*
Co się w Bogu dzieje, gdy człowiek przebija Mu Serce. Nawiasem mówiąc, jak to jest straszne, że człowiek może w ogóle przebić Serce Boga, ale nie o tym rzecz.
Jan stał na Golgocie i patrzył na to, co się dzieje.
Słowo, które go przeprowadziło przez tą straszną chwilę, i pokazało, kim jest Bóg w tym momencie, to jest słowo, które on wywołuje z proroka Zachariasza: „Będą patrzeć na tego, którego przebili…”.
To zdanie: „Będą patrzeć na tego, którego przebili” to jest dziesiąty werset z dwunastego rozdziału Zachariasza, a dokładnie jego druga połowa. Bo pierwsza połowa to jest niesamowita obietnica.
Bóg mówi:
„Na cały dom Dawida i na wszystkich mieszkańców Jerozolimy wyleję mojego Ducha. Będą patrzeć na tego, którego przebili”.
Trzynasty rozdział otwiera się takim zdaniem: „Dla całego domu Dawida i dla mieszkańców Jerozolimy wytryśnie źródło na obmycie z grzechów”.
To jest to, co Jan widzi, stojąc pod krzyżem, że właśnie się dzieje..
*
Jak człowiek przebija Bogu Serce, to Bóg z tego Serca tryska źródłem wody na obmycie tego grzechu.. mało tego – Bóg wylewa Ducha na tego, który Go zabija. To jeden z najbardziej szalonych paradoksów, ale to jest Miłość, która potrafi przeprowadzić człowieka przez taką ciemność, jaka panowała na Golgocie.
Bo trzeba się wczuć w Jana.
Jan stoi na Golgocie – widzi śmierć Jezusa.. widzi, jak żołnierz dokonuje ostatniego aktu, który ma potwierdzić, że On umarł.
Potwierdzenie urzędowe śmierci: przebito Mu Serce.
Dowód – koniec, kropka.
A więc Jan ma prawo myśleć o tym, jak głęboko się w życiu pomylił, a na pewno przez te ostatnie trzy lata, kiedy za Nim poszedł. Wszystko jest już bez sensu!
I właśnie w tym momencie okazuje się, że to nieprawda, że dlatego, co wydaje się bez sensu, Bóg przygotował rozjaśnienie kilka wieków wcześniej.
Jest przecież Słowo, które nas przeprowadzi.. to Słowo mówi, że w tym momencie, kiedy człowiek dokonuje jakby granicznego odrzucenia Boga i przebija Mu Serce, Bóg nie jest w stanie o niczym innym myśleć, jak tylko wylać Ducha na tego, który Go morduje, bo Bóg nie jest w stanie się pogodzić z tym, że człowiek z Nim zrywa relację.
W Bogu nie ma żadnej innej reakcji, tylko pytanie: jak naprawić natychmiast – natychmiast! – to, co człowiek właśnie niszczy; niszczy w sposób brutalny, nieodwołalny. Gdy człowiek przebija Mu Serce – natychmiast wypływa woda, natychmiast wypływa Duch!
*
Jan ma dzięki temu tekstowi, który przychodzi do niego z Zachariasza – doświadczenie Boga, który jest Miłością nieogarnioną, niezrozumiałą i kompletnie nieprzewidywalną.
To zdeterminowana Miłość – taka, która wzbiera – nawet wtedy, gdy jest odrzucona.. Im bardziej jest przebita, tym bardziej rośnie.
*
Pamiętajmy jednak – Najświętsze Serce Jezusa nie jest tylko absolutnym darem z siebie. Jest przede wszystkim Miłością, która pragnie odpowiedzi. Bowiem każdy człowiek – nawet najbardziej zagubiony – może odrodzić się na nowo, jeśli tylko pozwoli się kochać.